kultura

Chodorkowski: z więzienia prosto na duży ekran

Artykuł opublikowany 30 listopada 2011
Artykuł opublikowany 30 listopada 2011
17 listopada na ekranach niemieckich kin pojawił się film dokumentalny z Michaiłem Chodorkowskim w roli głównej. W swoim wywiadzie, niemiecki reżyser - Cyril Tuschi - mówi m.in.
o konflikcie, jaki istnieje między Władimirem Putinem a oligarchami, o najpopularniejszym zatrzymanym ostatnich lat, o sprawiedliwości „odgórnie sterowanej” oraz o prawdziwym przypływie szczęścia, które sprawiło, że niemożliwe stało się możliwe.

W swoim filmie dokumentalnym pt. „Chodorkowski”, podjąłeś się analizy pięciu lat życia rosyjskiego oligarchy, skazanego za oszustwo finansowe. Dlaczego zdecydowałeś się na taki temat?

Cyril Tuschi: Parę lat temu natknąłem się na syberyjski festiwal filmowy – tzw. „Festiwal Filmowy w Chanty-Mansyjsku”. Byłem zaskoczony tym, jakie bogactwo może zaoferować miejsce, usytuowane w samym sercu pustyni. Powiedziano mi, że Chanty-Mansyjsk jest miejscowością, której przetrwanie całkowicie zależy od przemysłu wydobywczego ropy naftowej. Człowiek, który stworzył całą tę infrastrukturę, siedzi teraz w więzieniu z powodu kłótni z Putinem. Ta historia wydała mi się na tyle ciekawa, że postanowiłem nakręcić na jej podstawie dokument. Wybór innego gatunku filmowego sprawiłby, że nakręciłbym po prostu słaby film, nie oddający prawdy.

Co odpowiadasz krytykom filmowym, którzy potępiają fakt przedstawiania na dużym ekranie oligarchy – ofiary absurdalnego systemu sprawiedliwości?

Cyril Tuschi: Odpowiadam w bardzo prosty sposób. Mówię: „Szanowny Panie, niech Pan z łaski swojej jeszcze raz obejrzy film!” Pozostawiając jednak żarty na boku, chciałbym zaznaczyć, że film nie powstał w celu osądzenia czy Chodorkowski jest winny czy nie.

A jest winny?

Cyril Tuschi: Z niektórych wątków filmu jasno wynika, że Chodorkowski nie tylko dopuścił się korupcji, ale co gorsze – zostawił swoją rodzinę w momencie, w którym potrzebowała go najbardziej. Chodorkowski prawdopodobnie nagromadził tyle wyrzutów sumienia, że spokojnie mógłby spędzić całe swoje życie na terapii. W wielu wywiadach zarzucono mu popełnienie licznych kradzieży oraz zabójstw. Niestety nie byłem w stanie tego sprawdzić. Gdyby tylko Putin zdobył dowody takich przestępstw, z pewnością nagłośniłby każdy z nich z osobna i nie kazał skazywać Chodorkowskiego za oszustwa podatkowe. 

Przesłuchałeś ponad 70 świadków, nagrałeś ponad 180 godzin materiału. Jakie wrażenie wywarł na tobie Chodorkowski?

Cyril Tuschi: Jest bardzo sprytny i łatwo dostosowuje się do zmian. Z pewnością nie jest to ktoś, kto akceptuje wszystko bez słowa sprzeciwu. Niektórzy uważają, że wciąż pozostaje za kratkami z powodu własnej głupoty. Przecież wystarczyłoby by przyznał się do wszystkiego... by powiedział: „No dobrze, przyznam się do wszystkiego, byleście tylko mnie wypuścili na wolność”. Osobiście uważam, że przecenił swoje możliwości wpływu na własny los.

Miałeś okazję porozmawiać z Chodorkowskim osobiście. Jak Ci się to udało?

Cyril Tuschi: To było wtedy, gdy rozpoczęto jego drugi proces. Wówczas bywałem w sądzie codziennie. Potem przyjechała niemiecka minister sprawiedliwości - Sabine Leutheusser-Schnarrenberger. Jako, że pełniła rolę obserwatora procesu, zezwolono jej na krótką rozmowę ze skazanym. Miała ona trwać tylko minutę. We wcześniejszych przypadkach, kto tylko wystosował podobną prośbę, zostawał natychmiast usunięty z sali rozpraw.

To wtedy wkroczyłeś do akcji?

Cyril Tuschi: Tak. Musiałem najpierw wystosować prośbę o spotkanie na piśmie, ale już następnego dnia, dzięki Pani Minister, otrzymaliśmy pozwolenie na 10-minutową rozmowę. Chodorkowski był dość rozemocjonowany. Byłem pod wrażeniem jego spokoju oraz wytwałości – nie zdołali go jeszcze złamać. 

Wspomniałeś już, że wyrok zapadł na wyraźną prośbę Putina. Jak dalece niezależny jest wymiar sprawiedliwości w Rosji?

Cyril Tuschi: Dla mnie o wiele większy problem stanowi brak niezależności europejskiego wymiaru sprawiedliwości. Jednakże według najnowszego wyroku wydanego w sprawie oligarchy, rozpad Jukosu wcale nie nastąpił z powodu decyzji politycznej. To bardzo niepokojące. 

Tuż przed światową premierą filmu na festiwalu w Berlinie, w lutym br., ktoś włamał się do twojego studia i ukradł komputery, na których montowałeś materiał. Czy udało się już zidentyfikować włamywaczy?

Cyril Tuschi: Tak. Moja karta kredytowa, która zniknęła wraz z komputerami, została znaleziona u jakiegoś typa w Neukölln (dzielnica Berlina). Do tego czasu żyłem w ciągłym strachu i wszędzie chodziłem z nożem przy sobie. W końcu okazało się, że padłem ofiarą przypadkowych włamywaczy. Teraz już się nie boję. Przylot do Moskwy planuję na 2 grudnia. Wtedy bowiem będzie miała miejsce premiera filmu.

Jak wygląda twoje życie po “Chodorkowskim”?

Cyril Tuschi: Sporo pracuję, by móc wybrać się na wakacje w grudniu. Potem planuję przygotowania do kolejnego filmu – tym razem o Julianie Assange. To fascynujący człowiek, który ma dobre intencje. Jednak doszukując się prawdy, pada ofiarą zła.

Autorka powyższego wywiadu, Barbara Breuer, jest korespondentką „Netzwerk für Osteuropa-Berichterstattung” (sieci korespondentów z Europy Środkowej) n-ost.

Fot.: Wszystkie zdjęcia ©derfallchodorkowski.de/farbfilm; Wideo  (cc)kino/YouTube