kultura

Belgia, językowe laboratorium Europy

Artykuł opublikowany 23 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 23 stycznia 2006
Czy ze względu na regularnie powtarzające się konflikty pomiędzy Walonią a Flandrią, Belgia, wraz ze swymi trzema językami urzędowymi – niderlandzkim, francuskim i niemieckim, jest przykładem nieudanego eksperymentu, dowodem utopijności projektu wielojęzycznej Europy?

Belgia, ten „płaski kraj” tak bliski sercu Jacques’a Brela, świętowała ostatnio 175-lecie swojej państwowości, a także 25 rocznicę ustroju federalnego. Od konstytucji uchwalonej w 1831 r. do tej z roku 1993, status poszczególnych języków w tym kraju uległ radykalnej zmianie, a sama Belgia przekształciła się z państwa unitarnego w federację. Po uzyskaniu niepodległości w 1830 r. rząd proklamował zasadę wolności używania języka. W rzeczywistości, to francuski szybko zyskał sobie pozycję jedynego oficjalnie obowiązującego języka urzędowego. A stało się tak w czasie, gdy językiem ojczystym większości mieszkańców Belgii był albo niderlandzki w swych odmianach regionalnych (flamandzkiej, brabanckiej lub limburskiej), albo też jeden z dialektów wywodzących się z łaciny (waloński, pikardyjski, lotaryński)... Dlaczego zatem francuski? Elita rządząca postrzegała wówczas język Moliera jako czynnik jednoczący naród i oznakę niezależności kraju od Holandii. W jej oczach był to zarazem cieszący się prestiżem język edukacji i kultury. Nieuznawanie dialektów używanych przez społeczeństwo, w szczególności pomijanie niderlandzkiego, doprowadziło później do poważnych aktów dyskryminacji, które stały się pożywką niechęci Flamandów do języka francuskiego.

Dwujęzyczność urzędowa

Rok 1873 jest istotną datą w historii Królestwa Belgii, ponieważ właśnie wtedy nastąpiło prawne uznanie dwujęzyczności w tym kraju. Po roku 1919 przeważająca część Flamandów pragnęła, by niderlandzki stał się językiem używanym w urzędach i szkolnictwie. Sytuacja ta zaowocowała kompromisowym podziałem językowym z 1921 r. Rząd wprowadził zasadę jednojęzyczności terytorialnej i podjął decyzję o utworzeniu trzech regionów językowych: Flandrii z obowiązującym niderlandzkim, Walonii – z jęz. francuskim i niewielkiego obszaru niemieckojęzycznego.

Poczynając od lat 60. mnożą się spory na tle narodowościowym między Flamandami a Walonami. Na południu kraju pojawiają się głosy domagające się większej autonomii gospodarczej dla Walonii, tymczasem postulaty Flamandów dotyczą przede wszystkim kwestii kulturowych. Konflikt cichnie wraz z uchwaleniem ustawy z 1962 r., która ustala raz na zawsze granicę językową między Flandrią a Walonią i przewiduje ułatwienia językowe dla Flamandów i Walonów zamieszkałych w gminach mieszanych.

Jednojęzyczność terytorialna

W 1967 sprawa rozłamu Uniwersytetu Katolickiego w Louvain kończy się głębokim kryzysem politycznym. Dopiero wskutek reform konstytucyjnych z lat 1970-71 i z roku 1980 Belgia przekształca się w państwo wspólnot i regionów, a następnie, w wyniku ustaw z 1 stycznia 1989 i 15 lutego 1994, staje się państwem federalnym. Zasada terytorialnego rozdziału języków zostaje wówczas przypieczętowana decyzją o podziale kraju na cztery regiony (strefy) językowe.

Obecnie w Belgii istnieją trzy języki urzędowe – niderlandzki, francuski i niemiecki, trzy Wspólnoty – Francuska, Niderlandzka i Niemieckojęzyczna, oraz trzy Regiony – Flamandzki, Waloński i stołeczny Region Brukselski. W 1980 r. ustalono, że do kompetencji regionów należy polityka gospodarcza, planowanie przestrzenne i mieszkalnictwo. Edukacja znajduje się w gestii wspólnot od 1988 r. W roku 1993 rząd federalny przekazał im też sektor rolnictwa, handlu zagranicznego i polityki społecznej, przyznając równocześnie większe środki budżetowe rządom i parlamentom wspólnotowym i regionalnym. Ich kompetencje finansowe jeszcze wzrosły po roku 2001.

Według szacunkowych danych, wśród 10 mln mieszkańców Belgii 60 proc. posługuje się językiem niderlandzkim, 40 proc. – francuskim, a nieznaczna liczba, bo około 67 tys. osób, to ludność niemieckojęzyczna. Podczas gdy Walonowie starają się dziś utrzymać instytucjonalny status quo, strona flamandzka, silna dzięki dynamizmowi gospodarczemu Flandrii, postępuje zgodnie z programem cieszącej się 30-procentowym poparciem radykalnej partii prawicowej Blok Flamandzki (Vlaams-Blok) i żąda coraz większej autonomii, wysuwając nawet projekty separatystyczne. Skoro zatem Belgia, na której terenie koegzystują zaledwie trzy języki, przeżywa kłopoty, jak Europa miałaby dać sobie radę z dwudziestoma?

Sytuacja innych języków

We Francji, w której jedynym językiem urzędowym jest francuski, ustawa uchwalona w roku 1994 potwierdza obowiązek nauczania w tym języku. Takie więc dialekty regionalne, jak bretoński czy korsykański, nauczane w niektórych szkołach, nie są tam oficjalnie uznawane, a Republika nadal odmawia ratyfikowania Europejskiej Karty Języków Regionalnych i Mniejszościowych, przyznającej obywatelom prawo posługiwania się językiem regionalnym w życiu prywatnym oraz publicznym. W Hiszpanii konstytucja z 1978 r. uznaje za języki urzędowe w skali regionów, na równi z hiszpańskim (kastylijskim), także kataloński, baskijski i galicyjski. Podobnie dzieje się w Wielkiej Brytanii, gdzie szkocki i gaelic pełnią rolę języków urzędowych w Szkocji, a walijski – w Walii. Co więcej, naucza się ich w szkołach i używa w urzędach obok angielskiego.