kultura

ciekawy przypadek Tigrana Hamasyana

Artykuł opublikowany 31 października 2013
Artykuł opublikowany 31 października 2013

Choć ma zaledwie ćwierć wieku, osiągnął już w życiu bardzo wiele: liczne nagrody, podziw rówieśników oraz dojrzałość konieczną do tego, by wydawać nowatorskie i zaskakujące albumy. Ostatni z nich, Shadow Theater, ukazał się w sierpniu. Co wspólnego ma ten utalentowany, armeński pianista jazzowy z postacią Benjamina Buttona? Przekonajcie się sami 

Co można powiedzieć o kimś, kto rozpoczął grę na instrumencie w wieku lat, w wieku 16 zdobył swoją pierwszą nagrodę w branży muzycznej, a jako 19-latek był już jednym z najbardziej poważanych muzyków w środowisku jazzowym? Cóż, może to, że jest niskiego wzrostu.

Nie jestem okrutny, stwierdzam tylko fakt: Tigran Hamasyan nie mierzy więcej niż 1,65 m. Nie wzrusza go sztuczne zamieszanie medialne wokół jego osoby, czy zdjęcia robione przez paparazzi. Widać po nim, że wie co robi i jest zdeterminowany kontynuować pracę nad swoim dziełem.

 1000 dolarów za realizację marzeń

Mimo drobnej postury ten siedzący przede mną 25-latek jest naprawdę kimś. Liczbę nagród zdobytych przez Tigrana w ciągu ćwierćwiecza można porównać z dorobkiem wielkich muzyków. Pierwszą z nich artysta otrzymał podczas francuskiego konkursu muzycznego Jazz à Juan Révélations w 2003 roku. W tym samym roku krytycy i publiczność przyznali mu nagrodę na festiwalu jazzowym w Montreux, zaś dwa lata później został nagrodzony w Monako. W 2006 roku sam Herbie Hancock pogratulował Tigranowi pierwszego miejsca w kategorii fortepianu jazzowego w konkursie zorganizowanym przez Instytut jazzowy Theloniusa Monka.

„Staram się nie przywiązywać do tego zbyt dużej wagi” - mamrocze Tigran przez gąszcz swojej krzaczastej brody. „Muzyka nie ma nic wspólnego ze współzawodnictwem” – tłumaczy. Nie można odmówić mu racji, z drugiej jednak strony nikt nie zdobywa tylu nagród bez powodu. Liczne trofea w żaden negatywny sposób nie wpłynęły jednak na Armeńczyka, który zdaje się być zmieszany gdy pytam go jakie to uczucie być porównywanym do Hancocka czy Keitha Jarretta. „Ludzie muszą porównywać. To jednak najgorsze, co może się przydarzyć w momencie, kiedy ma się już własne projekty” – odpowiada Tigran.

Nie sposób dobrze opisać słowami ogromnego zaangażowania, jakie muzyk wkłada w swoje projekty. Tigran utrzymuje szalone tempo i wydaje jeden album rocznie. Ostatni z nich i jednocześnie piąty w dorobku Tigrana, miał swoją premierę 26 sierpnia. Shadow Theater jest drugim solistycznym krążkiem artysty, a pomysł na niego kiełkował w jego głowie już od jakiegoś czasu. Pianista, który w swoich improwizacjach z zapałem łączy elementy jazzu, eterycznego popu i armeńskiego folkloru, postanowił opisać w albumie jak tworzy muzykę.

„Album opisuje proces kompozycji” – wyjaśnia. „Połowę kawałków napisałem w 2006 roku, od tamtego czasu dojrzewały. Następnie wykorzystywałem je jako temat improwizacji. Kiedy w 2008 roku poczułem natchnienie do napisania Road Song (pierwszego utworu na płycie), niezwłocznie pobiegłem do studia i nagrałem wszystko w ciągu jednego dnia. Kosztowało mnie to 1000 dolarów. 

25 ans, toujours mytho

Tigran jest również autorem wideoklipu, gdyż firma za niego odpowiedzialna wycofała się w połowie pracy nad projektem. W połowie trwania klipu Tigran daje upust swemu niezadowoleniu z tej „współpracy”. 

