kultura

Europa walczy o Tybet

Artykuł opublikowany 9 kwietnia 2008
na stronie głównej
Artykuł opublikowany 9 kwietnia 2008
Dla jednych niezwykły zryw narodowy, dla innych nieporozumienie. Po raz pierwszy pod presją ludu został zgaszony ogień olimpijski. Europa próbuje przemówić.

Chińscy oficjele nie spodziewali się tak wielkiego zainteresowania symbolicznym płomieniem - inauguracja Igrzysk Olimpijskich dotyczy ponad 200 krajów. 7. kwietnia w Paryżu zdarzył się jednak zupełny nokaut. Oficjalna ceremonia mająca się odbyć na placu przed Urzędem Miasta i ostatni etap niesienia ognia w Paryżu zostały anulowane. Wygrali walczący o Tybet, bo tego dnia rozmawiano tylko o nim.

Flaga tybetu w Paryżu (Prakhar/flickr)

Porozwieszano flagi na wieży Eiffela,i katedrze Notre-Dame. Pierścienie olimpijskie zamieniono na kajdanki. Grupy manifestujących. Ogólna histeria stopniowo zawładnęła tłumem i policjantami powodując liczne zatrzymania. W czasie gdy niektórzy manifestujący ustawiali się wzdłuż ulicy próbując uniemożliwić podawanie ognia, inni atakowali sportowców niosących ogień - aby płomień zgasić.

Powrót do paryskich manifestacji

Trzy tysiące policjantów z trudem powstrzymywało manifestujących przed atakiem na ogień olimpijski. "Zamiast eksportować demokrację, importujemy metody największej dyktatury na świecie" - mówi zakuty w kajdanki przez władze porządkowe uczestnik protestu. Wkrótce ogień gaśnie.

Przewodniczący Komitetu Olimpijskiego, Jacques Rogge, natychmiast wyraził żal z powodu zajść w Londynie i Paryżu. Tłumaczył, że istnieje pokrewieństwo między olimpijskim płomieniem, symbolizującym uniwersalny pokój a sytuacją w Tybecie. Komitet Igrzysk Olimpijskich, który przed siedmioma laty przyznał organizację imprezy oskarżanym o nieprzestrzeganie praw człowieka Chinom, dziś mocno jest krytykowany za swą bierność i hipokryzję.

"Jacques Rogge obiecał niegdyś, że jeśli będą wątpliwości w sprawie przestrzegania praw człowieka w Chinach, on będzie tam, gdzie należy chronić ofiary. Nigdy nie dotrzymał obietnicy" - mówi Robert Ménard, sekretarz generalny Lekarzy Bez Granic i główny organizator manifestacji. Protestów nie mogli oglądać chińscy widzowie, bo zdjęcia zostały ocenzurowane. Nawet jeśli pekiński reżim przyznaje się do pewnych kłopotów, ich rozmiar jest całkiem ignorowany.

Manifestacje w Paryżu (Prakhar/flickr)

Sarkozy porywa Europę

Manifestacje w Londynie i w Paryżu pokazują rozdźwięk między stonowanym i nieśmiałym podejściem europejskich przywódców, którzy zastanawiają się do tej pory jaką taktykę przyjąć w sprawie Tybetu a gniewem tłumów. Francja od lipca do grudnia 2008 będzie przewodniczyć Unii Europejskiej, jej głos będzie miał determinujące znaczenie. Jednak póki co dyplomacja francuska nie określiła jednoznacznie swojego stanowiska.

Najpierw Nicolas Sarkozy, przeciwnik wszelkich form bojkotu, zmienił zdanie mówiąc: "Wszystkie opcje są możliwe". 6. kwietnia Rama Yade, Sekretarz Stanu ds. Praw Człowieka, zapowiedział, że prezydent pojedzie na otwarcie Igrzysk Olimpijskich, jeśli zostaną spełnione trzy warunki: zaprzestanie się stosować przemocy i uwolni się więźniów politycznych. Sprawa Tybetu zostanie nagłośniona. Rozpocznie się dialog z Dalajlamą. Wpierw Pałac Elizejski zaprzeczył tym żądaniom, a dzień później, po manifestacjach na paryskich ulicach podpisał się pod nimi. Tak więc Prezydent i Minister Spraw Zagranicznych, Bernard Kouchner, będą musieli otwarcie wypowiedzieć się za jedną bądź drugą stroną.

Morze krwi zalewa Tybet

Cokolwiek się wydarzy, międzynarodowy ruch protestu, który właśnie się rodzi, jest piękny i chwalebny. Świadczy o tym akcja na Golden Gate w San Francisco urządzona przez walczących w sprawie. Miasto przejmie ogień w środę 9. kwietnia i również w tym miejscu przewiduje się manifestacje. Cały ten chaos może spowodować, że Komitet Olimpijski przerwie podróż olimpijskiego ognia. "Musimy całościowo ocenić sytuację" - przyznaje dziś zastępca przewodniczącego Komitetu Gunilla Lindberg.

Międzynarodowy ruch protestu może odbić się poważnymi konsekwencjami na ludności tybetańskiej. Wsparcie z zewnątrz może zachęcić walczących o niepodległość, aby rozszerzyli protesty poza Lhasę. Na ile te protesty pomogą w przekonaniu chińskich oficjeli do zgody na utworzenie autonomii dla Tybetu? Jaka będzie chińska odpowiedź na protesty Tybetańczyków? Chcąc pomóc, paradoksalnie, "międzynarodowy głos sumienia" może spowodować prawdziwą masakrę w Tybecie.

Wypowiedz się na forum: kliknij tutaj.

(Zdjęcia: richdrogpa/flickr; prakhar/flickr)