kultura

Cenzurą w bajkę

Artykuł opublikowany 22 kwietnia 2013
Artykuł opublikowany 22 kwietnia 2013
''W niniejszej edycji dołożyliśmy wszelkich starań, by usunąć każde nieodpowiednie wyrażenie’’, czytamy w przedmowie ''Baśni dla domu i dla dzieci'' Jakuba i Wilhelma Grimmów. Wydanie z 1819, podobnie jak późniejsze edycje, zostały pozbawione motywów wulgarnych, oraz tych, które niejednego dorosłego mogłyby przyprawić o pąsy.
Z wiktoriańską pruderią już się rozprawiliśmy, rozwiązłość nie robi na nas wrażenia - rozwiązaliśmy wszystko, co było do rozwiązania. Jednak rozważania nad cenzurą baśni i bajek, powracają na tapet wraz z najnowszymi postulatami unijnych urzędników.

Napisać baśń jest niesłychanie trudno ze względu na ''zasady cudowności'', jakimi rządzi się ten gatunek. Baśniowa cudowność niej jest bowiem dowolna, lecz pochodzi z wierzeń, mitów, norm i opowieści ludowych. Sęk w tym, że te ostatnie nierzadko zawierają treści obsceniczne, okrutne, mówiąc krótko: nie nadają się do druku. Rozumieli to bracia Grimm, toteż cześć materiału, który Jakub zgromadził, Wilhelm odrzucił.

To, co mówimy, a czego czytać nam nie wolno

Za śladem braci pisarzy, poszli redaktorzy baśni z innych krajów, ''dostosowując'' wydanie ''Baśni dla domu i dla dzieci'' do panujących norm obyczajowych. XIX-wieczna pruderia, nie zdołała jednak przesłonić włoskiej lubieżności, czy rosyjskiego naturalizmu: Aleksander Afanasijew swoich ''Sekretnych Rosyjskich Opowieści'' nie pozbawił ani motywów erotycznych, ani antyklerykalnych, ani nawet tych skatologicznych. Wymalował wiek XIX takim, jakim rzeczywiście był.

''By uchronić odbiorców przed dekadencją'', redaktor zbioru Giovanniego Straparoli z XVI wieku, (który w Polsce ukazał się pod nazwą ''Dawna nowela włoska'') posłużył się dość przewrotną metodą cenzury. Zdecydował o przekładzie najbardziej obscenicznych fragmentów z włoskiego na francuski, zamiast na angielski - język ojczysty czytelnika. W ten sposób jedynie nieliczni zyskali dostęp do ''niebezpiecznych treści'', a przed zepsuciem miała ich uchronić własna erudycja, której dowodem była znajomość francuskiego. Dziś metoda ta utraciła już swoją skuteczność, kiedy przeciętny czytelnik włada przynajmniej dwoma językami, uczy się kolejnego podczas stypendium Erasmus, i może posłużyć się Google Translate, w razie gdyby zechciał rozwikłać znaczenie, które kryje się w ''krzaczkach'' japońskiego alfabetu. Tak więc przed naruszeniem dobrego smaku i poprawności politycznej, uchronią nas unijne regulacje.

Cenzurą w bajkę

Rozważania nad ich wprowadzeniem powróciły wraz z wezwaniem niemieckiej minister ds. rodziny Kristiny Schröder, do sformułowania zakazów dotyczących bajek niepoprawnych politycznie i ''sprzecznych z modelem społeczeństwa unijnego''.

''Dla mnie nie jest to nic nowego, w latach 30. baśni zakazywali Sowieci, później w 1945 alianci wprowadzili zakaz wydawania baśni braci Grimm, uzasadniając, że na ich okrucieństwie wyrosło pokolenie esesmanów’’, komentuje prof. Dorota Simonides, folklorystka i znawczyni baśni. ''Tymczasem w naszych polskich baśniach, które dokładnie porównywałam z niemieckimi, występują te same wątki, równie okrutne lub okrutniejsze’’, kontynuuje.

Prof. Simonides, wieloletnia senator (1990 - 2005), do cenzury baśni w imię poprawności politycznej odnosi się z rezerwą: ''Ktoś, kto zgłasza takie postulaty, nie wie, że tutaj chodzi o mity, o dawne wierzenia przenikające przez literaturę, będące trzonem baśni, którego nie wolno naruszyć’’. Pojawiają się głosy za usunięciem z utworów fragmentów, które mogą być dla najmłodszych czytelników wstrząsające. Badaczka przekonuje jednak, że ''w telewizji pokazywane są gorsze rzeczy, nie mówiąc już o grach komputerowych. Tak więc infantylizowanie baśni nie ma sensu - dziecko wie bowiem, że rzecz dzieje się »pewnego razu, za górami za lasami«, czyli de facto nigdzie. Nie zapyta jak Wilk mógł połknąć Babcię i Kapturka, gdyż zdaje sobie sprawę z tego, że są to okoliczności magiczne, którym koniec położy formuła »ja też tam byłam, miód i wino piłam« i nastąpi powrót do rzeczywistości''.

Prof. Dorota Simonides

Lista podejrzanych

Prędzej czy później, poprawność polityczna musiała dosięgnąć i ''Murzynka Bambo", bajki-rymowanki autorstwa Juliana Tuwima. O ile utwór ten od lat 20. XX wieku, darzą sympatią Polacy, o tyle, określenie "murzynek", pochodzące od słowa ''Maur'' (oznaczającego mieszkańca Maghrebu) niekoniecznie odpowiada czarnoskórym osobom mieszkającym w Polsce. Pojawiają się zatem postulaty o usunięcie bajki z elementarzy i podręczników, by uniknąć zarzutów o rasizm. Prof. Simonides proponuje konsensus: ''można ten utwór opatrzyć pewnym komentarzem wyjaśniającym, że obecnie w użyciu jest określenie »Afroamerykanin«, natomiast w tamtym okresie (lata 20. XXw) »murzynek« nie miał negatywnego wydźwięku, wręcz przeciwnie, był nacechowany pozytywnie’. Takie rozwiązanie nie przekona jednak tych, którzy uważają, że ta krótka historia jest manifestem europejskiej wyższości cywilizacyjnej nad Afryką oraz wyrazem ''paternalistycznego, współczującego traktowania nie-Europejczyków’’.

To nie koniec oskarżeń wysuwanych wobec bajek. Komisja Praw Kobiet w Parlamencie Europejskim postuluje o zakazanie książek prezentujących model rodziny, w której mężczyzna spełnia się zawodowo, a kobieta zajmuje się wychowywaniem dzieci. Z kolei wyobrażenie Boga jako mężczyzny budzi podejrzenia środowisk feministycznych. Jeszcze nie wiadomo jak unijni cenzorzy zamierzają ukryć wszystkie, niezgodne z poprawnością polityczną wątki. Zapewne już nie "za górami za lasami", ale gdzieś na końcu Internetu, gdzie wszystkie te historie się pomieszczą.

Ilustracja: główna oraz w tekście (cc) Adrien le Coarer na podstawie dzieł: ''Ogród ziemskich rozkoszy'', Hironim Bosch, ''Trzy Gracje'' Peter Paul Rubens, ''Stworzenie Adama'' Michał Anioł