kultura

Erri De Luca: "Nie wiem czym jest Europa"

Artykuł opublikowany 13 lutego 2007
Artykuł opublikowany 13 lutego 2007
56-letni pisarz włoski, a raczej neapolitański, zdobywca nagrody Femina Etranger za książkę Montedidio, mówi o Europie, Morzu Śródziemnym i o pokoleniach

Flanelowa koszula w kratkę i górskie buty. Od razu widać, że Erri De Luca jest odmieńcem w paryskiej siedzibie Gallimard. Pośród paradujących asystentek i zapachów Chanel pisarz "włoski" - jak sam siebie określa - ale na wskroś neapolitański, zarówno ze względu na sposób bycia jak i pochodzenie, jest sobą.

A przede wszystkim alpinistą. W książce Śladami Nives, świeżo wydanej we Francji, opisuje podróż, w której towarzyszył himalaistce Nives Meroi. Jest też "wieśniakiem", od dawna żyjącym wśród rzymskich wzgórz. Wreszcie jest osobą o oryginalnym życiu, wypisanym na twarzy: W wieku 18 lat - był rok 1968 - znalazłem się wśród przedstawicieli pokolenia niepokornych, przeciwstawiających się, i pozostałem tam aż do końca, do jego rozkładu. De Luca "przez jakieś dwanaście lat" był aktywnym członkiem Lotta Continua (pozaparlamentarnego ruchu radykalnej lewicy, przyp. aut.), przez dwadzieścia lat robotnikiem, aż w końcu "przez przypadek" pisarzem, od roku 1989, kiedy to powstała książka Non ora, non qui (Nie teraz nie tu), prawdziwa podróż do krainy neapolitańskiego dzieciństwa.

Bóg nigdy nie powiedział "będziesz rodzić w bólu"

Do tego wszystkiego doszły śmieszne i dziwne doświadczenia. Jak nauka starożytnego hebrajskiego i tłumaczenie niektórych ksiąg Biblii, wyjaśnia pisarz, który sam o sobie mówi "nie ateista, ale niewierzący". Dla autora Comme une langue au palais, zbioru tekstów na temat Pisma Świętego, opublikowanego we Francji, należy pozostać w sferze dosłownego znaczenia Biblii. Według oficjalnych tłumaczeń, Bóg rzekomo powiedział do Ewy: "będziesz rodzić w bólu". Jednak, zapala się De Luca, po hebrajsku to słowo nie oznacza "bólu" bo w innych pięciu fragmentach, w których się pojawia, te same oficjalne tłumaczenia podają inne jego znaczenie. W zacytowanym zdaniu natomiast tłumacze chcą ukazać zamiar ukarania kobiety przez istotę boską. Inny przykład - Wieża Babel: Jest darem, a nie karą, gdyż dzięki różnorodności językowej ludzie, zgromadzeni wówczas w jednym miejscu, czyli bardziej narażeni na niebezpieczeństwa, rozpierzchli się po całej powierzchni ziemi. To ocaliło ludzkość od wyginięcia, wyjaśnia De Luca, który jest także poliglotą. Mówi po włosku, francusku, angielsku, w starożytnym hebrajskim, jidysz, rosyjskim, kiswahili oraz... neapolitańskim. Ale czym różnią się od siebie te wszystkie języki? Jest jedna róznica między neapolitańskim a resztą. Ogólnie języki służą wyjaśnianiu i komunikacji... Neapolitański natomiast służy śpiewowi, kłótniom, bystrości.

"Europa? Wielki rynek. Czuję się bliższy Libańczykowi niż Niemcowi"

Czy gorliwy czytelnik Biblii, jakim jest De Luca, tak samo gorliwie czyta Koran? Nie, odpowiada szczerze. Ponieważ jestem z tego brzegu Morza Śródziemnego, który jest monoteistyczny, judeochrześcijański. Czyli Europa sprowadza się do "chrześcijańskiego klubu"? Ja nie wiem, czym jest Europa, odpowiada De Luca, Jak dotąd wiem, że to jest wielki rynek, który zunifikował swoje waluty i politykę. Ja czuję się kimś ze świata śródziemnomorskiego. Wiem, jak wygląda dom rybaka w Tunisie czy w Marsylii. Oczywiście "śródziemnomorskość" nie jest i nigdy nie będzie wyrazem przynależności politycznej. Ale czuję się o wiele bliższy ludziom z Maroka i Libanu niż Skandynawom czy Niemcom. Te słowa nie dziwią w ustach kogoś, kto mówi o sobie: "neapolidalny", używając tytułu książki dopiero co "podarowanej", jak często robi to autor, małemu wydawcy (Dante&Descartes, 2005).

