kultura

Michał Zygmunt: Artystów kręci ferment

Artykuł opublikowany 11 stycznia 2008
Artykuł opublikowany 11 stycznia 2008
30-letni pisarz, autor książki "New Romantic", dziennikarz i redaktor działu literackiego gejowskiego magazynu opowiada o fascynacji polityką, lewicowości i religii.

Michał Zygmunt do niedawna mieszkał we Wrocławiu, jednak pewnego dnia "poczuł że się dusi": gdy rozpadł się długoletni związek i posypały w związku z tym przyjaźnie, odezwał się w nim gen tułacza, który jak twierdzi odziedziczył po żydowskiej rodzinie dziadka. Wyjechał zatem do Warszawy, gdzie wydał swoją pierwszą książkę i gdzie najwyraźniej mieszka mu się dobrze.

Spotykamy się w restauracji na warszawskim Mokotowie, dzielnicy inteligenckiej, gdzie Zygmunt mieszka i którą lubi, bo jak przyznaje, najbardziej przypomina mi rodzinny Wrocław. Nie wygląda na rewolucjonistę (a jak wygląda rewolucjonista?), jest ironiczny, inteligentny i rzeczowy.

Zwierze polityczne

Polityką interesował się "od zawsze": pierwszy w życiu wywiad przeprowadził w wieku dziewięciu lat z rzecznikiem komunistycznego rządu Polski, Jerzym Urbanem. Jako nastolatek przeszedł przez różne polityczne organizacje młodzieżowe, zaczynając od skrajnie prawicowej Młodzieży Wszechpolskiej. "Zacząłem mocno prawicowo, wyjechałem nawet na ich obóz, gdzie dochodziło do dziwnych zdarzeń, także proweniencji homoerotycznej. Zniechęciło mnie jednak to, że dla nich polityka była siedzeniem na kanapie i rozmawianiem". Dziś odnajduje się w środowisku lewicy, choć silny instynkt outsidera powoduje, że zawsze chce być inny. Polska lewica, walcząca z niechlubną przeszłością komunizmu ma według niego większe szanse na uchronienie się od zasiedzenia, a prawdziwy problem współczesnej polityki leży według Zygmunta gdzie indziej: "Dzisiaj socjaldemokracja upodobnia się do prawicy a prawica do lewicy". Wyraz owym obawom daje w swojej książce: "Jest to książka o postpolityce, gdzie podziały zanikają, czego konsekwencje mogą być szalenie groźne - nie bez powodu nawiązuję do Frakcji Czerwonej Armi, która doszła do głosu, kiedy na niemieckiej scenie politycznej zanikły podziały... Niestety, historia lubi się powtarzać".

Nie szczędzi też krytyki lewicowym rządom Europy Zachodniej, uwikłanym w wielkie biznesy: "Europa po części boryka się z podobnymi problemami. Bezideowość prowadzi do nacjonalizmu. Za mały nacisk kładzie się na to, że zysk nie powinien być podstawą działań a najważniejsza powinna być godność człowieka. System awansów opiera się na kolesiostwie i ma wiele wynaturzeń. Przecież to nie jest tak, że Tesco musi płacić mało, bo jest biedną firmą, stać je na dobre płace!"

Choć jest zdeklarowanym lewicowcem, nie ma złudzeń co do charakteru strajków w Europie Zachodniej: "Oczywiście, że większość strajków wynika z ludzkiej chciwości lub przyzwyczajenia do wygody. Przywileje powinny być przyznawane konkretnym osobom a nie całym grupom zawodowym".

Wrażliwość społeczna i rozczarowanie polityką doprowadziły go w 2002 roku do podjęcia decyzji o kandydowaniu w wyborach na prezydenta Wrocławia. Kampania komitetu "Gwiazdy we włosach" była happeningiem obnażającym absurdy i nepotyzm życia politycznego. "Żeby dostać się na listę, trzeba było ułożyć wierszyk na moją cześć. Chcialiśmy pokazać w krzywym zwierciadle relacje jakie panują między liderem a członkami partii politycznych. Poza tym chciałem mieć możliwość spierania się w debatach z innymi kandydatami".

