kultura

Liban i wojna blogerów z mediami

Artykuł opublikowany 18 sierpnia 2006
Artykuł opublikowany 18 sierpnia 2006
Lilipucie wojsko blogerów i dziennikarzy - freelancerów zaczyna pokonywać tradycyjne zachodnie media, zbyt często skłaniające się w stronę demonizacji Izraela. Oto punkt widzenia jednego z nich. Prowokacyjny.

W rzeczywistości, bardziej od destabilizacji Bliskiego Wschodu, wojna Izraela z Hezbollahem zdestabilizowała media. Z izraelskich bunkrów w Galilei, kafejek internetowych w Bejrucie i amerykańskich uczelni, ogromna liczba blogerów oblęża najważniejsze źródła informacji na świecie. Wciąż kontrolując i krytykując tradycyjne media. Te same media, które - jak w czasach Obywatela Kane Orsona Wellesa - powinny kontrolować sprawujących władzę.

"Jedynie 5% Bejrutu zostało zniszczone"

Agencja Reuters została zmuszona do wykasowania z własnych zasobów 920 fotografii zrobionych przez libańskiego fotografa freelancera, Adnana Hajja, po tym jak amerykański blog littlegreenfootballs.com udowodnił, że jedno ze zdjęć ukazujących zbombardowany Bejrut zostało "poprawione" przez autora: dodał on trochę dymu i ognia z wybuchów, by wszyscy jednoznacznie rozumieli, że "Bejrut jest zniszczony".

W przeciwieństwie jednak do zdjęcia rozpowszechnianego przez wiele tradycyjnych mediów, Bejrut nie został zniszczony. Według relacji libańskiego dziennikarza, Michaela Béhé, zamieszczonej w The New Republic, opublikowane satelitarne zdjęcia wskazują, że całkowita powierzchnia miasta zrujnowana w wyniku bombardowań nie przekracza 5%. Tak więc "wszyscy, którzy nie wspierali terroryzmu wiedzą, że nie mają czego się obawiać ze strony izraelskich bombowców."

Masakra w Kanie, pozowane zdjęcie?

Innym obiektem, który znalazł się pod ostrzałem kontrolerów mediów była Agencja France Presse. Według BBC News, AFP została zaatakowana przez grupę pro-izraelskich blogerów za pokazywanie zdjęć ofiar w Kanie sfotografowanych w odpowiedniej "pozie", wspaniale wyreżyserowanej przez Hezbollah.

AFP zaprzeczyła, ale musiała zweryfikować liczbę ofiar, która spadła z "ponad 50" do 28, wzbudzając podejrzenia co do wiarygodności źródeł informacji z których agencje korzystają.

W wojnie między Izraelem i Hezbollahem są różni aktorzy - Iran, Syria, Stany Zjednoczone, Francja - ale to nie oni ani ONZ staną się jej sędziami. Jakikolwiek będzie wynik głosowania nad rezolucją w tej sprawie, wszyscy zdają sobie sprawę, że informacje i media będą chciały narzucić własną wolę.

Z pewnością weryfikacja (i fałszowanie) informacji jest trudne, ale istnieje dziś małe lilipucie wojsko, które może zmusić media do poprawy, polityków do porzucenia propagandy, media podległe terrorystom do zniknięcia i utworzyć wolną od ideologii debatę. Trzeba jednak wspierać to wojsko popierających wolne i prawdziwe wiadomości. Wypowiedzieć wojnę kłamstwu, propagandzie, terrorystycznym mediom. To powinno stać się priorytetem. Także Unii Europejskiej.