Jednak związek pisarza z Neapolem, tym tak bardzo śródziemnomorskim miastem partenopejskim, jest bardziej złożony. Oderwałem się od niego tak jak wyrywa się ząb ze szczęki, z korzeniami, których nigdzie nie da się już zasadzić. Do tego miasta jeżdżę, ale nie wracam.

Walka przeciwko Camorrze? "Nie jestem nauczycielem"

Neapol. Miasto, na które ostatnio skierowano światła kamer z powodu jednej z najkrwawszych w historii wojen Camorry. Młody pisarz Roberto Saviano próbował terminem Gomorra wyjaśnić to, co De Luca definiuje jako zdjęcie o dobrze ustawionej ostrości przez kogoś, kto od wewnątrz zna mechanizm działania tej finansowej maszynerii, jaką jest Camorra. Ale tamto sprawozdanie Saviano miesiąc później było już przebrzmiałe. To, co czyni Saviano wyjątkowym i jednocześnie wystawia go na niebezpieczeństwo kontynuuje De Luca, to jego osobiste, fizyczne wystąpienie przeciwko bossom Camorry. Dlaczego De Luca nigdy nie zaangażował się w walkę przeciw Camorrze? Literatura nie może być zaangażowana, inaczej jest słaba, wyjaśnia, żywo gestykulując. Poza tym nie mieszkam w Neapolu. Następuje długa cisza, w której czuć lekkie zakłopotanie. Przerywają ją słowa racjonalnego wyjaśnienia, którym towarzyszy gest składania rąk. Ja nie jestem nauczycielem, nie zamierzam uczyć nikogo niczego. Jestem kimś, kto opowiada historie i tyle.

Syrena alarmowa w Belgradzie

Jednak zaangażowanie jest pewną stałą na drodze życia pisarza: Nie wszystkim zdarza się zostać kierowcą konwojów humanitarnych w Bośni..., podpowiadam. Zdarzało się to wielu ludziom podczas wojny, ripostuje. Ja nie jestem pisarzem zaangażowanym. Jestem tym, któremu zdarzyło się wziąć na siebie to przeklęte zaangażowanie. Zaangażowanie, które miało doprowadzić go do przeprowadzki do Belgradu w 1999. Uważam, że bombardowanie zdecydowanie jest aktem terrorystycznym. Przeciw niemu, z ramienia NATO i mojego kraju znalazłem się tam. I tam usłyszałem syreny alarmowe, które znałem z opowieści mojej matki o bombardowaniach przeprowadzanych przez aliantów w Neapolu podczas wojny (można przeczytać o tym w Morso di luna nova, 2005). Ale w Belgradzie nigdy nie uciekałem do schronów. Przeciwnie, zostawałem w domu.

To jest to "zaangażowanie", do którego De Luca jest tak silnie przywiązany. My w '68 "postawiliśmy" naszą młodzież na publicznych placach. W innych czasach młodzi ludzie ginęli na wojnach. Teraz nie wiedzą, co ze sobą zrobić. Zadaniem młodego człowieka jest przeciwstawiać się marnotrawstwu, nadając sens własnej młodości. Wy z waszym magazynem macie coś, co daje wam prawo powiedzieć, że nie marnujecie czasu. Ale wydaje mi się to dzisiaj dość rzadkie.

Jednak jest jeszcze 1,5 miliona osób, które wyjechały na Erasmusa, odpowiadam. To znaczy, że wasze pokolenie ma zmienić tę Europę banków i bankierów na Europę polityczną.