kultura

Ángel Parra: "Mogę śpiewać jedynie historię mojego ludu"

Artykuł opublikowany 4 października 2007
Artykuł opublikowany 4 października 2007
Muzyk chilijski, syn mitycznej gwiazdy Violety Parry mieszkający od 35 lat w Paryżu, dał w Brukseli koncert jako wstęp do swojej nowej trasy, która odbędzie w Chile.

Jesteśmy w teatrze Lumen w Brukseli. Po dwóch godzinach wypełnionych dźwiękami piosenek Violety Parry, matki chilijskiego folkloru, publiczność żegna jej syna - Ángela Parrę. Muzykowi przy pomocy głosu i gitary udaje się porwać zgromadzonych słuchaczy i skłonić ich do pogrążenia się w nostalgii i poczuciu wspólnego świętowania. Wszystko dzieje się we wrześniu - miesiącu bardzo ważnym dla historii Chile, jak podkreśla Parra. To właśnie we wrześniu 1810 r. kraj ten zdobył niepodległość i uniezależnił się od Hiszpanii, we wrześniu też Allende doszedł do władzy (1970) i w tym samym miesiącu, tyle że trzy lata później, ją stracił.

Wzbogacające wygnania

Po Manos en la nuca (Dłonie na karku), w której opowiada z dużą dozą humoru o swoich tragicznych przeżyciach zaraz po zamachu stanu dokonanego przez Pinocheta w 1973, poprawia swoja czwartą powieść, która ukaże się w listopadzie. "Zależy mi, aby opowiadać Historię. Jaką historią mogę opowiadać jeśli nie tą, która należy do mojego ludu?"

To przez polityczne powiązania z lewicową Unidad Popular Salvadora Allende, Ángel Parra został zatrzymany na Stadionie Narodowym w 1973 r. po zamachu stanu. W 1974 r. udał się do Meksyku, aby ostatecznie osiąść w Paryżu w 1976. "Aby móc żyć teraźniejszością, każdy powinien wiedzieć skąd pochodzi. Jesteśmy naznaczeni naszą historią. Jeśli ktoś pozostaje żywy po takich przejściach, może uważać się za szczęściarza i nowonarodzonego człowieka", wyjaśnia, opowiadając o związku jego sztuki z przeszłością.

Tak jak wielu innych, Ángel Parra znalazł się na wygnaniu. "To niezwykle bolesne doświadczenie, ponieważ nie jest to twój własny wybór. Czujesz się, jakby spychano cię w przepaść i nie możesz przewidzieć, co się zdarzy. Takiego uczucia doznały tysiące osób. Dla nas bardzo znaczące było przyjęcie Europejczyków, którzy według mnie są bardzo otwarci w stosunku do kultury latynoamerykańskiej".

"W każdym razie, mój przypadek jest wyjątkowy, ponieważ potrafię się odnaleźć w każdym miejscu. Nie chcę jednak opowiadać wyłącznie swojej własnej historii, staram się mówić w imieniu 1,200 000 Chilijczyków, którzy musieli opuścić swój kraj", mówi odnośnie zjawiska niepełnej integracji swoich rodaków zagranicą. "Wielu ludzi zaczynało życie w nowym miejscu z przygotowaną walizką pod łóżkiem i myślą o powrocie do ojczyzny w przeciągu kilku tygodni. Jednak minęło już 35 lat i część z nich nigdy nie wróciła". To gorączkowe pragnienie powrotu do Chile utrudniło życie wielu wygnańcom: "Nie uczyli się miejscowego języka, nie integrowali z lokalną ludnością, pracowali tylko tyle by jakoś się utrzymać".

Listonosz - improwizator

Ángel Parra ma teraz zaplanowaną nową trasę koncertową w Chile. "Prowadzę życie wędrownego artysty, jak Cyganie podróżuję z moim dobytkiem na plecach". Już jego imię - Ángel, czyli posłaniec - sugeruje ciągłą zmianę miejsca. "Można powiedzieć, że wykonuję częściowo pracę listonosza - odbieram i przynoszę wiadomości. Kiedy przyjeżdżam do Chile spotykam ludzi, którzy byli na wygnaniu w Berlinie, Brukseli lub Paryżu i teraz chcą się dowiedzieć, jak wiedzie się tym, którzy wciąż przebywają w Europie. I analogicznie, kiedy wracam do Europy wszyscy wypytują się mnie o życie naszych rodaków w ojczyźnie. Moja praca jest piękna i wypełniona kontaktami z ludźmi".

Zapytany o aktualną sytuację polityczną w Chile, zaznacza w jak skomplikowanym punkcie znajduje się obecnie jego kraj. "Chociaż od 17 lat w Chile panuje demokracja, w stolicy skupia się 10% ludności a 2 miliony ludzi cierpią z powodu niewyobrażalnej biedy". Ángel nie siedzi z założonymi rękami w obliczu takiej sytuacji. "Staram się wywiązać z mojej skromnej roli zagorzałego komunisty i robię co w mojej mocy będąc w Chile - kiedy tylko mogę, komentuję poczynania polityków, ponieważ wydaje mi się, że za bardzo przyzwyczaili się do posiadania władzy. Są przyzwyczajeni do dużych samochodów z przyciemnianymi szybami, do sekretarek i wielu innych udogodnień i powoli zapominają, jakie jest ich zadanie, które zobowiązali się spełnić", narzeka Parra. Artysta przyznaje, że bardzo cieszy się z tego, że to kobieta [Michelle Bachelet] jest prezydentem Chile i wyraża nadzieję, że uda jej się jeszcze wiele zmienić w ciągu dwóch lat, które pozostają do końca jej kadencji.

Promotorzy dziedzictwa

Razem ze swoja siostrą Isabelą i Fundacją Violety Parry, Ángel zaproponował uczcić 90. urodziny swojej matki i świętować je w różnych częściach świata przez cały rok zaczynając 4. października 2007 r. Na pytanie, czy czuje się spadkobiercą tak zróżnicowanej twórczości artystycznej swojej matki, Parra odpowiada: "Nie tylko ja i moja siostra, ale także nasi rówieśnicy; nie tylko Chilijczycy ale też mieszkańcy Argentyny, Peru czy Boliwii odziedziczyli twórczość Violety, cała społeczność latynoamerykańska", wyjaśnia. W obliczu niezwykle bogatej twórczości swojej matki, Parra zaczął pytać się samego siebie, czy warto kontynuować komponowanie nowych piosenek. "Repertuar Violety Parry jest tak szeroki i pełen wartości! Znajduje się w nim ponad 300 piosenek, nie licząc tych, które nigdy nie zostały wydane".