kultura

Berlin: mój sąsiad hipster

Artykuł opublikowany 14 listopada 2012
Artykuł opublikowany 14 listopada 2012

Berlin znów przeżywa okupację. Kiedyś byli to obcokrajowcy – teraz są to hipsterzy – ta szybko zwiększająca liczebność subkultura, budzi niechęć berlińczyków i uaktywnia niektóre ugrupowania ekstremistów. Spójrzmy na Neukölnn – dzielnicę stolicy Niemiec, która oscyluje pomiędzy obroną ducha czasu, a sprzeciwem wobec ''najeźdźcy''.

Na drzwiach widnieje slogan, napisany drukowanymi literami ''Do not fuck with us'' (ang. ''Nie pieprz się z nami”). Na lewo, nad zakurzonymi głośnikami, wisi niedbale przypięta flaga Grecji. Zaśniedziałe okna po prawej stronie pokryte są anarchistycznymi naklejkami. W pomieszczeniu dla palących niektórzy goście grają w karty, a jakiś pijany kaleka chwieje się przed plakatem ''Occupy Neukölnn'' (ang.''Okupuj Neukölnn). Witamy w prawdziwym Neukölnn – w barze Matthiasa Merklego.

Diabeł ubiera się w Zarze

Nic dziwnego, jeśli bar "Freies Neukölnn" przypomina wam o najciemniejszych czasach ruchu oporu, gdyż jest on jednym z nielicznych bastionów w tej dzielnicy, który wciąż stawia czoła inwazji wąsatych nastolatków. Matthias42 letni właściciel baru otoczonego kawiarniami serwującymi mleko sojowe i kanapki z awokado – postanowił się zemsić: opublikował film, w którym ściga jadącego na rowerze hipstera i znieważa go. Specyficzny humor czterdziestolatka to nie jedyny taki głos w sprawie hipsterów w stolicy. Coraz bardziej rosną w siłę anty-hipsterscy aktywiści. W ciągu ostatnich trzech miesięcy w Neukölnn, czy w Kreuzberg (południowe dzielnice Berlina), dziesiątki kawiarni i sklepów zostało obrzuconych jajkami, kamieniami i koktajlami mołotowa. Na murach nieopodal rozbitych okien, widnieją obelgi: ''Teraz turystom nie pozostaje nic innego niż marznięcie”, ''Pieprzeni artyści”...

''Nienawiść do hipsterów stała się rodzajem zdrowego rozsądku w Berlinie” - wyjaśnia Janek Korsky. Ten 30-letni pracownik socjalny pochodzenia bawarskiego, stał się najzacieklejszym przeciwnikiem plotkarskich dowcipów Merklego i jego towarzyszy. W 2010 stworzył on wraz ze swoimi przyjaciółmi komunistami, rozpoznawalną organizację: ''Hispter Antifa Neukölln”. Ogolona głowa i dres, Janek jest daleki od bycia hipsterem. ''Posłużyliśmy się właściwie tą nazwą, aby sprowokować ludzi, którzy posunęli się za daleko” - wyjaśnia Janek. Paradoksalnie osoby należące do tej samej opcji politycznej – ekstremalnej lewicy – sprawiły, że Janek musiał ukryć swoje zdjęcia i dane osobowe. ''Niekiedy mogą być niebezpieczni. Osoby te określają się mianem lewicowców, ale popełniają akty przemocy, które trącą rasizmem”.

Kwestia gustu

''Dziś squattersi zostali zastąpieni przez hipsterów, którzy drwią sobie z problemów politycznych, ponieważ to, co przede wszystkim ich interesuje, to oni sami''

Zdaniem Janka, spór, który jest wynikiem prawdziwego problemu społecznego, przekracza pojęcie gentryfikacji. ''Dawniej anarchiści i komuniści mogli - w dzielnicach takich jak Neukölnn – dawać wyraz zaangażowania artystycznego i awangardowej działalności. Dziś squattersi zostali zastąpieni przez hipsterów, którzy drwią sobie z problemów politycznych, ponieważ to, co przede wszystkim ich interesuje, to oni sami. Dlatego nie może dziwić fakt, że alergia na hipsterów może się rozprzestrzeniać poza stronami internetowymi i tumblr’em. Ów gatunek społeczny – jakim jest hipster – stał się przedmiotem badań pewnego amerykańskiego profesora, autora rozprawy socjologicznej ''What Was The Hipster? A Sociological Investigation in 2010”. Na stronach New York Timesa, Mark Greif przekonywał, że aby zrozumieć fenomen hipstera, powinno się przeczytać dzieła Bourdieu (''La Distinction'', 1979). Mówienie, że lubi się lub nienawidzi hipsterów, jest jedynie sprawą gustu.

rNazwa baru, przed którym stoją (''Pijana Łódź''), przypomina, że hispster to nie tylko stylistam ale także poeta.

