kultura

Mónika Miczura, niepokorna Cyganka

Artykuł opublikowany 26 września 2006
Artykuł opublikowany 26 września 2006
Obdarzona jednym z najpiękniejszych głosów wśród dzisiejszych wykonawców pochodzenia cygańskiego, 37-letnia Monika Miczura walczy o prawo do własnej muzyki, łączącej nowoczesność z instynktem. Dziś bezlitośnie rozprawia się ze stereotypami dotyczącymi cygańskiego folkloru.

Paryż, Święto Muzyki 2006. Kilku pracowników krząta się przy budowie prowiozycznej sceny na dziedzińcu przed kościołem Św. Sulpicjusza. Na niebie gromadzą się ciemne chumury, gnane przez zimny wiatr. Kilka ulic dalej, drobna kobieta, skulona w zakamarku Instytutu Węgierskiego, pali papierosa za papierosem. Za godzinę Monika Miczura pojawi się na scenie. Tutaj, wbrew oczekiwaniom, zgrabna postać spokojnie je kanapkę z serem. Gdy wchodzę do jej niby-loży, natychmiast wstaje, zbliża się, patrząc mi zdecydowanie w oczy. Choć moja rozmówczyni z pewnością nie włada angielskim, jej spojrzenie zdradza elokwencję. Włosy czarne jak heban, dźwięczny śmiech i brzęczące bransoletki... Nie da się ukryć, Cyganka jak z obrazka.

Tymczasem "Mitsou" (pseudonim sceniczny) etykietek unika jak ognia. Nigdy nie zarzekałam się, ze będę piosenkarką folkową - oświadcza. Śpiewam to, kim jestem i nikt nie będzie mi mówić, jak mam to robić. Sprawa jest jasna. Słuchając jej, dostrzegam, że tembr głosu oscyluje między dziecinną intonacją a chrapliwym nieprzerwanym potokiem egzotycznych słów.

Historia pewnej kariery

Zanim wkroczyła w świat piosenki, Monika wychowywała się w węgierskiej wiosce, w rodzinie, gdzie muzyka i taniec były nieodłącznym elementem codziennego życia . Przyzwyczajona do występów w tradycyjnych lokalnych przedstawieniach, zaczęła brać regularne lekcje aktorstwa. Gdy miała 16 lat, jej rodzice przenieśli się do Budapesztu, a Miczura musiała pożegnać się ze stołecznym liceum teatralnym. Miałam bardzo złe oceny, szczególnie z francuskiego - przyznaje i filuternie mruży oko.

Jakiś czas potem, podczas letnich warsztatów dla młodzieży romskiego pochodzenia, zauważył ją Jenő Zsigól, producent "Ando Drom" (na drodze), węgierskiego zespołu, ogromnie popularnego w latach 80. W tamtych czasach muzyka cygańska była w pełnym rozkwicie i przeżywała swój renesans - przypomina Miczura. To właśnie takie grupy jak "Kaly Jag" (czarny ogień) czy "Ando drom" wypromowały romską muzykę wśród szerokiej publiczności. I tak oto repertuar cygański stal się odrębnym gatunkiem muzycznym.

Dwa tygodnie po spotkaniu z Zsigolem, Mitosu została wokalistką Andro Drom. To wszystko wydarzyło się tak szybko, a oni stali się dla mnie prawie rodziną. Przygoda z zespołem trwała 8 lat. Potem nastąpił rozpad.

Miczura z rezerwą mówi o różnicy charakterów oraz poglądów na kwestie artystyczne między nią a członkami zespołu. Postanowiła zatem rzucić wszystko. Nie śpiewałam przez 3 lata, było mi bardzo ciężko. Czekałam na moment, aż będę gotowa robić własną muzykę. Przyjmowałam tylko te propozycje, w których czułam się dobrze, jak filmy Tony'ego Gatifa. Po roli Nory Luki, piosenkarki o niepokojącym głosie, której rozpaczliwie poszukuje Romain Duris w "Gadjo Dilo" (1998), wzięła udział w produkcji muzyki do filmu "Swing"(2004).

Eklektyzm jest trendy

W 2003 założyła zespół "Mitsoura", w którym priorytetem jest nieograniczona wolność twórcza. W oparciu o głos, przepełniony echem tradycji Rajasthanu, wkroczyła w świat najbardziej wyrafinowanych technik audio, wzbogacając występy o wizualne efekty hipnotyczne. Utwory, które gramy, pochodzą z różnych tradycji cygańskich. Melodie wakacyjne czy te towarzyszące pogrzebom były śpiewane przez moją matkę i starszyznę tak pięknie, że prawdopodobnie nigdy nie uda mi się im dorównać.

Przez swoją muzykę, w której pobrzmiewają akcenty elektroniczne, nuty rockowe, jazzowe czy nawet klasyczne, Monika sławi wszem i wobec zalety łączenia stylów, inspiracji indyjskich oraz bałkańskich.

Tak oryginalna muzyka cieszy się dużą popularnością. Czyżby posłuchała tym razem speców od marketingu? Nie sądzę, że odeszłam od jakichkolwiek zasad - ripostuje z miejsca, nie spuszczając ze mnie swych czarnych oczu. Ludzie mają bardzo ograniczone i błędne pojęcie o tym, co kryje się pod hasłem "muzyka cygańska". Muzyka to przecież pomieszanie różnych wpływów, a każdy instrument wnosi do niej własny niepowtarzalny klimat.

Miczura doskonale zdaje sobie sprawę, że są tacy, którzy mogą się poczuć rozczarowani agresywnością tak eklektycznej muzyki, ale zamierza kontynuować muzyczne eksperymenty według swojego pomysłu. Instynkt przed wszystkim.

Artystka niezaangażowana

Śpiewam głównie dlatego, że sprawia mi to przyjemność. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym żyć inaczej. Nie mam ani sił ani też ambicji by stać się bojowniczką o sprawę cygańską - tłumaczy z namysłem, trzymając przy ustach kieliszek czerwonego wina. Sądzę, że muzyka, którą tworzę, nie ma żadnych granic, i mam nadzieję, ze zostanie doceniona na świecie. Jestem artystką XXI wieku, wychowaną w romskiej rodzinie, ale jednocześnie pozostaję otwarta na świat i mam nowoczesne spojrzenie na muzykę - kontynuuje. Zapalczywość, z jaką wypowiada te słowa, dowodzi, z jakim trudem przyszło jej wybić się w zamkniętym i patriarchalnym środowisku Romów.

Choć jej popularność wciąż rośnie, Miczura nie chce uchodzić za rzeczniczkę społeczności cygańskiej. Węgry wraz z 600 tysiącami Romów zajmują 4. miejsce (po Rumunii, Bułgarii i Hiszpanii) na liście krajów, w których żyje ogółem 12 milionów ludności pochodzenia cygańskiego. Mimo pozornego dystansu i nacisku, jaki kładzie na niezależny charakter swej pracy artystycznej, moja rozmówczyni sama przyznaje , że proces integracji Romów z Europą będzie trwał znacznie dłużej niż nam się wydaje. Za mało pieniędzy idzie na Węgrzech na promocję kultury cygańskiej - twierdzi. Ten kraj jest tak mały, że często u władzy są ludzie z jednej rodziny. Ci sami zatwierdzają wciąż te same decyzje w tym samym czasie. A ona, Mitsou, ani stąd, ani stamtąd, chce rozwijać się i na zawsze pozostać sobą.