kultura

DANICA CURCIC: „SZALEŃSTWO JEST CZYMŚ NORMALNYM" 

Artykuł opublikowany 26 lutego 2014
Artykuł opublikowany 26 lutego 2014

Da­ni­ca Cur­cic, duń­ska ak­tor­ka o serb­skich ko­rze­niach, jest uosobieniem wszystkiego tego, co naj­lep­sze w kul­tu­rze bał­kań­skiej i skan­dy­naw­skiej. Oprócz ról w fil­mach, gra rów­nież na de­skach te­atru. Co cie­ka­we, dostaje też role mę­skie – Ham­le­ta, Króla Leara oraz Othel­la. A to do­pie­ro po­czą­tek – Da­ni­ca nie po­wie­dzia­ła jesz­cze ostat­nie­go słowa.

Cafébabel: „Da­ni­ca Cur­cic, Dania". Twoje imię re­pre­zen­tu­je Danię w Ber­li­nie. Czy ma to jakiś wpływ na to, jak je­steś po­strze­ga­na w Danii? Czy Twoje serb­sko-duń­skie po­cho­dze­nie ma wpływ na Twoją grę?  

Da­ni­ca Cur­cic: Uro­dzi­łam się w Bel­gra­dzie, ale do­ra­sta­łam w serb­skiej ro­dzi­nie w Ko­pen­ha­dze. Mia­łam tylko ro­czek, gdy moi ro­dzi­ce się prze­pro­wa­dzi­li. Mój tata do­stał pracę w Am­ba­sa­dzie Ju­go­sła­wii w Ko­pen­ha­dze. Ta emi­gra­cja nie miała trwać długo, ale sy­tu­acja w Ser­bii za­czę­ła się dra­stycz­nie po­gar­szać, wy­bu­chła wojna i osta­tecz­nie moi ro­dzi­ce zde­cy­do­wa­li po­zo­stać w Danii. Sta­ram się po­strze­gać moje dzie­ciń­stwo jako pro­ces do­ra­sta­nia w dwóch kul­tu­rach, dwóch róż­nych tem­pe­ra­men­tach, a także dwóch róż­nych po­dej­ściach do życia, co jest nie­wąt­pli­wie wiel­ką za­le­tą. Naj­śmiesz­niej­sze jest to, że moje imię, Da­ni­ca, ozna­cza w ję­zy­ku ła­ciń­skim wła­śnie Danię. To zu­peł­ny zbieg oko­licz­no­ści. Moja bab­cia też się tak na­zy­wa­ła, to sta­ro­mod­ne serb­skie imię.  Jed­nak imię samo w sobie nie ma więk­sze­go wpły­wu na to, jak trak­tu­ją mnie inni. Cho­dzi ra­czej mój wy­gląd. Nie wy­glą­dam ani na ro­do­wi­tą Sło­wian­kę, ani na Dunkę. Ale to aku­rat do­brze, bo dzię­ki temu mogę wcie­lać się za­rów­no w skan­dy­naw­skie, jak i sło­wiań­skie role. Dania jest jed­nak małym kra­jem i ak­to­rzy z in­nych państw, np. z Tur­cji, Eu­ro­py Wschod­niej, czy Bał­ka­nów mie­wa­ją pro­ble­my pod­czas ob­sa­dzania ról. Cza­sa­mi mówią mi, że mam nieco zbyt ciem­ną kar­na­cję jak na rolę ty­po­wej Dunki.

"NIC NIE MOGŁO MNIE PO­WSTRZY­MAĆ"

Cafébabel: Czy de­cy­zja o po­świę­ce­niu się ak­tor­stwu była w pełni świa­do­ma? Jaką rolę ode­gra­ła w tym Twoja ro­dzi­na?

Da­ni­ca Cur­cic: Moi ro­dzi­ce za­wsze mnie wspie­ra­li. Kwe­stia mo­je­go wy­kształ­ce­nia była dla nich prio­ry­te­to­wa. Duń­czy­cy mają nieco inną men­tal­ność – de­cy­du­ją się na rok prze­rwy w stu­diach, po­dró­żu­ją. Dla moich ro­dzi­ców naj­waż­niej­sze było to, abym osią­ga­ła dobre wy­ni­ki w szko­le, miała świet­ne oceny. Nie było z nimi dys­ku­sji. Praw­do­po­dob­nie skut­kiem tego jest fakt, że roz­po­czę­łam stu­dia mając za­le­d­wie 17 lat. Stu­dio­wa­łam na kie­run­ku film i media. Jed­nak z cza­sem stało się dla mnie jasne, że po­win­nam dać sobie spo­kój z teo­rią i przejść do prak­ty­ki – zo­stać ak­tor­ką. Po­my­śla­łam sobie wtedy: „To jest to! To jest wła­śnie moje po­wo­ła­nie. Muszę to robić, będę to robić i to bę­dzie fan­ta­stycz­nie!". Byłam nie­sa­mo­wi­cie pod­eks­cy­to­wa­na, kiedy pod­ję­łam tę de­cy­zję! Nic nie mogło mnie po­wstrzy­mać. 

Opo­wiedz nam o Two­ich pla­nach za­wo­do­wych na naj­bliż­szą przy­szłość.

