kultura

Małe pieniądze, wielkie rzeczy: młoda sztuka w Kosowie

Artykuł opublikowany 25 maja 2011
Artykuł opublikowany 25 maja 2011
Jeden film rocznie – jedynie tyle może sfinansować kosowskie centrum kinematografii. Możliwości organizacji wystaw jest jeszcze mniej... A jednak w Kosowie powstają nowe projekty artystyczne... byleby blisko ludzi i z dala od polityki.

Młodzi Kosowianie nie mówią po serbsku, który bardzo przypomina mój ojczysty język – czarnogórski. Z Rronem Ismajlim rozmawiam więc po angielsku, popijając macchiato w spokojnym barze Living Room. Niedaleko stoi nowo skonstruowany zabytek, symbol niepodległego Kosowa. Nasza rozmowa toczy się z dala od ulicznego tłumu świętującego trzecie urodziny najmłodszego kraju na Bałkanach.

Festiwalomania

Dwudziestojednolatek jest studentem szkoły filmowej Marubi w Tiranie; MFMS, założona w 1999 r. była pierwszą prywatną albańską akademią filmową. Rron, piszący scenariusz nowego krótkometrażowego dokumentu o powstawaniu książek, jest zadowolony ze wsparcia, jakie młodzi kosowscy artyści otrzymują od różnych organizacji. „Ludzie chętnie wspierają i inwestują w młode talent” – wyjaśnia. Sam finansuje swoją działalność, pracując jako operator zdjęć na zasadzie freelance przy produkcji reklam i wideoklipów. „Możesz znaleźć pracę, jeśli chcesz i jeśli jej poszukasz” – podkreśla. Ze swoimi kolegami z Albanii Rron planuje wziąć udział w 9. DokuFest odbywającym się w Prisztinie w dniach 23-31 lipca. „To jeden z najlepszych europejskich festiwali filmowych. Jedynym sposobem, by pracować w tym zawodzie, jest nawiązywanie znajomości na festiwalach i uniwersytetach” – dodaje. 

Największy kosowski festiwal filmowy oferuje również wystawy zdjęć, koncerty i kamping dla gości

O wadze DokuFest mówi też jego współorganizator, Veton Nurkollari. „DokuFest odgrywa ważną rolę w propagowaniu wiedzy na temat filmu dokumentalnego, ale także w zwracaniu uwagi na wiele ważnych kwestii powszechnie kojarzonych z dokumentem: praw człowieka i ekologii”. Zmiany społeczne prowokowane przez sztukę, nie politykę – to jest ważne dla tych Kosowian. „Artyści trzymają się z dala od polityki” – wyjaśnia Charlotte Bohl, 26-letnia francuska współkoordynatorka innego festiwalu, Rolling Film, który w tym roku organizowany jest po raz drugi. „Tu polityka ma złą famę, kojarzy się z konfliktem, wojną. Nie dostrzega się w niej narzędzia zmiany rzeczywistości”. Rolling Film Festival jest jednym z projektów Balkan Sunflower Organisation, organizacji non-profit założonej w 1999 r. i ukierunkowanej na pomoc uchodźcom i mniejszościom w Kosowie.

W swoim biurze w centrum Prisztiny zespół pracujący przy Rolling Film przegląda wideo promocyjne wydarzenia. W dniach 2-5 marca 2011 festiwal zaprezentował ponad 30 filmów zrobionych przez i o Romach z całego świata. Po czterech dniach wyświetlania filmów w Prisztinie następuje ośmiodniowa (21-30 marca) podróż przez Kosowo, odwiedzanie szkół, projekcje i dyskusje z uczniami i studentami. „Ten festiwal kosztuje ok. 28 000 euro. We Francji czy Hiszpanii takie przedsięwzięcie byłoby 5 czy 6 razy droższe ze względu na wyższe wynagrodzenia” –wyjaśniają. Ich fundusze pochodzą m.in. z Kosowskiej Fundacji dla Otwartego Społeczeństwa, szwajcarskiej i francuskiej ambasady.

Sztuka zaangażowana

„Wszystko zaczęło się, gdy zdałem sobie sprawę, że nie byłem w stanie zrobić wystarczająco wielu filmów, by zaprezentować romską kulturę i sposób życia” – mówi Sami Mustafa, dyrektor artystyczny Rolling Film, niezależny reżyser i Kosowianin romskiego pochodzenia. Wraz z dwójką członków jego pięcioosobowego zespołu jedziemy do małej serbskiej wioski Lepina, by spotkać się z Fariją Mehmeti, romską malarką. Obrazy na ścianach podupadłego domu, w tym portrety kobiet w różnym wieku, ukazują wspaniały talent tej dziewczyny oraz jej brata Bajrama, oboje inspirowanych codziennym życiem w wiosce. Ostatnią wystawę mieli ci trzydziestoparolatkowie w 2004 r. Z Lepiny jedziemy do Północnej Mitrovicy, by zobaczyć zajęcia z teatru lalek i stepu. Przez weekend serbskie i romskie dzieci bawią się wspólnie, przygotowując się do przedstawienia, które pokażą za trzy tygodnie. 

Z powrotem w Prisztinie spotkałam się ze znanym artystą wizualnym Albanem Muja. Jego ostatnie dzieło było dokumentem z 2009 r. zatytułowanym Niebieska ściana, czerwone drzwi (Blue wall, red doors), opowiadającym o geograficznym chaosie na ulicach stolicy. Wielu mieszkańców, w tym kierowcy taksówek i listonosze, nie zna tutejszych dokładnych adresów. „Powstało wiele nowych budynków i ludzie stracili już orientację w nazwach ulic. Zmieniano je nieustannie od 1989 r.: od czasów Jugosławii po Miloševicia, potem w czasie wojny i tymczasowego rządu kierowanego przez ONZ, aż po dzisiaj, niepodległe Kosowo”. 20 lat historii tej części Bałkanów odzwierciedla zmiany, zamieszanie i brak tolerancji w całym regionie.

Alban, absolwent akademii sztuk pięknych, był malarzem, fotografem i filmowcem. Medium artystyczne widzi jako środek ekspresji opinii i idei. „Gdybym mógł założyć akademię sztuk pięknych, uczyłbym studentów różnych form sztuki i dał im szansę przekonania się, w której czują się lepiej, aby tę właśnie zgłębiali”. Pomimo zmiennej natury jego pracy, Alban pozostał wierny zgłębianiu nazw, miejsc i globalnemu myśleniu. „Jeśli pracujesz z lokalnymi konceptami, prawdopodobnie jedynie miejscowi cię zrozumieją. Artysta tworzący jedynie na lokalnym poziomie jest skazany na porażkę”. Za słowami stoją czyny: Alban właśnie wrócił z Nowego Jorku i przygotowuje się do wyjazdu na festiwal filmowy w Berlinie, na który wraz ze szwedzkim artysta przygotował projekt zachęcający do świeżego myślenia. Te nowe idee, propagowane również przez Rrona, ludzi od DokuFest czy też promujących kulturę Romów w ramach Rolling Film, powstają w Kosowie z minionych doświadczeń. Oto obraz kraju: wiele rzeczy musi zostać zmienionych, ale wciąż jeszcze więcej jest osób chętnych je zmienić, bez względu na język, jakim mówią lub rodzaj sztuki, jaką uprawiają.

Artykuł powstał w ramach nowego projektu cafebabel.com na lata 2010-2011 poświęconego Bałkanom: Orient Express Reporter.

Fot. główne © Rolling Film festival; DokuFest 2010 © Jetmir Idrizi/ DokuFest na facebooku; portret © Alban Muja