kultura

Jorge Sampaio: "Europie brakuje rytmu"

Artykuł opublikowany 3 lutego 2007
Artykuł opublikowany 3 lutego 2007
68-letni były prezydent Portugalii, Jorge Sampaio, jest dzisiaj specjalnym wysłannikiem ONZ dla światowego programu walki z gruźlicą

Musiała zajść jakaś pomyłka, nikt o takim nazwisku się u nas nie zatrzymał. Chyba, że podał fałszywe nazwisko. Recepcjonistka wprawia mnie w zakłopotanie. Staję w hallu luksusowego hotelu, gdzie hałasy rue Royale giną w ciężkich tkaninach ściennych obić. Czyżby Jerge Sampaio był zwolennikiem pseudonimów? Po minucie niepewności odnajduję byłego portugalskiego prezydenta w hotelowej kawiarni. Siadam niepewnie na jednym z przesadnie wyściełanych foteli, przytłoczona splendorem tego miejsca.

Czysta europejska tradycja

Jorge Sampaio opisuje mi swoją karierę polityczną, zapoczątkowaną w Portugalii w 1960 roku. Stojąc na czele stowarzyszenia studentów prawa przeciwnych dyktaturze Salazara, w wieku 21 lat, "trochę przez zrządzenie losu", zostaje sekretarzem generalnym federacji ruchów studenckich. Kilka lat spędzonych za granicą budzi w nim zamiłowanie do polityki.

Zawsze czułem się Europejczykiem, podkreśla Sampaio. Moja matka wychowała się w Anglii, ojciec skończył medycynę najpierw Stanach Zjednoczonych w 1948, a następnie w Wielkiej Brytanii. Czerpałem z kultury francuskiej, mimo rządowej cenzury, dzięki książkom Maspero i prenumeracie dzienników takich, jak "Esprit", "Temps Modernes", "L'Express de Servan Schreiber" i "Malraux". Przychodziły one owinięte w inne czasopisma, żeby policja nie mogła ich skonfiskować.

Sampaio przyznaje, że Portugalia zaczęła się zmieniać już przed Rewolucją Goździków w 1974: emigracja lat 60. dziewczęta, które wróciwszy z Francji na wakacje wychodziły do kawiarni w dżinsach, w świecie, który do tej pory należał wyłącznie do mężczyzn. To było to, prawdziwa przemiana! Było jeszcze tak wiele innych światów do odkrycia!

Będąc adwokatem w latach 1965-1974, Sampaio broni więźniów politycznych przed sądem wojskowym. W 1974 wali się dyktatura. Europejski sen dociera do Portugalii, kraju, którego gospodarka jest znacznie osłabiona przez wojny kolonialne oraz masowe emigracje do Francji i Niemiec.

Członek Partii socjalistycznej od 1978, Jorge Sampaio zostaje posłem, później w 1989 burmistrzem Lizbony. Jako prezydent Portugalii, w latach 1996-2006, musi stawić czoło wielu kryzysom, ponieważ nigdy nie udaje mu się uzyskać bezwzględnej większości w parlamencie. Według niego, Portugalia wiele zawdzięcza Europie, ale też wiele do Europy wniosła. Portugalczyków można spotkać wszędzie, świetnie zintegrowanych, aż po Indie.

Kiedy mówię, że jestem skromnym bojownikiem Europy... - tu mój rozmówca robi krótką teatralną przerwę, po czym kończy: czuję się coraz bardziej Portugalczykiem. Jego ton staje się nagle bardziej oficjalny dla podkreślenia faktu, że żadne europejskie wydarzenie nie może istnieć niezależnie od wydarzeń narodowych, gdyż za wszelkie działania dotyczące wspólnoty, odpowiedzialność ponosi każdy kraj.

Porozumienie

Jorge Sampaio śledzi uważnym okiem prace Komisji Europejskiej kierowanej przez swojego rodaka i byłego premiera, Jose Manuela Barroso. Instytucji, której nie oszczędzały liczne kryzysy: wzrastająca nieufność Europejczyków, kolejne rozszerzenia Unii czy sprawa przyłączenia Turcji do wspólnoty. Potrzebujemy sił postępu i nowatorstwa, musimy wierzyć w przyszłość, ponieważ Europę ogarnął kryzys polityczny. Mój rozmówca nagle ożywia się, stukając z przekonaniem palcami o stół w rytm wypowiadanych przez siebie słów: jednakże, Europa jest jedyną drogą, nie pokazaliśmy tego dość jasno .

Według byłego prezydenta, który dzień przed naszą rozmową wrócił z podróży do Indii, Europie brakuje pewności siebie, podczas gdy wzbudza podziw wśród innych państw. Odrzucenie Konstytucji przez Francuzów i Holendrów często rozumiane jest jako konsekwencja przyłączenia nowych państw w 2004 roku. Może powinniśmy byli być bardziej ostrożni, ale z punktu widzenia historii nie byłoby możliwe nie przyjąć byłych członków bloku sowieckiego jednocześnie.

Sampaio uważa, że Konstytucja Europejska powinna być platformą porozumienia na przyszłość. Mała Konstytucja może być wyjściem z sytuacji. Musimy potrafić iść naprzód, nawet jeśli trzon Unii, który tworzą Francja, Niemcy i Wielka Brytania jest podzielony. Tak, jak to było ze wspólną walutą.

Europejski sos

Co do sprawy Turcji i decyzji Rady Europy aby zawiesić osiem z trzydziestu pięciu rozdziałów negocjacyjnych dotyczących akcesji Turcji, Jorge Sampaio jest "zasmucony". Przystąpienie Ankary jest obiecujące ze strategicznego, demograficznego i ekonomicznego punktu widzenia. Można myśleć, że Turcja zrobi wszystko, aby wejść do Unii, jednak dla tureckiego rządu, kwestia Cypru pozostaje sprawą narodową, powiedział.

Europa byłaby więc w fazie przemiany. Ale dla Jorge Sampaio stanąć w miejscu nie jest możliwe, trzeba iść naprzód, być wymagającym, stworzyć Europejczykom możliwość stawiania czoła nowym wyzwaniom. W kwestii bezpieczeństwa, zdrowia czy środowiska... stawki są globalne i uderzają w nacjonalizmy, ponieważ wymagają wspólnych rozwiązań. Nadszedł czas, żeby politycy zajęli się "pedagogiką i aktywnym działaniem".

Delegowany na dwa lata jako specjalny wysłannik ONZ do walki przeciw gruźlicy i bardzo aktywny w walce z AIDS, były prezydent bez chwili wytchnienia przemierza świat. Europie brakuje rytmu, powiedział dzisiaj porównując ją z Indiami, gdzie czas pracy i charakter przedsięwzięcia nie są brane pod uwagę.

Wierzę w model europejski, w nasze wartości, w nasze kultury, które wyraźnie się między sobą różnią, na szczęście z resztą. Europa jest pochwałą "różnorodności pod jedną banderą".