kultura

Carme Riera: „Dni języka katalońskiego są policzone”

Artykuł opublikowany 2 kwietnia 2010
Artykuł opublikowany 2 kwietnia 2010
Carme Riera, pisarka z Majorki, zebrała tłumy na swojej konferencji w Lizbonie, odbywającej się w ramach BeBalears, tygodnia kultury Wysp Balearów, zorganizowanego przez CatalunyApresenta.

„Nie mam odwagi, by ponownie odczytywać moje teksty” i często nie pamięta nawet swoich książkowych bohaterów. Według Carme każde słowo rzucone przez pisarza na kartkę papieru staje się własnością czytelnika. „To on powinien być właścielem książki”. Nie można wybrać sobie adresatów książki, ani nawet wyobrazić sobie, kim mogliby być. Zdarzyło jej się raz zresztą nie docenić entuzjazmu pewnego czytelnika, który koniecznie chciał, by podpisała mu „Dins el darrer blau”, którą właśnie czytał. Fanem tym był pilot samolotu, którym leciała. Uprzejmie poprosiła go więc, by zamiast do lektury, wrócił do sterów. Oczywiście okazało się, że przez cały czas „siedział” za nimi automatyczny pilot.

Lądowanie w Katalonii

„Mimo, że bardzo wcześnie zaczęłam pisać, do dzisiaj robię wiele błędów” - śmieje się. Pisanie po kataloński przychodziło jej w dzieciństwie z trudem i tylko dzięki pewnej nauczycielce, w wieku 16 lat zaczęła pisać w języku, w którym babcia opowiadała jej historie i w którym też rozmawiała z przyjaciółmi i rodziną. Studia filologiczne traktowała jako przykry obowiązek, ale w tamtej epoce była to dla dziewczyny jedyna przepustka do innej niż domowa kariery. Wszelkie trudy zostały jej teraz wynagrodzone.

Panorama z widokiem na wzgórze Montjuïc

Patrząc na swoją książkę, wyznaje: „Moim marzeniem było zostać lekarzem”. Jednak mając 18 lat, ląduje w Barcelonie, gdzie na Uniwersytecie Autonomicznym studiuje filologię hiszpańską. Kataloński był tam nauczany tak, jak inne języki obce. Decyduje się więc uczyć portugalskiego i jest to jej pierwszy kontakt z tym krajem, który później szczerze pokochała. „Lizbona jest nadzwyczajna. Uwielbiam Portugalczyków, ich dobre wychowanie i serdeczność”.

Dni katalońskiego są policzone

„Dni języka katalońskiego są policzone” - stwierdza Carme nieco ożywiona. Gdyby tak nie było, nie istniałaby potrzeba jego obrony, a właściwie ochrony całej katalońskiej kultury. Obraz zamkniętego w sobie, prowincjonalnego Katalończyka, który mówi tylko po katalońsku i nienawidzi Kastylijczyków, nie jest prawdziwy. Są to ludzie są towarzyscy i otwarci, wystarczy poznać ich bliżej i odkryć ten naród, zawieszony między przeszłością i przyszłością.

Dziś, język nie jest już fundamentalnym elementem tożsamości danej osoby, podczas gdy w czasie jej dzieciństwa cała generacja jednoczyła się w walce o możliwość uczenia się swojej ojczystej mowy. „W moim wieku mówiło się po kastylijsku w auli i po katalońsku na zewnątrz, dziś jest na odwrót!” – podsumowuje, popijając szklaneczkę Porto.

Więcej miejsca w Europie

Symbol lokalnej kulturyCatalunyApresenta robi świetną robotę, promując kulturę archipelagu, który tak naprawdę jest mało znany Europejczykom, mimo, iż tłumnie go odwiedzają. W dzisiejszej, zunifikowanej Europie „należałoby zrobić więcej miejsca nieznanemu” - językom i kulturom które są mniej popularne i potrzebują wsparcia. „Wielu moich studentów Erasmusa po pierwszym spotkaniu z katalońską rzeczywistością było bardzo zaskoczonych - niektórzy nie wiedzieli nic o istnieniu odrębnego języka”. Jednak ostatecznie „większość zagranicznych studentów, pochodzących przede wszystkich z krajów sąsiednich, jak Włochy, Portugalia i Francja lub wschodnich, kończy rok mówiąc dwoma językami. To prawdziwy przywilej”. Według autorki, jeśli do każdego języka można przypisać inną wizję świata, należy uznać, że Hiszpania, ze swoimi 4 językami oficjalnymi, jest krajem światopoglądowo niezwykle bogatym.

Zdj.: Pelòdia/flickr, Alexandra Guerson/flickr