Obec­nie wraz z trze­ma in­ny­mi ak­tor­ka­mi pra­cu­jęna de­skach Duń­skie­go Te­atru Na­ro­do­we­go w pro­jek­cie Kolaż Szek­spi­row­ski". To zu­peł­ne prze­ci­wień­stwo norm pa­nu­ją­cych w te­atrze z cza­sów Szek­spi­ra, kiedy to męż­czyź­ni grali rów­nież role ko­biece. Ja aku­rat do­sta­łam rolę Ham­le­ta, Króla Leara oraz Othel­la. Wiele sy­tu­acji oraz bo­ha­te­rów z dzieł Szek­spi­ra po­wta­rza się. Dla­te­go też nasz re­ży­ser i dra­ma­turg Na­ro­do­we­go Te­atru Duń­skie­go zde­cy­do­wa­li się na stwo­rze­nie uni­kal­ne­go ko­la­żu. I tak na przy­kład Lady Anne z „Ry­szar­da III" oraz Ofe­lia z „Ham­le­ta" wy­stę­pu­ją razem. To na­praw­dę ma sens, po­nie­waż mamy tu do czy­nie­nia z emo­cja­mi w czy­stej po­sta­ci, tj. z po­żą­da­niem, za­zdrością, czy nie­na­wiścią – w bar­dzo kla­row­nych sy­tu­acjach. Je­stem bar­dzo cie­ka­wa, jak to się dalej roz­wi­nie. W za­sa­dzie już roz­po­czę­li­śmy pracę. To coś ab­so­lut­nie nie­zwy­kłe­go dla ak­tor­ki – móc grać kla­sycz­ną rolę wszech­cza­sów – Ham­le­ta.  

Czy ist­nie­ją ja­kieś szcze­gól­ne role, które lu­bisz grać?

Tak, do­sko­na­le od­naj­du­ję się na przy­kład w roli bu­dzą­cej skraj­ne emo­cje po­staci w fil­mie „The Ab­sent One" (2014). To ko­bie­ta z za­bu­rze­nia­mi psy­chicz­ny­mi, ucie­ki­nier­ka, która spa­ce­ro­wa­ła ze swym zmar­łym dziec­kiem przez dzie­sięć lat. Taka rola po­zwo­li­ła mi po­znać naj­głęb­sze za­ka­mar­ki ludz­kiej duszy, o któ­rych ist­nie­niu nie mia­ła­m wcze­śniej po­ję­cia. Wy­zwa­niem dla ak­to­ra jest przed­sta­wia­nie ta­kich po­sta­ci w spo­sób tak ludz­ki, jak to tylko moż­li­we. Aktor po­wi­nien ich także bro­nić.

Czy są­dzisz, ze sza­leń­stwo jest czymś nie­na­tu­ral­nym, czy to ra­czej nor­mal­ność jest jedną z formą ak­cep­to­wa­ne­go sza­leń­stwa?

Wszyst­ko za­le­ży od punk­tu wi­dze­nia. Aktor za­wsze ma szan­sę wcie­lić się w rolę, a potem z niej „wyjść”. Można za­grać w za­sa­dzie każdą po­stać. Naj­waż­niej­sze jest to, by od­na­leźć w sobie praw­dę. Nawet sza­lo­na ko­bie­ta ma swoją praw­dę. Słowo „sza­lo­ny" wy­wo­łu­je oczy­wi­ście ne­ga­tyw­ne sko­ja­rze­nia, ale wszyst­ko jest tylko re­ak­cją na to, co się kie­dyś wy­da­rzy­ło. Wszyst­ko jest kon­se­kwen­cją cze­goś in­ne­go. Z tej per­spek­ty­wy można po­wie­dzieć, że sza­leń­stwo jest czymś nor­mal­nym. 

Czy masz w pla­nach pracę w Ser­bii? Czy uwa­żasz, że serb­ska ki­ne­ma­to­gra­fia ma Ci coś cie­ka­we­go do za­ofe­ro­wa­nia?

Póki co nie mam pla­nów za­wo­do­wych zwią­za­nych z Ser­bią, ale tam­tej­sza ki­ne­ma­to­gra­fia jest bar­dzo obie­cu­ją­ca. Obej­rza­łam film „Clip" (2012) i uwa­żam, że jest mocny, bar­dzo bez­po­śred­ni. To swo­isty por­tret dwóch po­ko­leń – jed­ne­go, które wciąż tkwi w no­stal­gii, oraz dru­gie­go, które pró­bu­je prze­trwać w znisz­czo­nym kraju. Nie mogę się też do­cze­kać „Kru­go­vi" („Circ­les", 2013), w któ­rym wy­stę­pu­je wscho­dzą­ca gwiaz­da kina eu­ro­pej­skie­go Ni­ko­la Ra­ko­ce­vic. Sły­sza­łam, że jest świet­ny. 

„​Un­der­gro­undKu­stu­ri­cy to naj­lep­szy film, jaki kie­dy­kol­wiek zo­stał na­krę­co­ny. Wiele bym dała, by móc pra­co­wać z tym re­ży­se­rem. Nie mam z nim jesz­cze kon­tak­tu, ale sądzę, że po­win­nam to nad­ro­bić jak naj­szyb­ciej.

Cafeba­bel Ber­lin RE­LA­CJO­NU­JE 64. FE­STI­WAL BER­LI­NA­LE!

Ko­cha­my kino i mamy dla Was jesz­cze wiele w za­na­drzu! Nasze co­dzien­ne re­la­cje można śle­dzić na bie­żą­co na Ber­lin.​Babel.​Blog oraz @CafeBa­bel­Ber­lin. Spo­dzie­waj­cie się re­cen­zji kry­ty­ków fil­mo­wych, in­te­re­su­ją­cych wy­wia­dów ze wscho­dzą­cy­mi gwiaz­da­mi oraz mnó­stwa zdjęć pro­sto z Pa­ła­cu Ber­li­nale!