kultura

Ludmiła Pietruszewska: ''Kiedyś żyła sobie kobieta, która próbowała zabić dziecko swojej sąsiadki''

Artykuł opublikowany 15 lutego 2013
Artykuł opublikowany 15 lutego 2013
Opowiadania tej znanej rosyjskiej pisarki zaczynają się tak samo jak kończą – zwięzłym opisem postaci, jakby żywcem wyrwanych z artykułu w prowincjonalnej gazecie albo niekończącego się koszmaru; postaci, które powiązane są prostymi, ludzkimi, przerażającymi czynami.

“Kiedyś żyła sobie kobieta, której syn powiesił się”. ''Kiedyś żył sobie ojciec, który nie mógł znaleźć swoich dzieci”. ''Kiedyś żyła sobie kobieta, która była tak gruba, że nie mieściła się w taksówce i zajmowała całą windę, gdy zjeżdżała do metra”. ''Kiedyś żyła sobie kobieta, która miała malusieńką córeczkę o imieniu Kropelka. Dziewczynka była malutkim dzieckiem, jak kropelka i nigdy nie urosła”.

Kiedyś żyła sobie kobieta, która próbowała zabić dziecko swojej sąsiadki” po raz pierwszy została wydana w Stanach Zjednoczonych w 2009 r. Ludmiła Pietruszewska zaczyna swoje opowiadania zdaniami ponurymi i trzymającymi w napięciu, po czym roztacza przed nami wachlarz współczesnych przypowieści, które balansują pomiędzy posępnym realizmem a promiennym, wprawiającym w zakłopotanie surrealizmem. Tak, jak w ''Dublińczykach'' (1914) Jamesa Joyce’a, przemierzamy ulice wsłuchując się w słowa różnych narratorów zapadających się w akoholową nicość. W Moskwie i na wsi życie kończy się za sprawą bezsensownych morderstw. Inteligentne koty przeżuwają ludzkie ciała, a małe dusze zagarnia zachłanna matczyna miłość.

''Emanujący z jej twórczości niepokój nie odpowiadał wizji utopijnego socjalizmu''

Pietruszewska dzieli swój zbiór 19 opowiadań na cztery części: ''Pieśni Wschodnich Słowian'', ''Alegorie'', ''Baśnie'' i ''Requiem''. Każde opowiadanie jest krótkie, konkretne, dokładnie przemyślane, a jednocześnie wypełnione horrorami (przykładowo, dwie baletnice złączone w jednym ciele). ''Nina zaprosiła mnie do siebie, ujrzałam tam dziwne rzeczy” – to część jednego z opowiadań. Tak prostymi zdaniami, autorka rozkłada dziwactwa na czynniki pierwsze, pozwalając czytelnikowi zadecydować co jest prawdą,  a co zniekształceniem rzeczywistości. W opowiadaniu ''Ktoś jest w domu” przerażający jest fakt, że intruz ''nie jest ostrożny. Nawet nie próbuje się ukrywać”.

Gryzący niepokój

Pietruszewska urodziła się w Moskwie w 1938 r. Jej opowiadania są publikowane od dziesięcioleci, ale dopiero niedawno doczekały się międzynarodowej sławy. W czasach komunizmu oficjalnie znichęcano do lektury jej książek, mimo że opowiadania te są tylko nieznacznie ''polityczne''. Emanujący z jej twórczości niepokój nie odpowiadał wizji utopijnego socjalizmu. Opowiadania Pietruszewskiej dają fascynujący wgląd w rosyjską codzienność, gdzie mity rosną i okalają blokowiska jak winorośl.

Amerykańscy tłumacze Pietruszewskiej – Keith Gessen i Anna Summers – odnotwują we wstępie do zbioru opowiadań: ''Tak, jak Sołżenicyn przedstawił światu wnętrze ogromnego gułagu, tak Pietruszewska jako pierwsza opisała zagracone wnętrze sowieckiego mieszkania podczas dziewiczej nocy poślubnej, gdzie grozi nie tylko impotencja, ale także pijana teściowa”. Wydawać by się mogło, że zbiór ''Kiedyś żyła sobie kobieta...'' jest ponury i opisuje obojętny świat, zapełniony katami i głupcami, postaciami pełnymi bezsensownego okrucieństwa - podobnymi do tych z dzieł Edwarda Gorey’ego. Tymczasem pisarka zostawia miejsce na marzenia, a rzadkie momenty nadziei przebijają z jej tekstów ze zdwojoną siłą.

Zdjęcia: okładka książki dzięki uprzejmości (cc) Penguin; w tekście: Ludmiła Pietruszewska w księgarni McNally Jackson w Nowym Jorku, 2009 r. (cc) David Shankbone/ wikimedia/ oficjalna strona Davida Shankbone'a.