kultura

„Brüno” - Biedermeier to przeszłość?

Artykuł opublikowany 15 lipca 2009
Artykuł opublikowany 15 lipca 2009
W 2006 roku był Borat, w 2009 to Brüno pokazuje nagą męską prawdę na europejskich plakatach filmowych. Najnowsza postać angielskiego komika Sachy Barona Cohena, znanego z humoru na granicy dopuszczalności, jest gejem, dziennikarzem specjalizującym się w nowinkach ze świata mody oraz Austriakiem: wiedeński zespół cafebabel.com spogląda krytycznym okiem na ów fenomen.

„Brüno” – film można od paru dni oglądać w Austrii. Małe alpejskie państwo przetrwało jednak przepowiadany mu upadek. Obawy o to, że film zaszkodzi jego wizerunkowi były duże, zwłaszcza, iż turystyka to w Austrii świętość. Emil Brix, przewodniczący wydziału kultury austriackiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych mocno protestował przeciw filmowi przed oficjalną premierą 10-go lipca. Również społeczność gejowska w Austrii wyrażała swoje wątpliwości. Czy Brüno zdoła porozbijać wszystko w eleganckim wiedeńskim sklepie z porcelaną?

©Universal PicturesBrüno to po Alim G i Boracie najnowsze wcielenie angielskiego komika Sachy Barona Cohena (37), który podczas swoich studiów spędził rok w Wiedniu. Od kilku dni Cohen podryguje na europejskich ekranach w skąpych majteczkach i z perfekcyjnie wydepilowanymi nogami jako austriacki homoseksualny reporter o raczej niskim poziomie intelektualnym popełniając wszelkie możliwe gafy. Jego fatalne faux-pas podczas Tygodnia Mody w Mediolanie powoduje, że Brüno pozbawiony etatu prowadzącego program o modzie „Funkyzeit“, postanawia wyjechać do L. A., aby tam stać się najsłynniejszym Austriakiem od czasów Hitlera. I to na tyle z aluzjami do Austrii: mały przytyk do nazistowskiej przeszłości, aluzje do Life Ball’u, wiedeńskiej imprezy charytatywnej, prawdopodobnie lepiej znanej w USA niż w samej Austrii, i stereotyp powierzchownego i opalonego „Sunnyboy” z silnym austriackim akcentem. Jednak wiedeński slang da się wyraźnie wyłapać w scenach, gdy mówi się po niemiecku.

Figura artystyczna jaką jest Brüno – gej-nacjonalista, o włosach w kolorze słomiany blond i całkowicie nie wysportowany, łączy w sobie silne sprzeczności. Ale freudowską kanapę Brüno może sobie darować, zwłaszcza, że daje silny wyraz swemu popędowi seksualnemu, a jego żart wyraźnie poniżej pasa, każe niejednemu widzowi pytać, co jest śmiesznego w tych dekadenckich scenach à la porno. Jego poczucie humoru jest dosadne i rozliczające ze wszelkich uprzedzeń oraz braku duchowości naszych czasów. Demaskuje pozbawiany głębszego sensu cyrk medialny, pokazując jego kompletną głupotę, przy czym swą broń kieruje raczej w amerykańskie społeczeństwo niż austriackie stereotypy.

©Universal PicturesAby być trendy za oceanem trzeba mieć murzyńskie dziecko, gejów nawraca się przymusowo. Brüno swoim skandalicznym zachowaniem skłania ku refleksji jednocześnie pozostając poza wszelkimi granicami „poprawności politycznej”. Mimo kilku zabawnych scen, w drugiej połowie ma się jednak już dość wisielczego humoru, aby wreszcie odnieść wrażenie, że film jest jak pączek ze zbyt dużą ilością bitej śmietany. Po prostu za dużo!

Czyżby Austrii udało się wyjść bez szwanku? W rzeczy samej. Porcelana z Augarten nadal stoi w biedermeierowskich kredensach, tort Sachera nadal podawany jest japońskim turystom, a wizerunek miłośników walca i muzyki nadal pielęgnowany. Austriacy na film na pewno pójdą. Austriacka prasa brukowa szukała nawet najlepszego sobowtóra Brüna. Ale rewolucji w małym konserwatywnym alpejskim państwie na pewno nie będzie!