kultura

Dominique A: „Jeśli chcę, mogę zmienić się z dnia na dzień”

Artykuł opublikowany 5 października 2009
Artykuł opublikowany 5 października 2009
Piosenka francuska w osobie Dominique A odnalazła jednego ze swych największych modernizatorów, który ucieka zarówno od starych nawyków jak i od bezrefleksyjnego podążania za modą.

  Wsierpniu, podczas La Route du Rock de Saint Malo, czyli na festiwalu odbywającym się na wybrzeżach Bretanii, który stawia na jakość a nie na ilość, Dominique Ané pojawił się w swojej najbardziej minimalistycznej formie, wszedł na scenę jedynie z aparatem perkusyjnym, syntetyzatorem i gitarą. Nikt więcej mu nie akompaniował. Podobnie robił podczas swoich koncertów z początku dekady, kiedy samplował dźwięki by przekształcić się w orkiestrę. Jednak w tym wypadku dźwięki są jeszcze bardziej syntetyczne i powtarzalne. I mimo to nie traci blasku sławy, prowadząc język francuski tam, gdzie inni autorzy się nie odważyli.

„Myślę, że chodzi tu o kwestię osobowości. Jeśli śpiewasz po francusku, z gitarą pop-rock, łatwo jest wpaść w nienaturalne rejestry. W moim przypadku, potrzebowałem niewiele czasu żeby poczuć się dobrze z francuskim. W młodości zacząłem pisać po angielsku i zdałem sobie sprawę że to nie jest prawdziwe”, wspomina Dominique A parę godzin przed wstąpieniem na scenę Fort de Saint-Pierre, gdzie podąży za liryką Billa Callahana i Andrew Birda.

Autor, który urodził się w rejonie Paryża i dorastał w Nantes, gdy ukończył 40 lat zdecydował się kupić studio cyfrowe, posiadające 32 ścieżki i mimo swoich zastrzeżeń co do informatyki, zaczął sam nagrywać tematy, niejako odtwarzając swój pierwszy oficjalny album, „La fossette” wydany w 1992 roku. Tym razem 17 lat później.

„Nie myślałem by dotrzeć w ten sposób do końca albumu. Chciałem dokończyć piosenki z innymi muzykami. W rzeczywistości był to rodzaj oszukiwania samego siebie, bo miałem ochotę kontynuować do samego końca by sprawdzić do jakiego stopnia wyewoluowałem w porównaniu z moimi początkami. Był to również sposób by ponownie odkryć dźwięk z ‘La fossette’ i w tym samym czasie oddalić się od niego. Piostenka ‘Immortels’ mogłaby znaleźć się równie dobrze w albumie ‘Tout sera comme avant’ czy ‘L’horizon’.

Muzyka i materia

Rezultatem był pierwszy z albumów, ‘La musique’, na którym można znaleźć 12 piosenek, które rozpoczyna ‘La sens’ i gdzie znajduje się również ‘Immortels’, a także edycja limitowana dla kolekcjonerów z drugim albumem, ‘La matière’, z innymi 12 piosenkami, które są bardziej eksperymentalne, chociaż niezwykła ekspresja Dominique A sprawia, że przekracza on granice, które wcześniej sam wyznaczył.

„Celem ‘La musique’ był taki dobór piosenek by dotrzeć do publiczności nie wyspecjalizowanej, z tematami, które posłużą za ‘drzwi wejściowe’. Nie udało mi się to, ale też nie będę sięgać dalej”, przyznaje muzyk, który nie wydaje się zbyt zaniepokojony reakcją. „Album dobrze się sprzedaje, chociaż pozostaje niezależnym sukcesem. Nie będę narzekał. Ten system pozwolił mi na zrealizowanie drugiego albumu z trudniejszymi tematami, których nie chciałem poświęcać gdyż w równym stopniu mi się podobały. W ‘La musique’ też są kawałki takie jak ‘Hotel Congress’ czy ‘Qui es-tu?’, które są cięższe, czy też ‘Les garçons perdus’”.

Dominique A już próbował oddalić się od swoich wcześniejszych albumów ‘Tout sera comme avant’ (2004) i ‘L’horizon’ (2006), należących do ścisłego świata indie, skąd wyszedł zaczynając od dyskografii ‘Lithium de Nantes’ w latach dziewięćdziesiątych. W ‘Tout sera comme avant’ nie tylko otoczył się producentami zmarłego niedawno Alain Bashunga, ale też wykorzystał Orkiestrę Symfoniczną z Bułgarii. Na ‘L’horizon’ powrócił do bardziej znanych mechanizmów z pomocą Dominique Brusson’a w studiu w Brukseli. Na ‘La musique/La matière’ próbował zsyntetyzować te dwie epoki, korzystając z wolności autora, która pozwala mu w dowolny sposób organizować twórczość i koncerty.

Płodny autor

„Kiedy jest się artystą tworzącym samemu, można z dnia na dzień kompletnie zmienić dźwięk bo nie ma grupowej dyskusji. Nie trzeba zgadzać się z drugą osobą” cieszy się kompozytor, który ma na swoim koncie rozmaite współprace (Katerine, Françoiz Breutz, Jane Birkin, Jeanne Balibar, Yann Tiersen, Vincent Delerm, Psykick Lyrikah, Calogero…) z różnymi grupami na potrzeby każdej płyty i każdej trasy.

Tym razem na perkusji gra Sébastien Buffet (z Autour de Lucie), na klawiszach David Euvertei na gitarze i klawiszach Thomas Poli (Montgomery). Spośród nich trzech tylko David Euverte grał podczas poprzedniej trasy ‘L’Horizon’, po której powstał ‘Un bon chanteur mort’ (2007). “Nie ma instrumentów dętych. W rzeczywistości podczas poprzedniej trasy trębacz był perkusją, a sekcja perkusyjna była bardzo minimalistyczna. To nadawało jej pierwotny dźwięk.”

Dominique A promuje teraz dźwięk „właściwy pop-rock”. Można to zweryfikować na koncertach, które rozpoczynają się w październiku i trwają we Francji do kwietnia przyszłego roku a także w Brukseli i w innych państwach europejskich w jeszcze nieustalonych terminach. Jeśli ktoś chce podtrzymać frenetyczny rytm tego muzyka pełnego inspiracji to jego wytwórnia Cinq 7 ma on już gotowy minialbum, ‘Kick Peplum’, z czterema nowymi piosenkami.