kultura

"Nie chcemy zatrzymywać rozwoju technologii cyfrowej"

Artykuł opublikowany 4 października 2006
na stronie głównej
Artykuł opublikowany 4 października 2006
Wydawca Georg Siebeck wyjaśnia dlaczego nowe niemieckie prawo autorskie zagraża egzystencji wydawnictw naukowych.

Rząd federalny chce zmienić niemieckie prawo autorskie odpowiednio do wymogów wieku cyfrowego wbrew licznym protestom wydawnictw. Już przed trzema laty wprowadzono nowy paragraf 52a, który wybranym grupom osób - chodzi tu przede wszystkim o szkoły i szkoły wyższe - umożliwia cyfrowe powielanie książek. Poza tym rząd federalny chce zezwolić bibliotekom na digitalizację całych książek i udostępnianie ich na komputerach swoich bibliotek.

Niemieckie wydawnictwa naukowe ostro protestują przeciwko tym regulacjom. Obawiają się dużych strat finansowych. Georg Siebeck, szef wydawnictwa naukowego 'Mohr Siebeck', specjalizującego się w publikacjach z zakresu nauk humanistycznych oraz rzecznik inicjatywy 'Wydawnictwa i naukowcy dla uczciwego prawa autorskiego', wyjaśnia dlaczego.

Dlaczego nowe prawo autorskie stanowi zagrożenie dla wydawnictw naukowych?

Zgodnie z paragrafem 52a nauczyciel akademicki może zapisac pewne rozdziały podręcznika w formie pliku i udostępnić je w intranecie - jako materiały dla swoich studentów bądź naukowców na całym świecie. Ustwodawca nie zobowiązuje jednak nikogo do prowadzenia rejestrów, ile razy skorzystano z tych pozycji.

Krytykuje pan paragraf 52a, ponieważ przewiduje on, że czytelnik będzie miał dostęp do pozycji danej biblioteki w formie elektronicznej.

Początkowo popieraliśmy ten projekt, by wzmocnić pozycję bibliotek. Obstajemy jednak przy tym, by biblioteki digitalizowały tylko te książki, które rzeczywiście znajdują się w ich zbiorach. Poza tym domagamy się, aby można było tylko tyle razy skorzystać z danej wersji digitalnej, ile książek posiada dana biblioteka. Jeśli biblioteka dysponuje przykładowo tylko jednym egzemplarzem, to i tylko jeden egzemplarz może zostać otwarty w formie elektronicznej. Ustwodawca zdaje się jednak nie zauważać obu tych rzeczy.

Zmiany w prawie autorskim zostały spowodowane przez dyrektywę unijną. Czy w takim wypadku nie należałoby protestować w Komisji Unii Europejskiej w Brukseli?

Już to uczyniliśmy. Komisja zasygnalizowała, że nie jest zbyt zadowolona z realizacji tej dyrektywy. W Brukseli uważa się, że Niemcy posunęli się za daleko, wskazuje się jednak na fakt, że negocjacje jeszcze trwają. Sądzę jednak, że Bruksela obali ustawę, jeśli w rozpowszechnianiu zasobów cyfrowych nie uwzględni się wielkości rzeczywistych zbiorów bibliotecznych.

Jakie są konkretne zagrożenia dla pana wydawnictwa? Inwestuje pan dużo pieniędzy w jakąś książkę, sprzedaje jeden egzemplarz, po czym zostaje on udostępniony w formie pliku?

W najgorszym przypadku może być jeszcze gorzej: bedziemy musieli oddać do dyspozycji zarówno biblioteki narodowej, jak i bibliotek poszczególnych landów kilka nieodpłatnych egzemplarzy. Egzemplarze te mogą następnie zostać zdigitalizowane i przekazywane od biblioteki do biblioteki. Jeśli coś takiego stanie się rzeczywistością, możemy zaprzestać wydawania.

Trzeba sobie również uświadomić, że ustawa ta szczególnie uderza w nas, wydawnictwa naukowe. Powieść czyta się inaczej, jest to przyjemność, również związana z możliwością posiadania książki i jej dotknięcia. Jeśli chodzi o książki naukowe, większą rolę odgrywa tu treść. Nie czyta się ich od początku do końca, a często tylko we fragmentach, czy też tylko przegąlda w poszukiwaniu cytatu.

Ale przecież właśnie dlatego studenci chodzą do bibliotek naukowych?

Tak, ale jeśli w przyszłości student będzie mógł sprawdzić cytat w formie elektronicznej, stanie to nową wartością. Fakt ten nie uszczęśliwia także bibliotek - najpierw serwuje się im nową ustawę, a potem skreśla środki na jej realizację. Poza tym zagraża to tradycyjnej roli bibliotek: do bibliotek nie będzie się już przychodzić czytać książek.

Na razie jednak prawie w ogóle nie korzysta się z nowych możliwości...

Korzysta się z nich, ależ tak, nie wiemy tylko w jakim stopniu. Aktualnie prawo autorskie przypomina beczkę, w której stopniowo robi się coraz to nowe dziury, w końcu beczka opustoszeje. Autor nie będzie wtedy już mógł decydować, w jakiej formie korzysta się i sprzedaje jego utwór. Jeśli na drodze prawnej stopniowo odmawia się mu tego prawa decydowania, to pozbawia się go własności intelektualnej. Jeśli sprawy dalej będą się rozwijać w takim kierunku, to z czasem istnienie wydawnictw stanie się zbędne.

Również znane wyszukiwarki bacznie obserwują rynek książki. Od września w Google Books można ściągać całe książki, do których prawa autorskie już wygasły. Jak w tym wypadku zareagowały wydawnictwa?

Google nikogo nie pyta o zgodę w tej kwestii i oferuje wydawnictwom jedynie możliwość tzw. "opt out" (opcji wyjścia), która wymaga poważnych negocjacji. Poza tym Stowarzyszenie Księgarzy Niemieckich już zareagowało na to wyzwanie. Jednym z jego największych projektów jest tu "Volltextsuche online" - od przyszłego roku treści książek niemieckich wydawnictw będą mogły być przeszukiwane w formie elektronicznej i zostaną udostępnione znanym wyszukiwarkom.

Jak wyglądać będą modele działalności wydawnictw w przyszłości?

Jeśli chodzi o podręczniki, prawdpodobne jest, że uniwersytety będą nabywać tzw. licencje uniwersyteckie, których cena będzie zależna od liczby studentów danego kierunku. Zawsze będą jednak osoby, które zechcą taki podręcznik rzeczywiście przeczytać i dla nich będziemy go oczywiście musieli wydrukować. W każdym bądź razie musimy przez jakiś czas uważać, by nasza oferta elektroniczna nie wyparła książek drukowanych. Właśnie dlatego tak istotna jest tu (już wyżej wymieniana) zasada wielkości rzeczywistych zbiorów bibliotecznych.

Nie chcemy negować ani zatrzymywać w rozwoju epoki cyfrowej, zalety poszukiwań elektronicznych są zybt wielkie. Naszym zadaniem jest ostatecznie dostarczanie nauce sensownych informacji, a nie ich ukrywanie.