kultura

Budapeszt: Darth Vader przeciwko skrajnie prawicowej sztuce

Artykuł opublikowany 24 kwietnia 2013
Artykuł opublikowany 24 kwietnia 2013
Co się dzieje, gdy władze zawodzą obywateli? Ponieważ polityka bezpardonowo miesza się w sprawy sztuki, artyści z Budapesztu postanowili wziąć sprawy w swoje ręce. Powołali do życia specjalną grupę, która spotyka się raz w tygodniu przed miejskim muzeum sztuki walczącym obecnie o swoją artystyczną przestrzeń.

Węgierski krytyk sztuki József Mélyi śmieje się głośno i wyciąga z torby plastikową maskę Dartha Vadera. Wkłada ją na twarz, trzymając papierosa w ręku. Potem wspina się po schodach do budapeszteńskiego muzeum sztuki (Műcsarnok) i staje pomiędzy masywnymi słupami przy wejściu. Łapie się pod boki, podczas gdy fotografka Dorottya Vékony robi mu zdjęcia. Co święty Stefan, który z położonej powyżej mozaiki spogląda na Dartha Vadera, może myśleć o tej akcji?

Pojawienie się Dartha Vadera jest tylko jedną z reakcji na przejęcie muzeum sztuki przez prorządową i kontrowersyjną węgierską akademię sztuki (MMA – Magyar Művészeti Akadémia). Co tydzień, razem z kilkoma artystami, przychodzą tu wykładowca z Akademii Sztuk Pięknych, József Mélyi, oraz jego dwaj doktoranci – Márton Pacsika i Eszter Ozma. Spotykają się, aby wyrazić sprzeciw wobec tej konserwatywnej instytucji, która teraz stała się największym artystycznym autorytetem w Budapeszcie. Fotografowie i artyści razem tworzą obraz, który potem zostanie opublikowany na blogu Kívül tágas. Nazwa bloga dosłownie oznacza mniej więcej tyle, co ”na zewnątrz jest więcej miejsca”, ale jest też łagodniejszą formą powiedzenia po węgiersku: ”za drzwi!”. ”Dyskutowaliśmy nad tym, czy powinniśmy siedzieć przed muzeum sztuki cały tydzień, czy tylko jedną noc”, mówi József Mélyi w związku z decyzją dotyczącą tego, czy MMA powinno wejść w posiadanie muzeum sztuki bez walki.

Zamiast tego grupa zdecydowała się na dłuższy program artystyczny. ”Jedyną szansą jest publiczna dyskusja nad tym tematem, aż do następnych wyborów w 2014”. Tak więc schody prowadzące do masywnego portalu wejściowego na placu Bohaterów stały się nową sceną dla współczesnej sztuki.

Protegowany Fideszu

Fotografka Dorottya Vékony wpatruje się w gigantyczną budowlę, nie do końca jeszcze pewna tego w jaki sposób wyrazić swoje zdanie na temat MMA. ”Ale to przecież jeden z powodów, dla których tutaj jestem”, mówi. Magyar Művészeti Akadémia została założona w 1992 przez grupę konserwatywnych artystów jako prywatna akademia sztuki. W 2011, rok po tym jak Viktor Orbáns ze skrajnie prawicowej partii Fidesz z większością dwóch trzecich głosów wszedł do parlamentu, MMA stało się oficjalną narodową akademią sztuki i pod tą nazwą zostało ujęte w nowej konstytucji. Przedstawiciele Ministerstwa Zasobów Ludzkich  nie chcą udzielać informacji na pytania w kwestii struktury władzy MMA, ale sami poruszają temat akademii: ”znamy sprzeczne opinie, jakie krążą na temat planów dotyczących sposobu funkcjonowania muzeum sztuki. Uważamy jednak, że jeszcze za wcześnie na krytykę, skoro współpraca obu instytucji nie została jeszcze sprecyzowana”.

Kontrowersje budzi 82-letni György Fekete, który w jednym z wywiadów ogłosił, że artyści powinni być dumni ze swojego narodu zamiast krytykować Węgry i religię. Najpierw krótko wyraził swoją opinię na temat wystawy w muzeum sztuki pod tytułem”What is Hungarian?”, określając ją jako narodowe bluźnierstwo. Miało to miejsce krótko po tym, jak ujawniono, że MMA przejmuje kierownictwo nad muzeum sztuki. Jednak aktualny dyrektor muzeum Gabor Gulyás, podlegający partii Fidesz, nie został zwolniony. On sam oznajmił, że odejdzie, jak tylko zmiany zaczną przynosić efekty. W listopadzie 2012 podał się do dymisji.

