kultura

Netlabele: Z dala od mainstreamu przemysłu muzycznego

Artykuł opublikowany 3 listopada 2006
Artykuł opublikowany 3 listopada 2006
Szybkie, proste i tanie: netlabele cieszą się rosnącą popularnością.

Candid Arts Center położone w londyńskiej dzielnicy Islington stało się w połowie października miejscem niezwykłych targów muzycznych. Kodal, znany jako Tea*More, Cotumo i Megaheadphoneboy z netlabela Pentagonik to muzycy, którzy pojawili się na odbywającej się tam imprezie pod nazwą Netaudio '06. Znani są jednak tylko grupce wtajemniczonych, a to dlatego, że swojej muzyki nie wydają w dużych wytwórniach płytowych, lecz rozpowszechniają ją za pomocą netlabeli.

Miejski trend

Netlabel to strona internetowa, z której słuchacze muzyki mogą legalnie ściągać wcześniej niepublikowane utwory. W większości przypadków dostępna muzyka to ambitny pop. Powstało już ponad 600 netlabeli, które w cyklu tygodniowym lub miesięcznym udostępniają nowe składanki lub pojedyncze utwory. Netlabele stanowią swego rodzaju forum dla twórców muzyki, którzy swoje dzieła chcą udostępniać w internecie bez przymusu spełniania kryteriów narzuconych przez wielki przemysł i bez opłat dla ZAIKS-u.

Netlabele umożliwiają dotarcie do słuchacza z najnowszą muzyką w szybki i prosty sposób, wymagający minimalnych nakładów finansowych - tłumaczy Donovan Ludwig, współtwórca berlińskiego netlabela Pentagonik. Poza Berlinem i Londynem działalność Netlabeli widoczna jest również m.in. w Kolonii i Barcelonie. To miejski trend, który pojawił się w cyfrowym wieku, i który wirtualnie oraz geograficznie zatacza coraz szersze kręgi.

Początkowa euforia

Trend ten rośnie w siłę razem z rozwojem muzyki cyfrowej. Wytwórnia Warner Music odnotowała w muzyce cyfrowej w ubiegłym roku 36-procentowy wzrost. iPod, przenośny odtwarzacz muzyczny Apple, znalazł już 42 miliony nabywców, z czego 76% w zeszłym roku.

Liczby te są wyraźnymi oznakami przemiany dzisiejszego rynku muzycznego - twarde nośniki utworów muzycznych są wypierane przez cyfrowe biblioteki dźwięków. Słuchacze częściej kupują muzykę w internetowych sklepach wypełniając po brzegi swoje dyski twarde nowymi mp3-kami.

Nie jest więc niczym niezwykłym to, że w internecie można też znaleźć już wydawnictwa muzyczne. Impreza Netaudio’06 w Islington świadczy o euforii, jaka zapanowała wśród tych wydawnictw. Ludzie z nowej branży spędzili całe dnie przy białych stolikach w Candid Arts Center wyjaśniając przyszłość netlabeli.

Goście targów chodzili od stolika do stolika i słuchali, co ci wszyscy działający w netlabelach razem z ekspertami od licencji creative commons i twórcami podcastów mieli im do powiedzenia. Kto chciał posłuchać muzyki, mógł na pierwszym piętrze posłuchać instalacji dźwiękowych lub zejść do piwnicy, by tam zapoznać się z utworami artystów publikujących w netlabelach.

Obecnie wszystkim działającym w netlabelach przyświeca wspólny cel. Pomimo wielkiego wyboru netlabeli w Europie między wirtualnymi wydawcami nie ma konkurencji - twierdzi Donovan Ludwig. Uzasadnia swoje zdanie tak: Idea wydawnictw internetowych nie wykracza poza ramy działalności non-profit.

Ogólnoeuropejska sieć

Dlatego też Ludwig razem ze swoim przyjacielem Timorem Kodalem, który działa w wydawnictwie Pulsar, już jakiś czas temu założył Netlag. Podczas cyklu imprez Netaudio w Berlinie mają być rozreklamowane niezależne produkcje. Dla Ludwiga i Kadala te nocne imprezy służą, tak jak strony internetowe, jako forum dla artystów z Netaudio. Udział ich dwóch ogranicza się tylko do zapewnienia wystarczającej ilości piwa, nastroju i imprezowiczów.

Założyciele chcą, by to forum zjednoczyło europejskie wydawnictwa internetowe. Zapraszają muzyków z zagranicy, którzy mogą swoje utwory zaprezentować na żywo berlińskiej publiczności. I tak na lipcowej imprezie organizowanej przez Netlag w ramach Berlińskiego Festiwalu Muzyki Fete de la Musique obok niemieckich artystów swój kunszt prezentowali goście z Londynu.

Cała ta początkowa euforia jest jednak trochę na wyrost. Netlabele nie mogą poważnie zagrozić wielkim wytwórniom takim jak Warner czy EMI. Są wprawdzie przypadki wybicia się artystów tylko dzięki netlabelom, wtedy jednak szybko wkracza duża wytwórnia i podpisuje z takim artystą kontrakt. Markus Koller, twórca podcastu starfrosch.ch i organizator pierwszego festiwalu Netaudio w Berlinie, jest realistą: Netlabele zostaną raczej kulturą niszową. Tu nie ma pieniędzy do zgarnięcia.