kultura

Luca Marinelli: ''Marlon Brando od lat wisi nad moim łóżkiem''

Artykuł opublikowany 1 marca 2013
Artykuł opublikowany 1 marca 2013
Dzięki roli w filmie ''Samotność liczb pierwszych” z 2010 roku, Luca Marinelli przeobraził się z anonimowej postaci kina w popularnego aktora młodego pokolenia. Podczas tegorocznego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie odbyła się ceremonia wręczenia statuetek Shooting Star, podczas której włoski aktor oznajmił, że z powodów osobistych musiał przprowadzić się do Berlina.

Dorastałeś w rodzinie z filmowymi tradycjami. Czy miało to znaczenie, przy wyborze drogi zawodowej?

Mój ojciec użyczał swojego głosu w filmach, stąd też twórczość filmowa stanowiła tło mojego dzieciństwa i młodości. Powiem może coś, co ma dla mnie szczególne, a wręcz sentymentalne znaczenie. Razem z moją babcią oglądaliśmy mnóstwo włoskich filmów – większość wolnego czasu i uwagi poświęcaliśmy właśnie klasykom. Na naszym domowym ekranie gościły filmy takie jak ''Złodzieje rowerów” Vittoria de Siki czy też ''Wielka wojna'' Mario Monicelliego.

Kto stanowił dla Ciebie źródło inspiracji?

Mogę wymienić kilku aktorów, których cenię za talent i pasję. Na pewno do tego grona należą Manfredi, Gassman i Mastroianni…

Jaki plakat wisiał wówczas nad łóżkiem nastolatka?

Szczerze mówiąc, nie miałem w pokoju żadnych plakatów. Chociaż… Jak mogłem zapomnieć o Marlonie Brando, który zresztą w dalszym ciągu zdobi ścianę mojego pokoju w domu rodzinnym! Gdy tam jestem, zdarza mi się wpatrywać w jego oczy.

Często grasz ludzi o silnym, jednoznacznym charakterze, jak chociażby w filmie ''Samotność liczb pierwszych”, gdzie Twój bohater ma wyraźne problemy o charakterze emocjonalnym. Podobnie jest w przypadku filmu ''Ostatni człowiek na Ziemi”, gdzie – przypomnijmy – wcieliłeś się w rolę transseksualisty. Czy mimo tego, jest jakaś rola, którą na pewno byś odrzucił?

Myślę, że nie ma takiej roli. Poza tym, czasami naprawdę ciężko jest stwierdzić, jaka tak naprawdę będzie postać, z którą przyjdzie nam się zmierzyć. Wstępne informacje, dotyczące postaci filmowych, po prostu nie dają pełnego obrazu filmowego oblicza.

Do roli w ekranizacji książki ''Samotność liczb pierwszych” Paolo Giordano musiałeś znacznie przytyć. Jak się z tym czułeś?

Muszę przyznać, że było to dla mnie nie lada wyzwanie. Przytyłem wtedy aż 16 kilogramów, moje ciało zmieniło się diametralnie, co było stosunkowo trudne do zaakceptowania. Miałem jednak to szczęście, że wspierali mnie wspaniali ludzie, którzy nieustannie dodawali mi otuchy i zawsze byli pomocni. Jestem ogromnie wdzięczny Albie Rohrwacher, która gra w filmie główną rolę żeńską, oraz reżyserowi, Saverio Costanzo. To dzięki nim poznałem tajniki sztuki filmowej.

Jak szybko poradziłeś sobie z pozbyciem się zbędnych kilogramów?

Trwało to mniej więcej miesiąc i obyło się bez większych problemów.

Czy według Ciebie są jakieś minusy pracy aktora?

Udzielanie wywiadów (śmiech). A tak całkiem poważnie, aktorstwo to zawód, którego po prostu należy się nauczyć, bo na początku tak naprawdę niewiele się wie. To genialne zajęcie, pod warunkiem, że cały czas się pracuje. Czasem niestety zdarzają się przerwy, krótsze bądź dłuższe, z którymi trzeba umieć sobie radzić, co nie zawsze okazuje się takie proste.

Poza kinem, można Cię też zobaczyć na deskach teatru. Powiedz, czy często przed spektaklem towarzyszy Ci trema?

Bardzo często! Mam wtedy wrażenie, że to moje ostatnie chwile przed śmiercią. Trema towarzyszy mi jednak nie tylko w teatrze, ale także podczas konferencji prasowych.

Masz jakieś sprawdzone sposoby na radzenie sobie w tego typu sytuacjach stresowych?

Jestem trochę przesądny. Więc czasami zdarza mi się myśleć: ''wczoraj zrobiłem tak i tak, więc dzisiaj postąpię dokładnie tak samo”. Ale czasami nic się nie dzieje (śmiech). Właściwie nie mam jakiegoś konkretnego sposobu na walkę z tremą.

Można o Tobie przeczytać, że oprócz aktorstwa, Twoją pasją jest śpiewanie. Robisz to tylko przed lustrem czy zdarza Ci się także występować publicznie?

Nie, nie! Śpiewam głównie dla siebie, dla własnej satysfakcji. Nie wykluczam jednak, że w przyszłości zaśpiewam również na scenie.

Jakiej muzyki słuchasz i na jakim koncercie byłeś w ostatnim czasie?

Namiętnie słucham rocka! Hmm… A ostatni koncert…

Coś mi się wydaje, że musiało to być strasznie dawno temu. Mam rację?

Tak… Ale z tego, co pamiętam, był to występ Williama Fitzsimmonsa!

Powyższy wywiad został opublikowany dzięki uprzejmości NISI MASA oraz cineuropa - partnerom cafebabel.com. Spotkanie z Lucą Marinelli odbyło się w ramach wydarzenia Shooting Stars 2013.

Fot: glówna(cc)Katarzyna Swierc dla cafebabel.com