kultura

Maisie Williams to nie tylko Arya Stark

Artykuł opublikowany 30 kwietnia 2015
Artykuł opublikowany 30 kwietnia 2015

[WYWIAD] Maisie Williams, czyli Arya Stark z „Gry o tron” zawładnęła ostatnio prasą i interentem. W tym tygodniu, chwilę po 18 urodzinach Maisie i premierze nowego sezonu kultowego serialu, do angielskich kin wchodzi film „The Falling”, w którym młoda aktorka debiutuje na dużym ekranie.

W oczekiwaniu na ten ważny dla Maisie Williams moment zachowaliśmy jeszcze ciepły wywiad, przeprowadzony z nią podczas Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Berlinale (w trakcie którego można by było stworzyć kilka nowych gier słownych ze zdaniem „Winter is coming”). Już w tamtym czasie Maisie nie pozostawała niezauważona na ulicach Berlina i bezsprzecznie była gwiazdą programu „European Shooting Stars”, który na ostatnim festiwalu Berlinale, w lutym bieżącego roku, wytypował przyszłe talenty europejskiego kina. Maisie udało się nawet spotkać z Sibel Kekilli, swoją niemiecką koleżanką, która w „Grze o Tron" wciela się w postać Shae. Entuzjazm, jaki wywołała premiera piątego sezonu „Gry o tron” potwierdził, że obecnie jest to najpopularniejszy serial. Publiczność uwielbia jego mroczny, pełen przemocy, seksu i zdrad charakter i nieustające intrygi oraz walkę o władzę pomiędzy największymi rodami. W centrum tej naznaczonej okrucieństwem i rywalizacją akcji znajduje się Arya, młodsza córka Starków. Jak do tej pory udało jej się przetrwać. Sama Maisie spogląda w przyszłość z perspektywy swoich 18 lat i myśli o przyszłych przygodach. Na ekrany kin wychodzi właśnie jej filmowy debiut „The Falling”, osadzony w Anglii lat 60. Williams gra w nim młodą uczennicę, której najlepsza przyjaciółka zachodzi w ciążę.

Trailer filmu „The Falling”

cafébabel: Co zbliża Panią do Aryi, bohaterki „Gry o tron”?

Maisie Williams: Arya jest osobą, która zawsze mówi to, co myśli. Czasem chciałabym móc tak się zachowywać. To ważne, żeby wyrażać swoją opinię, a nie pomijać ją milczeniem w obawia o to, że możemy kogoś urazić.

cafébabel: Historia „Gry o tron” jest bardzo brutalna, zwłaszcza w przypadku Pani bohaterki. Czy czytała pani książki zanim rozpoczęła Pani pracę na planie?

Maisie Williams: Nie, kiedy przeszłam casting, miałam 12 lat i tak naprawdę nie znałam projektu, w który miałam się zaangażować. Książki te naprawdę nie były odpowiednie dla osoby w moim wieku.

cafébabel: Kolejna ciężka próba, jakiej Pani doświadcza w serialu, to utrata wielu bliskich osób.

Maisie Williams: Tak, to wielka szkoda, ponieważ są to również aktorzy, z którymi dobrze się dogaduję. Uśmiercono ich w serialu i z tego powodu nie mam szansy więcej z nimi pracować. Oczywiście pozostajemy w kontakcie, ale to już nie to samo, co wspólna praca na planie. Kiedy z każdym następnym sezonem dostaję scenariusz, zastanawiam się kto będzie następny na liście i czy ostatecznie to nie ja zostanę zabita.

cafébabel: Poza „Grą ..." miała Pani rolę w filmie „Cyberbully”, który słusznie porusza problem bezpieczeństwa w Internecie.

Maisie Williams: Korzystanie z Internetu jest niezwykle popularne i szybko nasuwa się pytanie dotyczące bezpieczeństwa. Chciałam również pokazać, że to, co znajdujemy w Internecie istnieje naprawdę i może ranić ludzi.

cafébabel: Jest Pani niezwykle popularna w sieci: na portalu Twitter ma pani 800 000 obserwatorów i taka sama liczba osób śledzi Panią na Instagramie czy Facebooku. Co Pani czerpie z tego kontaktu z publicznością?

Maisie Williams: Myślę, że to ważne, by pokazać, że jestem Maisie, a nie tylko Aryą, którą widzimy w telewizji. Lubię pokazywać to, kim jestem, co lubię robić. To prawda, że czasem jestem trochę przytłoczona tym wszystkim, co jest napisane w Internecie. Ale sama dokonałam tego wyboru i akceptuję to. Ta chęć pokazania, kim jestem naprawdę wyjaśnia również fakt, że poszukuję nowych bohaterów scenariuszy filmowych, aby móc pokazać swoje różne oblicza.

Maisie ma 18 lat i namawia swych rówieśników, aby zrobili to samo, co ona  podczas  wyborów: głosowali.

Nota od autora: niektóre cytaty z tego wywiadu zostały opublikowane w lutym 2015 w dzienniku Ouest-France.