kultura

Jasmila Žbanić: „Każdy Może poczuć bośniacki ból"

Artykuł opublikowany 30 maja 2014
Artykuł opublikowany 30 maja 2014

Ja­smi­la Žbanić to bo­śniac­ka re­ży­ser­ fil­mo­wa pro­pa­gu­ją­ca wie­dzę na temat hi­sto­rii swego kraju. Dzie­li jego cier­pie­nia i bli­zny i uka­zu­je Bo­śnię z wielu per­spek­tyw. Ja­smi­la opo­wia­da Ca­fe­ba­bel o emo­cjo­nal­nym i pięk­nym fil­mie „For those who can tell no tales"o tym , jak po­wsta­wał i o spo­so­bie, w jaki przed­sta­wia tra­gicz­ną prze­szłość jej kraju.

„W pew­nym mo­men­cie mo­je­go życia po­czu­łam, że chcę stwo­rzyć coś, co pomo­że okre­ślić toż­sa­mość mo­je­go kraju dwa­dzie­ścia lat po woj­nie" - wy­ja­śnia Jas­mila Žbanić. Bez­po­śred­niej in­spi­ra­cji do filmu do­star­czył jej pe­wien przy­ja­ciel, który opo­wie­dział jej o sztu­ce au­stra­li­jskiej dra­ma­to­pi­sar­ki i ak­tor­ki, Kym Ver­coe, za­in­spi­ro­wa­nej jej wła­sny­mi do­świad­cze­nia­mi z bo­śniac­kie­go mia­sta Wi­sze­grad. Mia­sto to, znane prze­waż­nie z mostu Meh­me­da Paszy So­ko­lo­vi­cia i pięk­nej ar­chi­tek­tu­ry, zo­sta­ło przez Ver­coe przed­sta­wio­ne jako sym­bol wo­jen­ne­go be­stial­stwa.

Cafébabel: Jaki jest Twój oso­bi­sty sto­su­nek do Wi­sze­gra­du?

Jas­mila Žbanić:  Sły­sza­łam o tym, co stało się w Wi­sze­gra­dzie, kiedy w 1992 roku roz­po­czę­ła się wojna, ale byłam tam tylko raz, przed wojną, nigdy póź­niej. To tylko pół­to­rej go­dzi­ny drogi od Sa­ra­je­wa, ale mam wra­że­nie, jakby to mia­sto było po­ło­żo­ne  dalej niż Paryż. De­cy­zja o na­krę­ce­niu filmu „For those who can tell no tales" była też ro­dza­jem sa­mo­ek­splo­ra­cji; za­sta­no­wi­ło mnie dla­cze­go ja rów­nież w pew­nym sen­sie ne­gu­ję fakt, że to mia­sto jest tym, czym jest. Kiedy miesz­kasz w w Bośni ota­cza cię tyle smut­nych hi­sto­rii, że mu­sisz za­mknąć oczy i uszy, żeby móc żyć dalej. Re­ali­za­cja tego filmu była praw­dzi­wym wy­zwa­niem z po­wo­du re­ak­cji ludzi. Oczy­wi­ście - bałam się.

CB: At­mos­fe­ra w fil­mie jest na­praw­dę na­pię­ta - czy tak wła­śnie czują się lu­dzie w Wi­sze­gra­dzie?

JZ: Tak wła­śnie jest. Wiesz, przed roz­po­czę­ciem zdjęć wiele razy od­wie­dzi­li­śmy mia­sto. Są­dzi­łam, że po­strze­gam je w pew­nien spo­sób, po­nie­waż je­stem świa­do­ma tego, co się tam wy­da­rzy­ło. Póź­niej spo­tka­łam jed­nak wiele osób, które nie miały tej samej świa­do­mo­ści, a miały takie same od­czu­cia. Ta cisza, brak roz­mów, dają takie na­pię­cie w całym mie­ście.

Po­etyc­ka moc

CB: Jed­no­cze­śnie w mie­ście drze­mie moc po­etyc­ka.

JZ: Tak i to naj­bar­dziej mnie w nim po­cią­ga. Sam most budzi sprzecz­ne uczu­cia - z jed­nej stro­ny jest pięk­ny, a z dru­giej prze­ra­ża­ją­cy. Rzeka jest pięk­na, ale jeśli wiesz, że na jej wo­dach uno­si­ło się mnó­stwo ciał zmar­łych, to twoje emo­cje ule­ga­ją dia­me­tral­nej zmia­nie. Po­do­ba­ła mi się ta wie­lo­znacz­ność Wi­sze­gra­du, to, że nigdy nie je­steś pe­wien pięk­na rze­czy.

CB: Jakie były wa­run­ki pod­czas krę­ce­nia filmu?

JZ:  W 2006 roku zro­bi­łam film o ma­so­wych gwał­tach (Grba­vi­ca, film na­gor­dzo­ny Zło­tym Nie­dżwie­dziem na 56. Mię­dzy­na­ro­do­wym Fe­sti­wa­lu Fil­mo­wym w Ber­li­nie) i po­li­ty­cy w każ­dej ga­ze­cie mó­wi­li, że je­stem prze­ciw­ko Ser­bom, bo po­wie­dzia­łam, że zbrod­nie wo­jen­ne fak­tycz­nie miały miej­sce. W trak­cie przy­go­to­wań do filmu roz­ma­wia­li­śmy z lo­kal­ny­mi miesz­kań­ca­mi, któ­rzy po­wie­dzie­li nam, że nie mo­że­my krę­cić na taki temat, że to nie­bez­piecz­ne. Na szczę­ście mój przy­ja­ciel, serb­ski re­ży­ser, zgo­dził się po­je­chać z nami i jakoś się to udało.

