kultura

Berliński multikulturalny mix muzyczny: próba definicji Berlina

Artykuł opublikowany 28 czerwca 2012
Artykuł opublikowany 28 czerwca 2012
Sztukę uliczną z serii Welcome to Schwabylon można spotkać w Berlinie wszędzie. Termin „Schwabylon” po raz pierwszy pojawił się w roku 1973 jako nazwa wielkiego centrum handlowego w Monachium, które już dzisiaj nie istnieje. Podobnie nietrwały jest kolejny termin wymyślony przez Niemców w latach 70.: „multikulti”.
Próba stworzenia społeczeństwa multikulturowego „zupełnie się nie powiodła”, Angela Merkel poddała się w 2010 roku – ale z pewnością nie miała na myśli jednej z najbardziej ekscytujących i progresywnych scen muzycznych w Europie.

W Berlinie imprezowanie nigdy nie ustaje. Miasto jest tętniące życiem, wyluzowane i pełne interesujących ludzi. Nikogo nie obchodzi to, jak wyglądasz i skąd jesteś. „Tani czynsz” to tutaj dwa magiczne słowa. Najwidoczniej to właśnie to, czego potrzebuje ludzka pomysłowość. A więc kto dziś przyjeżdża do Berlina i dlaczego? „Każdy, kto tylko może, naprawdę” - opowiada urodzony w Berlinie didżej i producent bułgarskiego pochodzenia, Stefan Goldmann. Najczęściej spotyka się dwie grupy: młodzież klasy średniej z pewnym wsparciem ze strony rodziców i, w mniejszym stopniu, ludzi z marginesu społecznego. Wszyscy oni mówią po angielsku, ubierają się w ten sam sposób, słuchają tego samego rodzaju muzyki i usilnie próbują zatrzeć ślady swojej kultury. Z tego względu imigracja nie ma widocznego wpływu na niemiecką kulturę.

Multikulturalizm w 1994 roku: kiedy było jeszcze OK

Niemiecko-turecka kariera Ipek Ipekcioglu zaczęła się w niespodziewanie sarkastyczny sposób. „Sponsor mojego pierwszego klubu, zanim zaproponował mi pracę didżejki, zapytał mnie czy jestem lesbijką i Turczynką: Na trzy następne dni planujemy urządzić orientalne party dla homoseksualistów i potrzebujemy tureckiego didżeja, powiedział. Na początku nie wiedziałam co i jak, miałam tylko kasety. Nigdy wcześniej nie przyszło mi nawet na myśl, żeby zostać muzykiem lub didżejem”. To działo się w 1994 roku, wtedy to koncepcja multikulti i tzw. „kulturalne parytety” wyświadczyły Ipek przysługę. Przez pewien okres była jedynym didżejem na scenie muzycznej, który puszczał nie amerykańskie, lecz tureckie, azjatyckie i arabskie piosenki, które później miksowała z elektro. Dziś Ipek jest popularna na całym świecie i ceniona za ogromy wkład w berlińską kulturę. Spotkałam się z nią w kawiarence na granicy dzielnic Kreuzberg i Neuköln (i, wierzcie mi, nazywanie tych dwóch dzielnic Kreuzköln w skrócie nie jest już modne). Na stole w mieszkaniu Ipek leży DVD „Tokyo Godfathers”, na ścianie wisi kilka indiańskich plakatów i ogromne zdjęcie Stambułu, opowiada Ipek. „Czasami trudno wyrwać się z etnicznego stereotypu. Kiedy staram się również puszczać muzykę elektroniczną, ludzie proszą o coś arabskiego. Wtedy ja odpowiadam: ale to JEST arabskie. Oni po prostu nie są do tego przyzwyczajeni. Ludzie często szukają tradycyjnych dźwięków, ale trzeba nauczyć ich słuchać czegoś nowego lub po prostu poszukać sobie nowej sceny”. Ipek szacuje z grubsza, że jest ok. pięciu lub sześciu didżejów takich, jak ona, dlatego ona ciągle rozgląda się dookoła, poszukuje czegoś świeżego i jest chętna do wspierania młodych didżejów, grających dźwięki etniczne.

Z reguły nie miksuje się bałkańskich beatów. „Bałkańska scena muzyczna nie ma nic wspólnego z berlińską. Ci ludzie po prostu żyją w dwóch równoległych światach” - opowiada mieszkający w Berlinie Francuz Théo Lessour, autor książki „Berlin Sampler”. Stefan natomiast twierdzi, że tylko mocno zakorzenione mniejszości etniczne mogą mieć jakikolwiek wpływ na społeczeństwo i muzykę. To dlatego Niemcy mają pewne wyobrażenie o tym, czym jest tzw. „turecki pop”. Inne gatunki muzyczne, jak reggae, wypełniają luki, które istnieją w mediach i na rynku muzycznym. Czasami zdarzają się momenty przełomowe, jak w przypadku „Nordic By Nature”. Te dwie szwedzkie dziewczyny promują muzykę skandynawską w Niemczech, są didżejkami, mają swoją własną audycję w radio BLN.FM i organizują koncerty i imprezy, takie jak „Berlin midsummer festival”.