András Földes obawia się ingerencji polityki w projekty artystyczne, a także tego, że wydarzenia i przestrzeń dla sztuki niezależnej zostaną kiedyś zlikwidowane. ”Węgierskie muzea już teraz mają problemy z pokryciem kosztów ogrzewania”, opowiada na łamach swojej internetowej gazety ”Index”. ”Pensje spadają tak drastycznie, że historycy muszą dodatkowo pracować jako nocni stróże”. Według Földesa nie wszyscy pracownicy MMA są jednocześnie zwolennikami partii rządzącej Fidesz. Pozostaje jeszcze kwestia pieniędzy. Miesięczne pensje pracowników MMA są rzadkością w środowisku węgierskiej sztuki. I nikt nie protestuje? ”Ci, którzy protestowali, już tu nie pracują“, komentuje Földes. W grudniu 2012 jedenastu członków zostało zwolnionych, 250 nadal jest zatrudnionych w MMA. Ich średnia wieku, w większości mężczyzn, wynosi około 65 lat. Földes wyciąga telefon, aby pokazać nam zdjęcie zrobione z drugiego rzędu na spotkaniu MMA: ”spójrzcie, same siwe głowy”.

”Myślą, że kulturowa władza MMA jest rodzajem rewanżu za przeszłość, kiedy to w socjalizmie konserwatywni artyści byli uciskani”

Grudniowe spotkanie zostało przerwane przez protestującą grupę artystów NEMMA (przeciwieństwo MMA). Pracownik MMA zranił jednego z demonstrantów segregatorem. Protestujący zostali zwymyślani od komunistów i bolszewików. ”Te reakcje pokazały, że oni dalej żyją frustracją i zawirowaniami węgierskiej przeszłości. Myślą, że kulturowa władza MMA jest rodzajem rewanżu za przeszłość, kiedy to w socjalizmie konserwatywni artyści byli uciskani”, mówi Márton Pacsika, który brał udział w akcji protestacyjnej. ”Chodzi o przejęcie kultury przez prawicę. Każdy autorytarny reżim wtrąca się we wszystkie dziedziny życia: kulturę, politykę i gospodarkę. Sztuka jest obojętna Viktorowi Orbánowi. On po prostu obdziela budżetem oraz władzą MMA i uważa, że w ten sposób sprawa jest załatwiona. W MMA są dobrzy artyści, ale problem polega na tym, że oni chcą stworzyć system kultury. Ale ja mówię, że system kultury powinien kształtować się sam, nie zostać autorytarnie stworzony”.

W muzeum sztuki wiszą dzieła Imre Bukta, jednej z artystek, która niedawno odwróciła się od MMA. Pracownicy muzeum sztuki nie chcą się wypowiadać. ”Byłem bardzo przezorny”, mówi pracownik, który pośrodku sali wystawowej chętnie, lecz anonimowo udziela informacji. ”Tu wielu pracowników boi się o swoje posady. Sądzę jednak, że to nie pracownicy, a sztuka zostanie zmieniona”. Bálint Csaba, młody student sztuki, który odwiedził wystawę, nie mógł się powstrzymać i nazwał zmiany w muzeum sztuki ”ohydnymi”. Ma nadzieję, że węgierska sztuka dalej będzie inspiracją dla artystów. ”Ale zasadniczo ucisk jest zawsze dobry dla sztuki. Ponieważ wtedy istnieje coś, przeciwko czemu można się buntować. Jeśli żyjesz w zachodniej demokracji, to brak ci inspiracji”.

Jószef Mélyi boi się, że węgierscy artyści nie będą mogli już czuć się pewnie i swobodnie się rozwijać. Dlatego chce opuścić Węgry. Przed galerią sztuki zatrzymuje się turysta i chce zrobić zdjęcie z Darthem Vaderem, zanim ten na dziś odłoży już maskę. Potem aktorzy zejdą już ze sceny, ale za tydzień będą kolejni. ”Aktualny system po prostu pozbawia twórców wszelkiej energii”, twierdzi Mélyi, czyniąc następnie bezlitosne porównanie dotyczące ministerstwa kultury: ”w filmie ”Matrix” ludzie to roboty, które czerpią od ludzi. My żyjemy właśnie w takim »Matrixie«”.

Specjalne podziękowania dla Kingi Lendeczki i Endre Orbána z cafebabel.com Budapest

Budapeszt to pierwszy etap projektu ‘EUtopia on the ground’; następne relacje z Aten i Warszawy.

Projekt jest współfinansowany przez Komisję Europejską, Misnisterstwo Spraw Zagranicznych Francji oraz Fundację Charles Léopold Mayer.

Fot.: (cc) Caroline Hammargren dla 'EUtopia on the ground', Budapeszt, luty 2013