For those who can tell no tales, zwia­stun

CB: Kiedy zde­cy­do­wa­łaś się na zro­bie­nie filmu ze sztu­ki  Kym Ver­coe?

JZ: W roku 2012, dwa­dzie­ścia lat od po­cząt­ku wojny (mia­łam 17 lat kiedy się roz­po­czę­ła). Byłam w dziw­nym po­ło­że­niu, nie byłam w sta­nie tego zde­fi­nio­wać, spa­ko­wać tego w jakiś spo­sób do pu­deł­ka i po­wie­dzieć „to jest to". Dla­te­go chcia­łam zro­bić coś, co po­mo­gło­by mi roz­szy­fro­wać to, jak obec­nie wy­glą­da mój kraj. Szu­ka­łam hi­sto­rii, przy po­mo­cy któ­rej mo­gła­bym to przed­sta­wić. Przez przy­pa­dek zo­ba­czy­łam sztu­kę Kym Ver­coe i zna­la­złam moją opo­wieść. Uwio­dła mnie, po­nie­waż opo­wia­da­ła o emo­cjach, o kraju pięk­nym i wspa­nia­łym z ze­wnatrz, ale od we­wnątrz nadal tar­ga­nym wie­lo­ma wy­da­rze­nia­mi. I takie mam od­czu­cia miesz­ka­jąc w Bośni.

CB: Za­sko­czy­ło Cię, że ktoś z tak da­le­kie­go miej­sca jak Au­stra­lia może byc za­in­te­re­so­wa­ny Bo­śnią?

JZ: Tak, oczy­wi­ście. Kym (która ma w fil­mie swoją rolę) od­kry­ła Wi­sze­grad przy­pad­kiem, po­dró­żu­jąc po Bał­ka­nach. Zde­cy­do­wa­ła się od­wie­dzić mia­sto i po­czu­ła coś bar­dzo głę­bo­kie­go. To udo­wad­nia nam, że wszyst­kie isto­ty ludz­kie są takie same. Twoja na­ro­do­wość nie ma zna­cze­nia, bo od­czu­wasz te same pod­sta­wo­we emo­cje. To nie jest tylko bo­śniac­ki ból - to ból, który może po­czuć każdy.

Sys­tem tu­szu­ją­cy zbrod­nie

CB: Czy zbrod­nie wo­jen­ne nadal są te­ma­tem tabu w Twoim kraju?

JZ: Fakt jest taki, że lu­dzie, któ­rzy grali głów­ne skrzyp­ce w tej woj­nie, przed nią nie po­sia­da­li nic. Dziś są mul­ti­mi­lio­ne­ra­mi, więc oczy­wi­ście nadal pró­bu­ją nie wra­cać do tego mrocz­ne­go roz­dzia­łu w hi­sto­rii. Pró­bu­ją bu­dzić w lu­dziach strach i nie­na­wiść, żeby ci nie my­śle­li o nich jako o spe­ku­lan­tach. Tabu jest two­rzo­ne przez ludzi, któ­rzy nadal mają wła­dzę w po­li­ty­ce, me­diach, edu­ka­cji i po­li­cji i nadal kształ­tu­ją opi­nię spo­łe­czeń­stwa.

CB: Po­li­cyj­ne wozy prze­mie­rza­ją­ce ulice Wi­sze­gra­du wy­raź­nie przy­po­mi­na­ją nam o po­li­tycz­nym na­pię­ciu.

JZ: Tak, cały sys­tem tu­szu­je te zbrod­nie. Wi­sze­grad to bar­dzo małe mia­sto, po­ja­wia­ją­cy się tu cu­dzo­ziem­cy są brani za śle­dzych mię­dzy­na­ro­do­wych try­bu­na­łów, któ­rych  trze­ba na­tych­miast od­stra­szyć. Wielu zbrod­nia­rzy wo­jen­nych zo­sta­ło w struk­tu­rach po­li­cji i try­bu­na­łach. Czę­sto my­śli­my, że skoro wojna się skoń­czy­ła, to wszy­scy zbrod­nia­rze znik­nę­li. Praw­da jest jed­nak taka, że tylko kilku usu­nę­ło się ze sceny po­li­tycz­nej, a wielu zo­sta­ło i wie­dzie nor­mal­ne życie.

CB: Czy „For those who can tell no tales" to film o obo­wiąz­ku pa­mię­ci?

JZ: Dla mnie głów­nym im­pul­sem były dzia­ła­nia Kym, jej re­ak­cja, kiedy do­wie­dzia­ła się o zbrod­niach. Myślę, że bar­dzo czę­sto je­ste­śmy ucze­ni pa­syw­ne­go po­dej­ścia do życia, ale nawet naj­mniej­sze dzia­ła­nie moze spro­wo­ko­wać  łań­cuch re­ak­cji. To dało po­czą­tek po­czą­tek na przy­kład sztu­ce te­atral­nej Kym i mo­je­mu fil­mo­wi. Opo­wieść krąży i lu­dzie do­wia­du­ją się o te­ma­cie.

CB: Co  daje Ci krę­ce­nie fil­mów o swoim kraju?

JZ: Za­ję­łam się krę­ce­niem fil­mów z pasji, lub ob­se­sji, jaką mia­łam na punk­cie pew­nych emo­cji i te­ma­tów. Ro­bie­nie filmu nie ma dla mnie sensu jeśli po wszyst­kim je­stem taka sama, jak na po­czat­ku. Filmy mnie zmie­nia­ją, szcze­gól­nie jeśli pra­cu­ję w ze­spo­le, któ­re­go każdy czło­nek wnosi swój punkt wi­dze­nia do pro­jek­tu. Mam silną eu­ro­pej­ską ekipę, lu­dzie z róż­nych kra­jów pra­cu­ją­cy razem do­star­cza­ją mi mnó­stwo do­brej ener­gii!