Skandynawskie duo w Berlinie

Również Vladimir Kaminer osiągnął znaczny sukces w Berlinie ze swoimi imprezami w rytmie Russendisko, ale Stefan podchodzi do tego sceptycznie: „Ludzie często byli po prostu pijani i tańczyli przy muzyce Wysockiego”. Stefan twierdzi również, że jeśli muzyka jest naprawdę dobra, to nie wydostaje się poza obręb getta etnicznego. „Jeśli Niemcy mają kiedykolwiek do czynienia z muzyką cygańską, to najwyżej tylko z jakąś orkiestrą dętą z Rumunii”, wyjaśnia, „ale cygańscy wielbiciele dźwięków syntetycznych nigdy nie słuchają tego rodzaju muzyki w swoich własnych barach czy klubach. Taką muzykę wprawdzie znają, ale to nie na niej się koncentrują”.

Tak daleko, a tak blisko

Etniczne motywy są w muzyce często wykorzystywane po prostu jako ozdobniki, mówi Andreana Slavcheva, była redaktora serwisu radiowego online Aupeo.com. „Didżeje nie dbają o istotę”. Według Slavchevej oni po prostu usiłują być kreatywni, egzotyczni czy oryginalni. Aby podtrzymać tę teorię, Théo Lessour opowiada mi o imprezie, na której ostatnio był gościem: „Koleś grał muzykę malijską, afrykański symbol lat 80. Zarówno on, jak i większość gości, był biały. Z resztą i tak nie ma dużo Afrykańczyków w mieście. To było zabawne, nie-mainstreamowe party z tanią afrykańską muzyką tworzoną na słabym sprzęcie”.

„W Berlinie nie odczuwa się presji społecznej. To miasto to mała wyspa, gdzie można uwierzyć przez chwilę, że kapitalizm nie zżera nas z każdym dniem”.

Z drugiej strony ostatni utwór techno Goldmanna zawiera motywy (nie zebrane, ale skomponowane i grane przez niego samego) w stylu bardzo popularnego i trochę pogardzanego gatunku aka chalga, który jest mieszanką bałkańsko-bułgarsko-tureckiego folk popu niższej kategorii. „Świat jest już więcej niż gotowy na chalgę” - mówi Goldmann. „Grałem to już wszędzie od Włoch po Japonię. Próbowałem również w Sofii. Grałem chalgę także na wigilię w kinieVlaykova i ludzie dopiero wtedy zaczęli się przekonywać, jak wspaniały jest ten gatunek. To rodzaj nowoczesnej muzyki elektronicznej, który pochodzi z miejsca, gdzie nikt z Berlina, Nowego Jorku czy Londynu nie może się równać z miejscowymi muzykami. Potencjał tej muzyki jest ogromny, jeśli chodzi o jej nowoczesność. Mogę się tym zajmować”.

Odnieś sukces w Berlinie

Tim Thaler, współzałożyciel i redaktor naczelny stacji radiowej BLN.FM oraz profesor dziennikarstw, spotyka mnie przed czarującym, lecz lekko zrujnowanym mieszkaniem w dzielnicy Mitte, gdzie mieści się siedziba radio. Siedzimy na chodniku przed budynkiem, gdzie wkrótce dołącza do nas rozpromieniona didżejka i sponsorka radio z dużym doświadczeniem, Barbara Hallama, która podjechała rowerem. „Nie wydaje mi się, żebym widział muzyka albo didżeja, któremu się w Berlinie udało”, mówi Tim Thaler. „Przyjeżdżają tu, próbują odnieść sukces przez rok, widzą, że to niemożliwe i wracają z powrotem skąd przyjechali”. „Radykalny eskapizm to podstawa” - podsumowuje Theo. „Nie ma żadnej presji społecznej, aby odnieść sukces. Berlin to mała wyspa, gdzie możesz przez chwilę uwierzyć, że kapitalizm nie zżera cię z każdym dniem, że możesz się wymknąć. Ludzie wierzą tutaj, że żyją jakoś inaczej”.

Przy 50 000 didżejów w mieście niemożliwym jest wejście w branżę chyba, że zna się insiderów. Didżejom ciężko dostać propozycje koncertów nawet w małych barach, gdzie zarabia się bardzo mało, jeśli w ogóle. Według Tima nawet zorganizowanie własnej imprezy może się nie udać. Żeby pozostać zauważalnym, trzeba ogromnej samodyscypliny – powiedział w wywiadzie dla stacji Spark FMDavid Strauss, redaktor muzyczny magazynu „Ex-Berliner”. „Moje intelektualne ambicje przestały się liczyć przez zwykłe berlińskie pragnienie, aby w ogóle się utrzymać”.

Powyższy artykuł powstał w ramach siódmej edycji projektu reporterskiego cafebabel.com pt. "Multiklti on the Ground" w Berlinie.  Serdeczne podziękowania należą się berlińskiej ekipie lokalnej.

Fot.: główna © dzięki uprzejmości Ipek Ipekcioglu official facebook page;w tekście: dzięki uprzejmości oficjalnych stron © Berlin Sampler; © Nordic By Nature