Trzech młodych ludzi, umieściło w Internecie3 minutowy klip, aby scharakteryzować prawdziwego hipstera z Berlina. Joel, Maya i Jan – mający odpowiednio 21, 19 i 22 lat – siedzą wewnątrz popularnej kawiarni – takiej jakich wiele w Kreuzbergu. Na stole znajdują się paczki zwijanych papierosów i szklanka wyciśniętego soku pomarańczowego, którą dzieli się podczas wywiadu trójka młodych berlińczyków. Wokół nich morze dżinsowych rurek, koszul w kratę i materiałowych toreb na ramię. ''Chcieliśmy podkreślić to, że ludzie naszego pokolenia są kreatywni i wyrafinowani w tworzeniu sztuki” - stwierdza Maya, której marzeniem jest stworzenie zespołu grającego rock progresywny. ''Przyglądaliśmy się także debacie toczącej się wokół berlińskich hipsterów i musimy powiedzieć, że sprawa ta jest czasami traktowana zbyt poważnie” - zauważa Jan, postawny blondyn z oszałamiającym lokiem, który na pierwszy rzut oka zdradza przynależność społeczną. Joel dodaje: ''Dla mnie, hipsterzy wskazują zmiany, których ludzie się obawiają, ponieważ nie mogą nad nimi panować”.

Hipster twierdzi, że hipsterem nie jest

Dobrze, ale pozostaje jeszcze jedno pytanie. Dlaczego to właśnie Berlin skupia w sobie całą nienawiść Europy do hipsterów? Odpowiedź znajduje się być może w amerykańskim barze serwującym burrito, który znajduje się we wschodniej części stolicy. Nate Blanchard, robiąc kęsy, wścieka się: ''Daj spokój, to nie pierwszy raz w historii, kiedy młodzi próbują utożsamiać się z czymś nowym! Problemem jest to, że Berlin żyje chęcią bycia modnym miastem i to, że dał się on opanować hipsterom”. Nate jest eleganckim Amerykaninem. Rok wcześniej postanowił opuścić Kalifornię i wyjechać do Niemiec, aby korzystać ze wszystkiego, co może zaoferować stolica: niskie koszty wynajmu, super koncerty, wielkie imprezy. Dziś, w wieku 22 lat, jest on menadżerem w ''American Apparel”. Jeśli zapyta się Nate'a, czy jest hipsterem, odpowiada – ''oczywiście”. Ale właściwie jest mu to kompletnie obojętne. ''Kwestia ‘bycia hipsterem’ nie ma żadnej wartości”. Postawa tego rodzaju jest rzadkością w Berlinie. Niepotrzebne jest przeprowadzanie sondy ulicznej w Neukölln, aby to sprawdzić, ponieważ nikt nie będzie się posługiwał słowem ‘hipster’, które ma wciąż charakter pejoratywny. Hipster twierdzi z uporem, że nie jest hipsterem – to wydaje się być główną cechą tej subkultury.

Tak czy owak, powinniście pamiętać o jednej rzeczy: niezależnie od tego, z którego jesteście ''obozu’’, hipster jest osobą ''kasową’’. Nie sposób zliczyć już wydarzeń kulturalnych organizowanych dla młodych ludzi, którzy są najbardziej ośmieszaną grupą w swoim pokoleniu. ''Olimpiada Hipstera” zgromadziła ponad 6000 ludzi ostatniego sierpnia, a nowe przedsiębiorstwa promują ''fałszywe festiwale” (fr. faux festivals), aby wesprzeć swoją renomę w Internecie (''hipster” jest jednym z terminów najczęściej wyszukiwanych w Google).

Bracia pracują także dla stowarzyszenia Kultumucke. Ich przedsięwzięcie zgromadziło 6000 uczestników, w tym zespół Canal +.

Tak, nienawiść do hipstera uszczęśliwia niektórych w Berlinie, który jest nadal okupowany przez tę szczególną subkulturę. Jednak pewien bar nadal opiera się najeźdźcy – hipsterowi, nawet jeśli nie jest to proste. Odrzuciwszy wszystkie nasze prośby, Matthias Merkle pozostałby samotnikiem w tym mieście, aby zajmować się uprawą swojego biologicznego warzywnika. Przeklęta gentryfikacja!

Powyższy artykuł jest częścią projektu ''Orient Express Reportrer'', finansowanego przez Komisję Europejską oraz Fundację Allianz Kulturstiftung. Wielkie podziękowania dla zespołu cafebabel.com w Berlinie.

Fot.: główna: (cc) colinlogan/flickr; w tekście: (cc) MA, logo (cc) dzięki uprzejmości Facebooka; video "Der Berliner Hipster" (cc)PolyeyedPhantom/YouTube