kultura

''Dans la maison'' François Ozona: eksperyment podglądacza

Artykuł opublikowany 7 grudnia 2012
Artykuł opublikowany 7 grudnia 2012
Kilka tygodni temu, w Hiszpanii, miał premierę film francuskiego reżysera – François Ozona – ''Dans la maison''. Obraz odniósł sukces na Festiwalu w San Sebastian, gdzie zdobył Złotą Muszlę i zyskał uznanie publiczności. Jury, krytycy i widzowie festiwalu wreszcie byli zgodni – a to niemal historyczny przypadek.

Na wstępie pragnę zaznaczyć, że nie mam zamiaru od razu orzekać, że ''Dans la maison” to arcydzieło. I jak wszystkie filmy tej rangi, nie jest idealny – chwilami niemrawy, czasami nieco przesadzony. Jednak to wszystko podane jest w bardzo subtelnej i jednocześnie oczywistej formie - na tym polega kunszt tej produkcji. A czy ''Lśnienie'' i ''Obywatel Kane'' to idealne filmy? Oczywiście, że nie.

''Dans la maison”, to historia snobistycznego i zgorzkniałego profesora literatury, który dzięki swojemu uczniowi obdarzonemu talentem pisarskim, przeżywa historię pewnej całkowicie normalnej rodziny. Podczas gdy ów uczeń, powoli angażuje się, w sposób bardzo niejasny i niepokojący, w jej życie, profesor – jako nienasycony obserwator – biernie przygląda się trafnej i bardzo okrutnej wizji, tworzonej przez swojego pupila. To wszystko wydaje się być skomplikowane, ale w rzeczywistości takie nie jest. Być może wynika to z faktu, że nie mam daru posiadanego przez nastoletniego głównego bohatera i nie potrafię znaleźć odpowiednich słów, aby opisać rozmaite warstwy językowe, po których porusza się fabuła obrazu.

Obserwowanie jak François Ozon bawi się gatunkami, w zależności od stanu ducha bohatera, to ciekawe i pobudzające do myślenia doświadczenie. Dlatego jest to zarówno film grozy, komedia absurdu (z domieszką czarnego humoru), jak i dramat romantyczny z wodewilową nutką.

Taśma filmowa przesuwa się przed naszymi oczyma w szalonym tempie, igra z bohaterami i z nami samymi. To ten rodzaj fabuły, który sprawia, że widz w większym stopniu angażuje się w oglądanie – Ozon chce abyśmy zdawali sobie sprawę z naszego statusu widza i jednocześnie, z każdą kolejną makabryczną opowieścią ucznia, przekreśla wszelkie nasze dotychczasowe przypuszczenia. Co tak naprawdę uczeń opowiada swojemu mistrzowi? Co tak naprawdę pokazuje nam Ozon na ekranie?

Zakończenie filmu jest pospieszne i mało prawdopodobne, ale czy nie jest ono częścią eksperymentu, w który wciąga nas reżyser? Miejmy nadzieję, że poznamy odpowiedź na to pytanie. Zapytam decydentów z cafebabel.com czy pozwolą mi przeprowadzić wywiad z Ozonem i w ten sposób rozwieję swoje wątpliwości. Albo i nie.

Fot.: dzięki uprzejmości (cc) François Ozon oficjalna strona/; video (cc) trailersyestrenos/ youtube