kultura

Dubbingowanie filmów jest nie tylko głupie i złe

Artykuł opublikowany 26 lipca 2010
Artykuł opublikowany 26 lipca 2010
„Jest ono także niewłaściwe i samobójcze z punktu widzenia ekonomicznego” - mówi mieszkająca w Wielkiej Brytanii włoska członkini ekipy odpowiedzialnej za najnowszy blog na cafebabel.com, prosto z europejskiej młodzieżowej sieci kinomanów, Nisi Masa.

- Oglądałaś “Pulp Fiction” po włosku… - Tak - W wersji z dubbingiem… - Tak - Włoskim? Wszyscy aktorzy mówili po włosku? - Tak - Co do jednego? - Tak. Czy tak trudno to zrozumieć? - Nie. Tylko, że ty NIE WIDZIAŁAŚ w takim razie „Pulp Fiction”.

To typowy przykład rozmowy między osobą pochodzącą z kraju „z napisami” i obywatelem kraju “dubbingującego”. W takim przypadku nie ma miejsca na omawianie różnic kulturowych: kraje „z napisami” mają po prostu przewagę.

Pochodzę z Włoch, które są dubbingową oazą. Mieszkam jednak w Wielkiej Brytanii, w kraju, w którym powszechnie stosuje się napisy. Chodzę do kina z ludźmi z całego świata i słyszałam o najbardziej absurdalnych praktykach związanych z dubbingiem, jak choćby „tłumaczenie na żywo”, kiedy to w sali kinowej aktor z mikrofonem czyta wszystkie dialogi – po prostu kulturalny ekwiwalent koprofagii (odżywiania się odchodami- przyp. tłum.).

Będąc w uprzywilejowanej sytuacji pozwalającej mi analizować temat, stwierdziłam, że dubbingowanie filmów jest dużo więcej niż tylko głupie i złe, jest także niewłaściwe i samobójcze z punktu widzenia ekonomicznego.Istnieją tego trzy powody:

Po pierwsze, to w nieunikniony sposób zmienia film: przyjaciele śmiejący się z tego, że oglądałam zdubbingowane „Pulp Fiction” mają rację, ja naprawdę widziałam inny film. Wszystkie dźwięki, intonacja, całe bogactwo komunikacji nieuchronnie giną, gdy dialogi są dostosowywane do innego rytmu, do innej kultury. I mogę sobie tylko wyobrazić, jak okropnie brzmi rozmowa o „le cheeseburger” po francusku.

Drugą kwestią jest to, że dubbing dyskryminuje lokalne produkcje na rzecz importowanych, wysokobudżetowych hitów. W kraju „dubbingującym” lokalny film ma dużo więcej trudności w walce o kasy biletowe z amerykańskimi kolosami, ponieważ wszystko jest w nich przetłumaczone i wyjaśnione na potrzeby lokalnej widowni. Gdyby Transformers miał napisy, wciąż byłby oczywiście sukcesem, ale wielu ludzi wybrałoby raczej coś krajowego, gdzie nie musieliby czytać napisów. Dlaczego więc mamy promować wizję z Transformers zamiast narodowych bzdur, które przynajmniej przyczyniają się do wspierania miejscowego przemysłu?

Trzeci i najistotniejszy problem jest w dużo znaczniejszym stopniu natury kulturowej: dubbingowanie filmów to oznaka prowincjonalizmu i powoduje dużo więcej szkód dla kultury, niż to się na pierwszy rzut oka może wydawać. W krajach nie stosujących dubbingu, angielski nie jest już żadnym problemem po 6 klasie szkoły podstawowej (w Wielkiej Brytanii, gdzie mieszka autorka, dzieci mają około 10 lat, gdy kończą 6 klasę – przyp. tłum.). Do tego czasu dziecko nauczyło się już czytać i ogląda telewizję z rodzicami, nauczy się więc każdego języka szybciej niż ktoś, kto nigdy nie słyszał dźwięku innej mowy niż ojczysta. Nie chodzi tu oczywiście jedynie o angielski: ludzie uczą się słuchać rozmów z użyciem innych słów, przyzwyczajają się do innej wymowy, innej składni, po prostu do innych kultur. Tłumaczenie filmu przyczynia się do zamykania się kraju w sobie, sprawia, że staje się on głuchy i niedouczony.

Oto głupi, ale znaczący przykład: we włoskiej wersji Nocy w muzeum 2 Napoleon żartuje sobie z tego, że Berlusconi jest jego dziedzicem. Tylko, że Amerykanie nie mają pojęcia, kim jest Berlusconi! I dlaczego niby mieliby mieć? Włochy to nie centrum wszechświata.

Najwyraźniej zresztą włoski jest najzabawniejszym językiem, w jakim film może być zdubbingowany. Osoba z którą rozmawiałam o “Pulp Fiction” rozpowszechniła na Facebooku urywki scen z włoskiej wersji i teraz wszyscy witają mnie cytatem”: „Sono il signor Wolf. Risolvo i problemi” [Nazywam się Wolf. Rozwiązuję problemy” – przyp. red.]. I śmieją się. W końcu oni nauczyli się angielskiego oglądając “Pulp Fiction”, nawet Brytyjczycy.

Artykuł Marty Musso, publikowany wcześniej w lipcowym newsletterze "Mas y Mas"

Zdj.: Pulp Fiction niemieckie napisy ©EternallyNatalia/Flickr