"New Romantic"

Ostatnio Zygmunt rozprawił się z polską sceną polityczną w swojej książce. W "New Romantic" uśmierca wymienionych z imienia i nazwiska czołowych polskich polityków, sięga także głębiej i ośmiesza polskie wady i kompleksy. Naśmiewa się z konsumpcjonizmu, noeromantyków, dewotów, ciemniaków i inteligentów: "Miałem ogólny pomysł: rozliczenie z polskimi mitami, które leżą u podstaw modelu zmian społecznych, gdzie liczy sie oddanie ofiary z krwi".

Jednocześnie przyznaje, że nie wyobraża sobie życia i pisania nigdzie indziej. "Mogę przecież wyjechać a tego nie robię - wiec chyba świadczy to o tym, że chcę żyć w Polsce. Mieszkałem przez rok w Holandii i Wielkiej Brytanii, ale Polska jest fajniejsza. Poza tym to, co mnie wkurza, motywuje mnie do działania", podsumowuje z uśmiechem i dodaje: "W Holandii stopień emocji jest dobijający. Wszystko jest tak niemożliwie spokojne, że idzie oszaleć. To jest może dobre dla kogoś kto chce odkładać do skarbonki i mieć czyste ulice, ale większość artystów raczej kręci ferment".

Duży wpływ na kształt jego twórczość miało także rozczarowanie religią: "Chodziłem kiedyś do kościoła, ale brakowało mi emocji religijnych, zrozumiałem że to nie dla mnie". Dziś uważa, że "religia to środek propagandy politycznej najgorszego rodzaju, a to dlatego, że wystepują w nim dogmaty i kara, a z tymi nie da się dyskutować. To forma manipulacji - czy to islam na wschodzie, czy katolicyzm u nas, a system opierający się na strachu jest zły".

Dziś Europride, jutro komercjalizacja ruchu

Michał Zygmunt jest także redaktorem działu literackiego magazynu gejowskiego "Dik Fagazine" i również tutaj pozostaje outsiderem i nie chce się wpisywać w mainstream ruchu gejowskiego: "Nas interesuje kultura, nie chcemy być kojarzeni z aktywistami. Dik jest w sprzedaży w wielu krajach świata, nawet w Stanach i Japonii, zajmujemy się organizacją imprez, pokazami prac artystow związanych z nami. Ogólnie ujmując zajmujemy się tym, czym nikt się nie zajmuje - był na przykład numer rumuński, numer ukraiński".

Ze spokojem patrzy na przyszłość ruchu gejowskiego, być może dlatego, że sam obracał się wśród inteligentów i nigdy nie spotkał się z wyrazami agresji. "Tu działa efekt przyzwyczajenia - dziś mamy zapewnioną Europride, która przyciągnie około miliona osób. Myślę, że od 2010 roku będziemy mówić już o skomercjalizowaniu ruchu w Polsce".

Równie trzeźwo mówi o sobie i swojej pracy: "Dziennikarstwo jest fajne i daje zarabiać. Pisanie służy zaspokajaniu potrzeb, które można nazwać metafizycznymi. Mam dużo pomysłów na nowe książki, ale zdaję sobie sprawę, że jest kabotyństwem nazywanie się pisarzem, jak się wydało jedną książkę". Przyznaje się też do wyjątkowego krytycyzmu wobec własnej pracy: "Mam tak serdecznie dosyć tej książki... skończyłem ją i uznałem, że to co napisałem jest słabe. Chciałem ją nawet wycofać z druku ale było już za późno" - i bardzo dobrze, "New Romantic" spotkała się bowiem z bardzo pozytywnymi reakcjami zarówno krytyków jak i czytelników.

Wszystkie zdjęcia pochądzą ze strony internetowej autora - www.michalzygmunt.pl