25-LETNIA LEGENDA

Jest coś wizjonerskiego w skrupulatności, z jaką Tigran wykorzystuje muzykę armeńską. „Kiedy publiczność udaje się na czyjś koncert, zazwyczaj płaci za wysłuchiwanie kłamstw: czegoś, co nie istnieje” – twierdzi Hamasyan. „Muzycy grają po to, by słuchacze zrozumieli, że nic nie jest prawdą. Shadow Theater powstał, aby powiedzieć ludziom: „ej, to co właśnie oglądacie tak naprawdę nie istnieje”. Tigran ma skłonności do podobnych przemyśleń i prawdopodobnie oznacza to, że albo jest cynikiem, albo zbyt szybko się zestarzał. Zresztą osądźcie sami. 

W rzeczywistości Tigran po prostu dorósł szybciej niż jego rówieśnicy. Gdy w wieku 2 czy 3 lat stwierdził, że pianino wydaje „cudowny dźwięk”, jego ojciec zorientował się, że przyszłością syna jest pisanie piosenek. Nauczyciel pięcioletniego chłopca zainspirował go do stworzenia pseudonimu artystycznego. Hamasyan uczęszczał do szkoły muzycznej do 10 roku życia i dorastał na skrzyżowaniu dwóch różnych światów. Jego ojciec był wielbicielem klasycznego rocka, przedstawicielami którego byli m.in. Led Zeppelin, czy Nazareth, jego wujek natomiast doskonale znał się na jazzie i be-bopie. „To właśnie dzięki niemu robię teraz karierę jako muzyk jazzowy” – mówi Tigran. „To on mi doradzał i prowadził za rękę. Był dla mnie trochę jak ojciec chrzestny” - dodaje.

Sukces jest wpisany w pasję Hamasyana. Jego celem było nauczenie się techik i odmian jazzu na pamięć, by później móc swobodnie wspiąć się na wyżyny improwizacji. „Nigdy nie słuchałem niczego innego, wydawało mi się, że wszystkie inne style muzyczne są do dupy” – stwierdza dosadnie. „Któregoś dnia wujek zabrał mnie w Erywaniu na drinka do dziwnej małej knajpki, gdzie pogrywał akurat zespół łączący jazz z tradycyjną muzyką armeńską. To doświadczenie w pewien sposób otworzyło mi oczy” – wspomina. 

KALIFORNIA, ARMENIA I JUMANJI

W latach 90-tych rodzina Tigrana przeprowadziła się do Los Angeles, aby dołączyć do mieszkającej tam licznej armeńskiej społeczności. W tamtych czasach wielu obywateli uciekało z uwikłanego w różnorakie konflikty kraju, którego władza nie miała pojęcia, jak sprawnie zarządzać państwem po uzyskaniu niepodległości w 1991 roku. W Kalifornii Tigran założył zespół Aratta Rebirth – nazwa ta wywodzi się od nieistniejącego państwa wymyślonego przez Sumerów. Artysta mówi, że zamierza kontynuować muzyczną tradycję ze swojej ojczyzny, która „jest bardzo istotna i tak obecna w codziennym życiu, że nie można jej już traktować jako formy sztuki”.

W albumie Shadow Theater powtarzane zapętlone wokale są harmonicznie dopełniane przez inne efekty dekoratywne. Melodie tworzą coś w rodzaju „ultrapartytury”, którą stosował m.in. francuski piosenkarz Christopher Chassol. W celu wyjaśnienia tej struktury Tigran demonstruje schemat rytmiczny klepiąc o własne kolana, przez co przez chwilę kojarzy mi się z małym dzieckiem. Z kolei kiedy się uśmiecha, w kącikach jego oczu pojawiają się zmarszczki jak u starego człowieka, przez co bardziej przypomina Robina Williamsa w czasach filmu Jumanji, niż studenta na wymianie erasmusowej. Bycie kimś wielkim za młodu bez wątpienia przyspiesza dorastanie i być może dlatego w życiorysie Tigrana czuć powiew historii w stylu Benjamina Buttona.