kultura

Autostopem z Brukseli do Berlina

Artykuł opublikowany 10 maja 2007
Artykuł opublikowany 10 maja 2007
Podróż autostopem przez Belgię i Niemcy. Europa oczami jej mieszkańców.

50-lecie Traktatów Rzymskich 25 marca 2007 roku było okazją do podróży autostopem z Brukseli do Berlina i do porozmawiania po drodze z ludźmi o Unii Europejskiej. Podróż z "europejskiej stolicy" do bramy Brandenburskiej liczy 804 kilometry i 14 godzin jazdy. "My obywatele Unii Europejskiej jesteśmy, zjednoczeni - ku naszej radości" - tak to będzie później nazwane w Deklaracji Berlińskiej. Ale co myślą o tym zwykli ludzie?

"Europa musi występować jako siła pokojowa"

Droga z Brukseli do Berlina prowadzi tylko przez Belgię i Niemcy, dwa państwa federalne z silną tożsamością regionalną i niewielkim przekonaniem narodowym. "Brugia należała do czterech najważniejszych miast Hanzeatyckich", tłumaczy Luk, siedząc za kierownicą. "Wtedy Europa była zjednoczona wokół Morza Północnego i Bałtyckiego". Luk urodził się w Brugii i mieszka na starym mieście, które należy do światowego dziedzictwa kultury UNESCO. "Czas Hanzeatów skończył się. Jestem jednak dumny z mojego miasta. W przyszłości mogę sobie siebie wyobrazić w zjednoczonej Europie i w Belgii jako jednym z państw związkowych".

Przy Luku rozmowa natychmiast schodzi na tematy związane z różnymi tożsamościami, lokalnymi, regionalnymi, narodowymi, europejskimi czy globalnymi. Jednak podczas rozmów w czasie podróży jest jasne, że dobre i złe strony Unii Europejskiej nie są związane tylko z rozmaitymi tożsamościami. Tu chodzi o bardziej odrębne tematy. Luk urodził się w 1955 roku, dwa lata przed narodzeniem się UE i dorastał wraz z nią.

"Dzisiaj ludzie już zapomnieli, że my potrzebujemy Europy przede wszystkim dla zachowania pokoju", mówi Luk. "Przeżyliśmy dwie wojny i pokój wewnętrzny jest osiągnięty. Dlatego też, Europa musi występować jako siła pokojowa. Dzisiaj już nikt nie mówi o rozbrojeniu broni atomowej. Iran to teraz wykorzystuje". Z tego powodu UE próbuje od dłuższego czasu wprowadzić wspólną politykę zagraniczną i bezpieczeństwa. Jednak Bruksela nie mówi jeszcze jednym głosem a i nie posiada wystarczających kompetencji w stosunku do państw członkowskich.

Proste, europejskie rozwiązania

Ludzie jednak interesują się mniej europejskim podziałem zadań a raczej ich wynikami. Narzekają na to, że Niemcy inwestują miliardy w system celny, zamiast razem z Austrią czy krajami Beneluxu znaleźć wspólne, europejskie rozwiązanie. Różne systemy kosztują wiele czasu i pieniędzy, a dobre jest to, co sprawia, że życie Europejczyków staje się łatwiejsze.

Michael z Bawarii, który od dwunastu lat jeździ ciężarówką po Europie uważa, że nowe kraje członkowskie z Europy Środkowo-Wschodniej nie są całkiem wiarygodne. Michael przewozi napój jogurtowy, którego produkcja tymczasowo została przeniesiona do Polski. Podróż z Polski do magazynu sprzedawcy trwała bardzo długo. Na opakowywaniu towaru musiało być zaznaczone miejsce produkcji. Obroty spadły. Teraz Michael jeździ znowu do Belgii.

Strach przed "jednolitym szwargotaniem"

Jednak integracja prze naprzód, także na ulicy. Günther, pięćdziesięcioletni inżynier programujący maszyny obrotowe i pracujący w służbach zagranicznych, zabiera ze sobą autostopowiczów. Obecnie jest ich wielu z Europy Wschodniej. Poprzednio był nieufny. "Jednak jednego dnia zabrałem studenta z Białorusi. Wywarł na mnie wrażenie. Był bardzo miły, otwarty na świat, wykształcony - i tak szczęśliwy, że mógł podróżować po Europie. Od tego czasu potrafię lepiej czytać ludzkie twarze".

W ostatnim etapie podróży jedziemy z Helmutem, reżyserem teatralnym z Berlina Wschodniego. Ten wykształcony aktor cierpiał z powodu reżimu NRD i jest z reguły nieufny, kiedy z góry przychodzi ujednolicenie. Na pytanie, czy podczas weekendu będzie świętował 50-lecie Traktatów UE, odpowiada krótko i szorstko. "My to już mieliśmy tutaj na wschodzie, to jednolite szwargotanie".