kultura

"Broken Brights" Angusa Stone’a: album ''rodem z Jeziora marzeń''?

Artykuł opublikowany 7 stycznia 2013
Artykuł opublikowany 7 stycznia 2013
Angus Stone powraca solo z albumen "Broken Brights", który pachnie trawnikami zanurzonymi w filtrze Instagram. Pomimo imponującego talentu instrumentalisty, przystojniakowi z Australii daleko do Boba Dylana. Recenzja włosko-niemiecka.

Katharina : Szczerze mówiąc, przyjemnie jest posłuchać tytułowej "Broken Brights", po całym dniu ciężkiej pracy. Całkowicie zapominasz wtedy o dławiącej aurze wielkiego miasta. Piosenka przenosi cię gdzieś daleko, możesz odetchnąć przy prostych rytmach gitary i chrapliwym, ale łagodnym męskim głosie. Wokal Stone'a przypomina trochę Kings of Convenience albo Damiena Rice’a w wersji bardziej smooth. Zgadzasz się ?

Federico : Szczerze? Nie. Chłopak, który ledwo co skończył 26 lat, powtarzający w nieskończoność "when we were young", to dla mnie śmieszne. To znaczy, nie porywa mnie, nie ma na tyle doświadczenia, żeby wziąć mnie za rękę i zabrać na swój trip. Ah ! Ci "nowi hippisi", którzy nie mają pojęcia, co to były lata 70'...

Katharina : A ty, ile ty masz lat, jeśli wolno spytać? Jest młody, prawda, ale trzeba przyznać, że dzięki odniesieniu do lat 70’ każdy się trochę rozmarzy. Te orgiastyczne koncerty, te kwieciste suknie i ci brodaci faceci, którzy mają w sobie coś z zapomnianego już dzisiaj ''tumiwisizmu''. Zgoda, Angus Stone mocno tu gra swoim lookiem przystojniaczka rodem z ''Jeziora marzeń''. Wyglądem przypomina kogoś w rodzaju włochatego Ashtona Kutchera, kto jeszcze przed chwilą szalał na Woodstock'u. Lubię ten typ "męskości". Wyobrażasz sobie jak leży przed australijską chatką z jointem w zębach, a obok tylko jego gitara. I jego muzyka...

Federico : Jego "męskości"? A gdzie on jest męski? Kiedy tylko zacząłem słuchać albumu, od razu przyszła mi do głowy ta nowa kategoria metroseksualnych facetów, takich łagodnych, z ich subtelnym i płaczliwym głosem... Szczerze? Nie dziwi mnie, że stworzył muzykę do ''Zmierzchu'' ("Love will take you", w duecie ze swoją siostrą Julią). To jest gość, który podoba się laskom, tak jak Dawson podobał się laskom, ale przejdźmy do sedna... Gdzie jest muzyka?

Katharina : Co do głosu, masz rację. Kiedy słucha się albumu, głos kompletnie niknie w warstwie instrumentalnej. Tekstów też jest na płycie bardzo mało. Akcent jest położony raczej na czystość vintage’owych instrumentów : gitary, mandoliny, harmonijki ustnej, trąbki. Ale tu, przyznaj, Angus daje radę.

Federico : Głos się nie gubi, on jest dosłownie gwałcony przez swój brak oryginalności. Angus zaczyna, jak mówiłaś, od klimatu Kings of Convenience ("Broken Brights"), potem próbuje czegoś à la Bob Dylan ("Apprentice of the rocket man"), znika w chmurze własnej psychodelii w stylu Pink Floyd ("Only a woman") i kończy na The Verve ("End of the world", i na szczęście, także koniec płyty...). Swoją drogą – wiedziałaś, że twój przystojniaczek produkuje już album w Londynie u wydawcy Richarda Ashcrofta? Szuka sobie jeszcze stylu!

Katharina : Dobrze. Dla mnie piosenka "Only a Woman" przypomina raczej "Knockin' on Heaven's Door" Dylana, ale zgadzam się, Angus bardzo inspiruje się tamtą epoką muzyczną. Ale robi to dobrze! Ci, którzy uwielbiają lata 70’ znajdą tam to, co kochają, bez głupiej konieczności wielbienia jedynie starych wykonawców. Poza tym, Stone jest uczciwy w swoich odniesieniach. Jeden z jego ostatnich kawałków jest hołdem dla ruchu Peace and Love ("Happy Together" zespołu The Turtles).

Federico : Ci, którzy uwielbiają lata 70’, słuchają albo słów Dylana, albo gitar Pink Floydów, a nie australijskiego surfera. Naprawdę, jeśli nie wiesz kim jesteś, bardzo proszę, nie rób coverów. "Happy together" ("exclusive track", wielkie dzięki, wcale nie mam ochoty być częścią tego ekskluzywnego klubu) - niewykonalne! Żeby robić covery trzeba mieć markę i muzyczną historię. Na przykład Muse interpretujące The Smiths - to jest cover, drogi Angusie !

Katharina : Jak zwykle, ze swoimi upodobaniami z poprzedniej epoki, musisz pokazać swoją reakcyjność. Chętnie spędziłabym popołudnie na plaży z półnagim Angusem, grającym na gitarze. Aż wkońcu oboje osiągnęlibyśmy stan, określany jako stoned.

Zdjęcia : (cc) dzięki uprzejmości Discograph ; Film : (cc) angusstoneofficial/YouTube