kultura

Lorella Zanardo: „Trzeba oczyścić włoską telewizję”

Artykuł opublikowany 7 października 2009
Artykuł opublikowany 7 października 2009
Film dokumentalny „Il corpo delle donne”(„Kobiece ciała”), który można oglądać od wiosny 2009, osiągnął w ciągu kilku miesięcy ogromną popularność w Internecie, dzięki temu, że krytykuje w sposób inteligentny i bezwzględny włoską telewizję. Poniżej wywiad z jedną z autorek dokumentu, Lorellą Zanardo.

Zbiór wycinków programów z włoskiej telewizji, publicznej i prywatnej, “Il corpo delle donne” jest poświęcony wizerunkowi i roli kobiety: wyłania się z tego obraz mrożący krew w żyłach. Autorka studium, Lorella Zanardo, przedsiębiorca, a obecnie przede wszystkim doradca i wykładowca w sprawach dotyczących feminizmu, z zaangażowaniem opowiedziała nam o swoim przedsięwzięciu: kampania uwrażliwiająca na temat poszanowania różnicy płci oraz praw wyrażonych w trzecim paragrafie Konstytucji Włoch. Jak sprawić, żeby cała ta cenna praca nie poszła na marne, żeby nie okazała się jedynie przejściową modą? Kontynuując codzienne działania, które cieszą się silnym poparciem w sieci, ale również poprzez projekt edukacyjny dla telewizji, zatytułowany „Nuovi occhi” („Nowe spojrzenie”), przeznaczony dla szkół i pedagogów, do konsultacji na oficjalnej stronie internetowej.

Przypadek Włoch jest odosobniony, czy są jeszcze inne kraje europejskie, w których wizerunek i rola kobiet są zagrożone?

Wszystko zaczyna się od pojęcia różnicy płci, od równouprawnienia. W krajach Europy Północnej, na przykład w Anglii, od dawna jest to prawo konstytucyjne i już się o tym nie dyskutuje. We Francji powstały silne stowarzyszenia feministyczne, które zapobiegły ewentualnym naruszeniom kobiecej godności, podobnie w Hiszpanii, chociaż tam przemoc w stosunku do kobiet jest nadal poważnym problemem. Natomiast Włochy i Grecja zostały zdefiniowane przez Censis (Centrum Studiów i Inwestycji Społecznych) jako kraje, w których kwestia równouprawnienia jest w opozycji. Jest to sprawa godna uwagi na poziomie instytucjonalnym, ponieważ uchodzi za mało ważną i niegroźną dla istniejących organizacji politycznych. Widać to w sposobie, w jaki jest traktowana w polityce.

W trakcie przebiegu swojej kariery jako przedsiębiorca, spotkałaś kobiety, które przejęły męskie zachowania?

To się najczęściej zdarzało! Ja się nie dałam, bo zawsze miałam wrodzone poczucie dumy, przekazane mi zapewne przez moją matkę, ale pracowałam w środowisku, w którym widziałam, i mówię to z bólem, mnóstwo kobiet, które zrezygnowały z cech właściwych kobiecej naturze tylko po to, żeby móc zrobić karierę. Wybaczam im, ponieważ wówczas praca i bycie samotną w świecie mężczyzn było trudne, ale teraz jest inaczej; już czas, żebyśmy my, kobiety, miały odwagę pokazać na co nas stać, żebyśmy pokazały naszą wartość, wewnątrz różnych organizacji. Społeczeństwo tego potrzebuje, tak samo jak mężczyźni.

Jaka strategia jest najlepsza na kontynuację działań w sposób konkretny i skuteczny?

Bardzo wierzę w programy wsparcia, czyli, uczulanie obywateli na łamach blogów, stron internetowych, poprzez filmy dokumentalne, i budowanie w ten sposób solidnej płaszczyzny porozumienia na przykład w sieci, żeby potem móc pertraktować z przedsiębiorstwami telewizyjnymi lub z dużymi agencjami reklamowymi. To działa i w Ameryce to jest bardzo rozpowszechniona metoda. Nie chodzi o groźby lecz o uprzejme i zdecydowane negocjacje, które leżą w interesie wszystkich. Są tego efekty, producent wody mineralnej Rocchetta, na przykład, wycofał reklamę, w której modelka Christina Chiabotto rywalizuje z „normalną” dziewczyną o to, której jest ładniej w krótkiej sukience. Firma zorientowała się, ze szkodzi w ten sposób własnemu produktowi. I to nie jest jedyna pozytywna odpowiedź na naszą kampanię uwrażliwiająca.

Jak zwalczyć przygnębienie, które przychodzi, kiedy widzi się kandydatki na aktorki, kroczące dumnie po, kiedyś historycznych, wybiegach jak ten na Festiwalu w Wenecji?

Wszyscy jesteśmy przygnębieni, ale moim zdaniem, szczególnie młode dziewczyny mają całkowite prawo do złości. Ja byłam w Wenecji i kiedy widziałam, że jedyny aplauz wzbudzał Briatore, który pojawił się w klapkach i Gregoriaci paradująca w majtkach, pomyślałam o dawnym Lido, o Silvanie Mangano, o Luchino Viscontim… Krótko mówiąc, nie ma sensu mówić, że sytuacja jest łatwa. Cesare Lanza, autor prawie wszystkich transmisji przedstawionych w dokumencie, gość programu dziennikarza Gada Lernera, powiedział mi: „Pani traktuje to jak misję, nie zdaje sobie pani sprawy, że Włosi chcą oglądać te programy?” To, że Włosi chcą takich programów wydaje mi się prawdopodobne, ale jeszcze bardziej prawdopodobne jest, że oni chcą oglądać te programy, bo od dwudziestu pięciu lat nie pokazuje się im nic innego. Wierzę, że telewizja pełni funkcję edukacyjną. Czuję się zmuszona do zrobienia porządków we włoskiej telewizji. W latach sześćdziesiątych, kiedy uchodziliśmy za jedną z trzech najlepszych telewizji na świecie, w programie „Non e’ mai troppo tardi” (Nigdy nie jest za późno”, przyp. red), legendarny pedagog – Manzi – uczył włoskiego podzielony naród, który po wojnie mówił tylko w dialekcie. Gdybyśmy mieli chociaż jeden kanał publiczny, który przestrzega swojej funkcji edukacyjnej, wszystko by się zmieniło. Ale na to potrzeba czasu.

W świecie, w którym rządzi ekonomia, wpojono nam, że trzeba żyć szybko i mieć wszystko od razu. W rzeczywistości nigdy tak nie jest: trzeba mieć dużo cierpliwości. Kiedy idę naprzód z moimi działaniami, jestem całkowicie pewna, że wszystko się zmieni, ale wiem też, ze to nie stanie się natychmiast. Musimy zmienić nasze podejście: musimy znaleźć sens w trudach, jakie spotkamy na drodze. Wy, jako pokolenie trzydziestolatków, również moglibyście poczuć satysfakcję, uczestnicząc we wprowadzaniu zmian w kraju.