kultura

Editions of Contemporary Music, czterdzieści lat muzyki jazzowej

Artykuł opublikowany 6 marca 2012
Artykuł opublikowany 6 marca 2012
ECM to nazwa wytwórni płytowej, która pojawia sie w każdej prywatnej kolekcji muzycznej. Manfred Eicher, założyciel, poświęcił życie na poszukiwanie najczystszego dźwięku, „dźwięku najbliższemu ciszy”.
Odkryjcie razem z nami tajemnice Meredith Monk, Keitha Jarretta, Jana Garbarka, Pata Metheny'ego, Charliego Hadena, Stephena Micusa, Anour Brahem, Anji Lecher oraz profesjonalistów, którzy przyczynili się do realizacji projektu muzycznego, istniejącego już od 40 lat. Od dnia, kiedy dwudziestosześciolatek z Lindau, w Bawarii, poprosił o pożyczkę w wysokości kilku milionów marek.

„Muzyka jest w moim życiu najważniejsza” – mówi Manfred Eicher – „zajmuje jego centralne miejsce”. Każda inna rzecz rozchodzi się promieniście od tego centrum, żeby później do niego powrócić”. Podobno, żeby zrealizować swoje marzenie, Eicher poprosił właściciela sklepu z płytami o pożyczkę w wysokości 16.000 marek.

W poszukiwaniu oryginalneog dżwięku

Zawsze istniał pierwotny dźwięk, prymitywny głos, który rozbrzmiewał w naturze i wytryskiwał z duszy świata. Meredith Monk nosi ten dźwięk w sobie i stale nad nim pracuje, jak gdyby w jej strunach głosowych mieszkał jakiś pierwotny rzemieślnik. „Pracuję między dźwiękami, tam gdzie głos zaczyna tańczyć, ciało zaczyna śpiewać, a kino staje się teatrem” - mówi pochodząca z New Jersey Meredith. Zaczynała w latach sześćdziesiątych i pracuje do dziś, wciąż szukając w muzyce pierwotnej pobożności. Można powiedzieć, że Meredith poświęciła swoje życie na wypracowanie swojego języka ojczystego, który byłby w stanie opowiadać o ciemności i świetle oraz tłumaczyć język wiatru.

Dać głos ciszy - tego właśnie chciał Manfred Eicher. Niestety 16.000 marek na to nie wystarczyło. Potrzeba było więcej pieniędzy, które pojawiły się po napisaniu listu do Keitha Jarretta. Jarrett zapoznał się z propozycją i stwierdził, że można zrealizować przedsięwzięcie. W ten sposób powstało „Facing You”, płyta fortepianowa, która odniosła znaczący sukces i pozwoliła Eicherowi na realizację marzenia.

ECM (skrót nazwy wytwórni muzycznej Editions of Contemporary Music) z siedzibą w Monachium w Bawarii, stała się w krótkim czasie istotną marką w środowisku jazzowym. Poza płytami wydanymi przez Jarretta, katalog niemieckiej wytwórni wzbogacił się dzięki nazwiskom takim jak Jan Garbarek, Chick Corea, Pat Metheny, The Art Ensemble of Chicago i Charlie Haden. Jednak Jazz, mimo mieszanek i innowacji, pozostał unikalnym rodzajem muzycznym i Eicher o tym wiedział. Dlatego cały czas czuł potrzebę odkrycia i zanurzenia się w najdalszych i najdzikszych zakątkach świata.

Stephan Micus urodził sie w Stuttgardzie i potrafi grać na przeróżnych instrumentach, które przywozi ze wszystkich zakątków świata. Wiele ze swoich płyt nagrał w ascetycznej samotności, nakładając na siebie motywy muzyczne i powielając swój głos. Stephen Micus, koczowniczy duch w czystej postaci, ukazuje w swoich utworach bezgraniczne piękno rozpaczy, kierując słuchacza tam, gdzie granice się zacierają. Człowiek czuje swoją marność, kiedy słucha jego muzyki. Jego utwory są niczym strony pamiętnika przykryte kurzem. Podobnie jak w jednej z nowel Dino Buzzatiego, Stephen jest królem, który jedzie na koniu bez ustanku i chcąc dotrzeć na kraniec swojego królestwa, wysyła listy do osób, które być może wcale nie istnieją.

Przejażdżka samochodem i odkrycie Arvo Pärta

Eicher, podobnie jak Stephen, chciał słuchać świata, robiąc nam prezent ze swoich doświadczeń. Tamtego dnia, 1984 roku, jechał swoim samochodem: asfalt, ręce na kierownicy, a w radiu symfonia kompozytora, którego nigdy nie słyszał. To było niczym objawienie. Tym kompozytorem był Arvo Pärt, a symfonia nazywała się „Tabula Rasa”. Utwór szybko stał się znakiem rozpoznawczym niemieckiej wytwórni, rozpoczynając nową serię poświęconą muzyce współczesnej. Warto tu wspomnieć o „Officium” – saksofon Jan Garbarek, śpiew - Hilliard Ensamble oraz „Melos”, nagrany przez Vassilisa Tsabroupolosa (fortepian) i Anję Lechner (wiolonczela) na cześć Gudjieffa. Nareszcie powstał nowy dźwięk, i jest to bez wątpienia „dźwięk ECM”. Od arktycznych lodowców po afrykańskie piaski, Eicher pozwolił nam poznać muzyków opowiadających o przeszłości poprzez tworzenie teraźniejszości. Jego artyści to prawdziwi uczniowie i innowatorzy muzycznej liturgii, która przemierza wszystkie kultury.

„Chcę tworzyć albumy, które będą miały początek i koniec, a w środku będą niczym film albo powieść!”- Manfred Eicher

Anour Brahem pochodzi z Tunezji i gra na oud, lutni popularnej w krajach Bliskiego Wschodu. Sprawne dłonie, arabska dusza i europejski smak. Struny jego instrumentu są niczym fale na pustyni, a jego utwory przepełnione są melancholią strudzonego wędrowca. ECM wydało około dziesięciu płyt artysty, z których każda wydaje się być rozdziałem jakiejś większej księgi, czekającej na bycie opowiedzianą.

Katalog ECM zawiera dzisiaj około 1.200 tytułów, wśród których ścieżki dźwiękowe do filmów Godarda, Angelopulosa, a także płyta Stefano Battaglia poświęcona Pasoliniemu, czy muzyka kwartetu Francisa Couturiera inspirowana filmami Tarkowskiego. Szczególną uwagę przywiązuje się również do opakowań płyt. Nie przez przypadek okładki wytwórni stały się w 1996 roku tematem książki „Sleeves of Desire” (Lars Muller Publishers, Badem).

„Zawartość to sprawa najważniejsza” - powiedział ostatnio Eicher „Chcę tworzyć albumy, które będą miały początek i koniec, a w środku będą niczym film albo powieść!”. W takiej epoce jak nasza, muzycznie charakteryzującej się terminami „download” i „playlist”, jego słowa chcą przypomnieć, że nie wszystkie albumy są zwykłym zbiorem utworów, ale czymś bardziej złożonym i nieuchwytnym.

Fot.: Stéfan/flickr: w tekście: chiarashine/flickr; wideo: mmonkhouse/youtube, anarchemitis/youtube;