kultura

Budapeszt: Stand-up comedy lekarstwem na koszmary kryzysu

Artykuł opublikowany 21 kwietnia 2010
Artykuł opublikowany 21 kwietnia 2010
Stand-up comedy i playback theatre cieszą się coraz większym zainteresowaniem na Węgrzech, mimo że tamtejsze portfele świecą kryzysowymi pustkami. Wycieczka po najważniejszych scenach klubowych w Budapeszcie odkrywa uzdrawiające działanie tutejszego teatru.

Z Balàzsem Hajdù spotykamy się w Siraly, w trójpiętrowym barze, jednym z najbardziej obleganych w stolicy, znajdującym się w Kiraly Utca, żydowskiej dzielnicy Pestu. Wpada zdyszany, w głęboko naciągniętej na uszy czapce, ukrywającej rozwichrzone włosy. „Proszę o wyrozumiałość - mówi po angielsku - jestem tylko prostym Węgrem”. Balàzs jest absolwentem nauk ekonomicznych. Ten 28-letni Budapesztańczyk z wyboru (pochodzi z małego miasteczka, Szentes) wprowadza nas do świata węgierskiej stand-up comedy. Od lat występuje jako komik na deskach znajdującej się w centrum miasta kawiarni Godot Dumaszínház (Teatr Bzdur), oddalonej o 2 ulice od Deak Ferenc Tér, strategicznego punktu komunikacyjnego miasta. „Moje przedstawienia opowiadają o sprawach życia codziennego: dziewczynach, studenckim życiu, podróżach”. Balàzs nigdy nie przebiera się do występów. Jego rekwizyty to solidna dawka ironii oraz śmiech widowni. „Prowokuję publiczność, dzięki temu moje przedstawienia mogę być maksymalnie interaktywne”

To najważniejsza różnica między stand-up a klasycznym teatrem: ta pierwsza forma, pierwotnie pochodząca ze Stanów Zjednoczonych, powstaje w ułamku sekundy. Jak sama nazwa wskazuje - jest to skok na głęboką wodę, na scenę. Teoretycznie swoich sił może spróbować każdy, a właściciele lokali, w których odbywają się przedstawienia, starają się wyłowić najlepsze talenty. Sukces tego typu występów jest tak wielki, że miejsca zarezerwowane są często z dwumiesięcznym wyprzedzeniem. Wydaje się, iż pomimo kryzysu Węgrzy nie chcą rezygnować z uczestnictwa w życiu kulturalnym.

Balàzs dobrze orientuje się w tematach gospodarczych: po odebraniu dyplomu podjął pracę w przedsiębiorstwie. Jednakże już po krótkim czasie postanowił rzucić wszystko, aby poświęcić się swojej największej namiętności – teatrowi. „To, co zarabiam, wystarczy, aby przeżyć. Ale nie starcza mi na tyle, bym mógł coś odłożyć na boku. Pewnego dnia będę zapewne zmuszony rozejrzeć się za jakąś poważną pracą” - mówi z nutą przygnębienia w głosie.

Węgierska stand-up comedy po angielsku

klub z tradycjamiNie tylko Węgrzy interesują się tego rodzaju rozrywką. Dla rosnącej liczby amerykańskich i europejskich expatów, którzy nie opanowali jeszcze zawiłości języka węgierskiego, Orpheum-Halle w Cotton Club to idealne miejsce spotkań. Angielskojęzyczne wieczory ze stand-up comedy należą od półtora roku do najbardziej popularnych imprez tego sektora, twierdzi Anita Zdenko, menadżerka i dyrektor artystyczna klubu. „Liczba widzów waha się między 50 a 120 każdego wieczora. Około 10% odwiedzających to Węgrzy, którzy interesują się językami obcymi.

Pierwsza na pomysł wykorzystania tego segmentu rynku wpadła Węgierka, Kinga Kremer, która w wieku 18 lat wyjechała na studia ekonomiczne do Anglii i po powrocie do Budapesztu pracowała jako asystentka słynnego fotografa, Pala Nanasiego. To właśnie ona zaproponowała klubowi Cotton organizację wieczorów stand-up i tym samym zapełnienie luki na rynku, w której widziała ogromny potencjał. „Początkowo ludzie po prostu polecali sobie nawzajem przedstawienia, a dla mnie nie było to niczym więcej, niż tylko hobby. Za sprawą reklamy w internecie zaczęło wzrastać zainteresowanie zagranicznych gości”.

Balàzs Hajdù

Playback theatre lekarstwem na nocne koszmary

Obok stand-up comedy dużym powodzeniem na Węgrzech cieszy się także drugi interaktywny nurt teatralny, playback theatre. W tym wypadku ktoś z widowni opowiada anegdotę ze swojego życia. Aktorzy podejmują temat i parafrazują go bezpośrednio na scenie. Węgierski psychoterapeuta, Jozsef Parádi, odkrył przed kilkoma laty terapeutyczne korzyści, jakie niesie ta forma teatralna i od tamtej pory wykorzystuje ją w swoim budapesztańskim gabinecie. Jego pacjenci inscenizują w otwartych przedstawieniach teatralnych lęki, które nękają ich w nocnych koszmarach. Tego rodzaju katharsis ma pomóc im przezwyciężyć problemy. „Najlepszy sposób, aby uwolnić się od swoich koszmarów, to podzielić się nimi z innymi, - twierdzi Parádi - a ta forma teatru, która dzieje się bezpośrednio tu i teraz, może przede wszystkim jedno: stworzyć wspólnotę. Wtedy ludziom łatwiej przychodzi słuchanie się nawzajem”. W inscenizacjach Parádisa zakończenia snów często są zmieniane, podobnie jak puenty w komediach stand-up na deskach budapesztańskich scen. Nierzadko dostarcza to w czasach kryzysu gospodarczego rozwiązań dla problemów, które nie koncentrują się jedynie na zawartości portfela.

Zdj.: Mailingering/flickr; dumaszinhaz.hu; hajdubalazs.blog.hu; cottonclub.hu