kultura

''Django Unchained'': Tarantino rozpętał burzę

Artykuł opublikowany 4 lutego 2013
Artykuł opublikowany 4 lutego 2013
Nie trzeba być wielkim fanem Tarantino, by przyznać, że jego filmy są dopracowane w najmniejszym calu. Jednak uwielbiany przez Francuzów reżyser, wiele ryzykował puszczając wodze fantazji w najnowszym ''Django''.

Artyści mają to do siebie, że rzadko poprzestają na stworzeniu tylko jednego arcydzieła. Rzekomy koniec świata w 2012 roku mógł zamknąć genialną filmografię Quentina Tarantino, składającą się z ośmiu znakomitych filmów. Jednak Majowie wywinęli wszystkim numer, wszyscy odetchnęli z ulgą, a Tarantino potwierdził, że jest najlepszym reżyserem ''nowej ery''.

Historia świata na opak

Przyznajmy otwarcie: ''Django'' jest filmem wybitnym. Został podwójnie nagrodzony Złotym Globem, przez co wywołał spore zainteresowanie w mediach, zyskując miano ''nowego arcydzieła Tarantino''. Nie zapominajmy, że przed nim jeszcze wiele nagród do zgarnięcia, czego mu serdecznie życzymy. To już ósmy z kolei długometrażowiec amerykańskiego reżysera, w którym pojawia się wątek zemsty. Co ciekawe, cztery lata po wyjściu na ekrany ''Bękartów wojny'' (2009), Quentin Tarantino drugi raz z rzędu wywraca historię świata do góry nogami.

Akcja filmu toczy się na południu Stanów Zjednoczonych, na dwa lata przed wojną secesyjną. Wykształcony Niemiec, doktor King Schulz (Christoph Waltz), zarabia na życie jako łowca głów. Uwalnia niewolnika Django (Jamie Foxx) w zamian za opis trzech bandytów, których ściga. Django staje się kowbojem i postanawia uwolnić swoją żonę, która jest służącą u bogatego właściciela plantacji - Calvina Candie (Leonardo DiCaprio). Tarantino napisał scenariusz wokół postaci doktora Schultza, którego dobroć wobec czarnego niewolnika napełniła emocjami 164minuty filmu. ''Django'' ma być ukłonem w stronę Sergia Corbucciego, autora spaghetti westernu z 1966 roku pod tym samym tytułem.

''Zagraj to jeszcze raz, Sam''

Pisząc siedem poprzednich filmów, Quentin Tarantino zawsze miał w głowie konkretnych aktorów - swoje muzy (Uma Thurman, Samuel L. Jackson). Pochodzący z Knoxville w stanie Tennessee reżyser, tworzy swoje filmy tak, by oddawały klimat kina z dawnych lat. Dlatego też, tak bardzo dziwi fakt, że po raz pierwszy mamy do czynienia z liniową akcją. Podczas paryskiej premiery filmu (16 stycznia), krytyk filmowy - Emmanuel Burdeau - powiedział: ''Quentin Tarantino zawsze dzielił historie na rozdziały, w których ukazywał różne punkty widzenia swoich postaci. Tym razem mamy do czynienia ze scenariuszem liniowym, prowadzącym z punktu A do B, bez dodatkowych środków narracji”.

Taki zabieg mógłby teoretycznie osłabić rolę aktorów drugoplanowych, którzy zawsze przyćmiewali głównych bohaterów (jeśli w ogóle można ich tak nazwać), jak to miało miejsce w ''Kill Bill'' (David Carradine), ''Pulp Fiction'' (Bruce Willis) czy ''Bękartach wojny'' (Christoph Waltz). Wychodzi jednak na to, że tworząc nawet prosty scenariusz, Tarantino okazuje się mistrzem w kreowaniu postaci. W najnowszej produkcji, bohatera o najbardziej rozbudowanym portrecie psychologicznym, gra Samuel L. Jackson. Za stary na rolę głównego bohatera, będący niegdyś muzą Tarantino, wciela się, jak sam mówi, w ''największego czarnego dupka jakiego widział świat''. Chodzi o postać Stephena, czarnoskórego służącego, zdemoralizowanego bardziej niż najgorszy biały zwolennik niewolnictwa.

''Django'' nakreśla koniec popkulturowej epoki w twórczości Tarantino. Pomimo, że środki przekazu pozostają te same (dialogi, humor, muzyka…), to temat wywleka - w mało delikatny sposób - jedno z największych tabu historii Ameryki. Według Tarantino, to problem ''ledwo wspomniany w szkolnych podręcznikach''. ''Django'' pokazuje bez ogródek i z dużą ilością hemoglobiny, koszmar jakim było niewolnictwo (rozlew krwi jest tak obfity, że nazwanie filmu brutalnym byłoby eufemizmem). Obnaża też wstydliwą prawdę przed Amerykanami, którzy przyzwyczaili się do ocenzurowanych filmów dokumentalnych; jedyne na co się odważyli, to policzenie padającego w filmie słowa ''nigger''. W sumie - 99razy. Spike Lee jest tym oburzony. Tarantino tłumaczy, że taki zabieg był ''konieczny”. Nie można przedstawić tej historii bez użycia języka, jakim posługiwano się w tamtych czasach. W tym wypadku, western jest mistrzowskim strzałem w dziesiątkę. W końcu to gatunek, który zawsze osładzał historię Stanów Zjednoczonych.

Fot.: Główna oraz w tekście (cc) dzięki oficjalnej stronie filmu na Facebooku ; Film: (cc) YouTube