kultura

Berlusconi i kobiety - włoska tragikomedia

Artykuł opublikowany 4 marca 2011
Artykuł opublikowany 4 marca 2011
Skandale na tle seksualnym, niechlubne wypowiedzi na temat kobiet, żenująca niedbałość w tej materii. Efekt? Premier Włoch jest wciąż na językach. Chłopak i dziewczyna dyskutują na temat tragikomicznej włoskiej rzeczywistości.

Alessandro, 29 lat, rzymianin od pewnego czasu, po studiach w zakresie nauk o komunikacji społecznej, koneser filmów, muzyki, podróży i koncertów, wciąż poszukuje swojej życiowej drogi. Obecnie pracuje jako dziennikarz free lance.

„Jeśli w Europie miałby się odbyć konkurs na najbardziej seksistowskiego polityka, wygrałby bez wątpienia Silvio Berlusconi”. To cytat z Guardiana, angielskiego dziennika, który od miesięcy śledzi wątpliwe moralnie zachowania premiera Włoch. Co więcej, również Times doradza prezesowi włoskiej Rady Ministrów „wizytę w klinice leczenia uzależnień seksualnych”. Ale to nie wstrzemięźliwość premiera lub jej brak interesuje Włochów, a przede wszystkim Włoszki. Nie wiadomo, czy śledztwo w sprawie Gianpaola Tarantiniego, włoskiego przedsiębiorcy, którego podejrzewa się o powiązania z prostytucyjnym półświatkiem, jest legalne czy nie do końca. Życie osobiste powinno być w pewnym stopniu chronione przed takimi dochodzeniami. Drażni natomiast postawa Berlusconiego, który prezentuje się jako arogancki, wulgarny samiec alfa, jako opalony macho, który ugania się za ofiarami po słonecznej plaży. Nie tak wyobrażamy sobie urzędnika państwowego. Prywatne życie powinno, oczywiście, pozostać prywatne. Natomiast jego zachowania w stosunku do całego świata kobiet - nie.

Wydaje się, że obecny stan rzeczy wygrywa. Berlusconi od ponad dziesięciu lat jest reprezentantem pewnych upadających wzorców dla włoskiego społeczeństwa: karierowicz, spryciarz, alfons, „mięśniak”, elegancki i prostacki zarazem. To dokładny opis wszystkich Włochów, których mózg jest opanowany przez programy telewizyjne i chwilowe trendy. Tak samo ze stosunkiem do kobiet: apeluje się o równość, o parytety, ale pozostają wciąż traktowane jak obiekty służące zaledwie osobistej przyjemności. Ci, którzy głosowali na partię Berlusconiego i wciąż ją popierają, uważają, że jego seksistowskie zachowania w gruncie rzeczy nie świadczą o nim źle. Kto nigdy nie zdradził żony? Cóż złego w tym, że później do niej wrócił? Co więcej, im głośniej mężczyźni chełpią się tak pojętą męskością, tym bardziej są „cool”. Być takim jak Berlusconi - oto marzenie wielu. Spełnione. Takie osoby przybierają pozę porządnych obywateli i wynoszą ponad wszystko rodzinę, ojczyznę, bezpieczeństwo. Szczycą się swoimi zdobyczami, ale kobietę o identycznym zachowaniu nazywają dziwką.

Giulia, 30 lat, studiowała historię sztuki w Wenecji. „Wyemigrowałam do Berlina i mogę lepiej przyjrzeć się mojemu krajowi z daleka. Tu, w Niemczech, nie ma takiej silnej cenzury i przynajmniej nie uczestniczę w tym nieestetycznym chaosie przeważającej we Włoszech antykultury”.

Postawa Berlusconiego jest od zawsze jawnie seksistowska. Ale czy należy interesować się jego życiem osobistym? Według mnie należy, ponieważ nabór do polityki nie odbywa się dzięki merytorycznym umiejętnościom, tylko innymi drogami, poprzez telewizję, Villa Certosa, a może i przez słynne łoże. Jeśli szef rządu jest rzecznikiem tradycyjnych wartości, takich jak rodzina i wiara, jest to zapytanie natury moralnej, które w rezultacie nabiera znaczenia publicznego. Taka degrengolada dotyczy całego narodu.

Publiczne pochwały i prywatne wyciąganie brudów są częścią starej tradycji, która wydaje się nie rozczarowywać Włochów. Ale za granicą postrzegają nas coraz gorzej. Daily Telegraph oskarża Włochów o uzależnienie od seksu. W taki sposób, przez wizerunek Berlusconiego, cały naród postrzegany jest poprzez pryzmat stereotypowego Casanovy, niestrudzonego satyra w pogoni za nimfami, które pragnie obnażyć. Jak się przed tym bronić, jeżeli typowa kobieta prezentowana w naszej telewizji to ta prowokująca i nieskromna, pokazana w filmie dokumentalnym „Ciało kobiet” autorstwa Lorelli Zanardo i Marca Malfiego Chindemiego?

Po wielu latach walki o prawo głosu, przyznane nam zaledwie sześćdziesiąt lat temu, reprezentuje nas banda śmieci i bezwystydnic, Jak w swoim liście napisała Veronica Lario, którym udaje się nawet stanowić prawo, i to nie w sensie przenośnym. Przyzwyczajanie się do seksizmu to groźny proces, który nie dotyczy wyłącznie Berlusconiego. Czy naprawdę zdajemy sobie sprawę, w jakim stopniu mniej lub bardziej dosadne „komentarze” pod adresem kobiet nie są postrzegane jako seksizm? A nieustanne żenujące i obraźliwe wypowiedzi premiera? Nie mówimy tu o niewinnych błahostkach, tylko o przykładzie, na którym wzorują się całe pokolenia. Pamiętacie jego wypowiedź o gwałtach? „Przydałoby się tylu żołnierzy, ile pięknych włoskich kobiet”. Lista jego gaf jest długa, ale brak nam już cierpliwości, by je usprawiedliwiać.