kultura

Iran: termin wyznaczony przez Radę Bezpieczeństwa zbliża się nieuchronnie

Artykuł opublikowany 21 lutego 2007
Artykuł opublikowany 21 lutego 2007
21. lutego to termin wyznaczony Iranowi przez Organizację Narodów Zjednoczonych na wstrzymanie procesu wzbogacania uranu.

"Nasi wrogowie doskonale wiedzą, że przeprowadzona przez nich inwazja na nasz kraj spotka się ze zdecydowaną reakcją w stosunku do atakujących i ich interesów na całym świecie".

Słowa ajatollaha Aliego Chameneiego jasno wskazują, że Iran nie zamierza dotrzymać terminu wyznaczonego mu przez Radę Bezpieczeństwa ONZ na zamknięcie programu nuklearnego. Jednakże ton w jakim wypowiada się najwyższy przywódca Iranu ukazuje narastający wśród Irańczyków i Europejczyków strach, że Stany Zjednoczone poważnie rozważają możliwość ataku militarnego na tę republikę islamską.

Czy taka perspektywa jest rzeczywiście realna? Czy administracja Busha, obecnie uwikłana w Iraku, jest finasowo zdolna zaangażować się w kolejną wojnę, szczególnie z tak niewygodnym przeciwnikiem jak Iran? Czy Amerykanie zaakceptowaliby taki ruch? Osoby blisko związane z Białym Domem twierdzą że owszem. Ale nawet one przyznają, że prawdziwą przeszkodą dla Amerykańskich ambicji militarnych w Iranie jest w szczególności Wielka Brytania.

Nie ma sojuszu - nie ma wojny?

8. lutego Gregory Schulte, amerykański ambasador przy Międzynarodowej Organizacji Energii Atomowej (strażnika ONZ w sprawach nuklearnych), wyraził swoją złość na beztroską postawę państw europejskich w stosunku do irańskiego programu nuklearnego. Przemawiając w monachium podczas konferencji na temat bezpieczeństwa, Schulte oskarżył rządy europejskie o nieegzekwowanie sankcji gospodarczych nałożonych na Iran przez Radę Bezpieczeństwa ONZ w grudniu ubiegłego roku.

"Stawiając czoła prowokacjom przywódców irańskich, kraje Europy mogą - i powinny - zrobić więcej aby wspierać wspólną dyplomację", powiedział Schulte. "Dlaczego, na przykład, rządy państw europejskich używają kredytów eksportowych by wspierać eksport do Iranu? Dlaczego, na przyklad, rządy państw europejskich nie podejmują większych starań aby utrudnić inwestycje i transakcje finansowe?" Na frustracje amerykańskiego ambasadora można cynicznie odpowiedzieć przywołując silne więzy ekonomiczne pomiędzy wieloma krajami europejskimi i Iranem.

Jednak to nie tylko silne więzy ekonomiczne sprawiają, że Europa buntuje się przeciwko objęciu Iranu sankcjami. Według osób blisko związanych z Javierem Solaną, szefem europejskiej dyplomacji, Unia Europejska posiada jasną strategię "radzenia sobie" z Iranem, i nie chce, aby Stany Zjednoczone ingerowały w jej plany. Ponadto Unia Europejska i wiele z jej państw członkowskich uważa, że obalenie reżimu religijnego w Iranie jest możliwe właśnie dzięki zacieśnianiu więzów ekonomicznych z tym krajem.

Wielka Brytania nowym bastionem europejskiej jedności?

W roku 2002, kiedy Stany Zjednoczone zmierzały w kierunku wojny z Irakiem i gdy zwróciły się o pomoc do krajów europejskich, udało im się podzielić Europę na dwie części. Po jednej stroniej znalazły się Niemcy i Francja, a po drugiej Włochy, Hiszpania, Polska i Wielka Brytania. Decyzja Wielkiej Brytanii by poprzeć USA grała decydującą rolę w zaburzeniu równowagi władzy w Europie, dając krajom mało znaczącym na arenie międzynarodowej, takim jak Włochy, Hiszpania, Dania czy Polska, polityczne "usprawiedliwienie" potrzebne do wzięcia udziału w wojnie, która nie została zaakceptowana przez opinię publiczną.

Dziś, gdy Stany Zjednoczone próbują rozpocząć międzynarodową debatę mającą na celu uzyskanie powszechnej zgody na wojnę w Iranie, wyraźnie widać, że w tym przypadku nie poprze ich Wielka Brytania. Tym razem Wielka Brytania trzyma się z Francją i z Niemcami, a inne, mniej znaczące kraje europejskie z pewnością pójdą w jej ślady. "Blair nie śni nawet o pomaganiu Bushowi w wojnie przeciwko Iranowi", podaje anonimowe źródło. To samo źródło dodaje również, że brytyjski rząd pracuje "bliżej niż kiedykolwiek" z europejskim biurem spraw zagranicznych w sprawie odnalezienia dyplomatycznego rozwiązania tego konfliktu.

Dyplomacja, głupcze!

Brytyjscy specjaliści od stosunków międzynarodowych twierdzą, że bez silnego sojuszu pomiędzy USA i Europą jest mało prawdopodobe, by administracja Busha była w stanie rozpocząć jakiekolwiek działania wojenne przeciwko Iranowi. Unijna "trójka", czyli Wielka Brytania, Francja i Niemcy, która prowadzi bezpośrednie negocjacje z Iranem, odnosiła już w przeszłości sukcesy. Na przykład, udało jej się doprowadzić do porozumienia z Iranem w sprawie zaniechania wzbogacania uranu w zamian za pewne zyski gospodarcze. Raport opublikowany przez Crisis Action stwierdza, że jest możliwe oparcie dalszych negocjacji z Iranem na fundamentach tego porozumienia.

Raport ten, popierany przez dużą grupę wpływowych think-tanków i rekomendujący dyplomatyczne rozwiązanie konfliktu z Iranem, stwierdza, że: "Wielka Brytania ma do odegrania kluczową rolą jako katalizator tego procesu (dyplomatycznego), jako pośrednik w rozmowach między krajami Europejskimi a Stanami Zjednoczonymi". Crisis Action przestrzega również: "Ewentualne konsekwencje działań zbrojnych mogą być tak poważne, że rządy muszą wziąć odpowiedzialność za zagwarantowanie, że wszystkie opcje dyplomatyczne zostały wyczerpane. Obecnie takie opcje jeszcze istnieją".