kultura

”Now.Here”: podróż z Walii do Londynu na koniu-zabawce

Artykuł opublikowany 26 kwietnia 2013
Artykuł opublikowany 26 kwietnia 2013
W czasie swojej ironicznej wędrówki na koniach-zabawkach z środkowej Walii do Londynu, Aimee Corbett i Vanessa Hammick zbierały historie poznanych po drodze osób. Razem ze swoją grupą teatralną ”Drawn to Stars” utkały z nich potem sztukę. Z nimi i z muzykiem grupy, Ellen Jordan, rozmawiam o społecznym odizolowaniu i o sztuce kolekcjonowania usłyszanych opowieści.

W sierpniu 2012 roku spotykam się z Aimee (27 lat), Vanessą (29) i Ellen (23) na Festiwalu Fringe w Edynburgu. Właśnie wystawiono ”Now.Here” – figlarną i jednocześnie zmuszającą do refleksji sztukę. Poza stypendium Taylora o wartości 300 funtów i funduszami pochodzącymi ze współpracy z teatrem Willow Globe w Walii, ich grupa ”Drawn to Stars” dysponowała skromnym budżetem. Zatrzymywali się w domach couchsurferów i znajomych znajomych, a także organizowali warsztaty, by sfinansować podróż do Edynburga. Teraz, ukrywając się przed tłumem studentów, artystów i turystów, zajadamy się lodami i delektujemy widokiem charakterystycznych edynburskich skał. Dziewczyny, w towarzystwie swoich wiernych koni, stale wchodzą sobie w słowo, odpowiadają sobie wzajemnie stanowczym, ale czułym tonem i często wybuchają śmiechem.

Czas na zabawę

Pomysł powstał, po części, jako reakcja na życie w czasach, kiedy znalezienie pracy poza wielkimi metropoliami było niemal niemożliwe. ”Pracowałam wtedy w Teatrze Powys razem z Ianem, naszym obecnym reżyserem”, wyjaśnia Aimee. ”Wycofano nam dofinansowanie z Arts Council of Wales i teatr musiał zostać zamknięty. Próbowałam zarabiać na życie w środkowej Walii. Ale tam nie ma wielu perspektyw zawodowych, zwłaszcza w teatrze!”, uśmiecha się bezradnie. ”Zaczęłam myśleć o Londynie, historii Dicka Whittingtona i o opowiadaniu o myszy ze wsi i myszy z miasta. Porozmawiałam o tym z Vee i pomysł ten przekształcił się w sposób poszukiwania szczęścia”.

"Niektórzy twierdzą, że nie mają nic do opowiedzenia", mówi Aimee, "musisz im powiedzieć, że to nieprawda, że całe ich życie jest historią"

”Obecne uczucie zagubienia jest bardzo widoczne w »Now.Here«. Spotkałyśmy wiele starszych i młodszych osób, które czuły się osamotnione”, mówi Aimee. ”Byłam tym zszokowana. Uświadomienie sobie, że nie tylko my szukamy swojego miejsca, sprawia, że zmienia się perspektywa. To kwestia ogólna, problem nie tylko naszego pokolenia. Byłyśmy bardzo ostrożne. Historie, które nam opowiedzieli naprawdę nas poruszyły. Niektóre z nich były trochę dziwne, ale staramy się zachować ich autentyczność. Zazwyczaj bardzo szybko oceniamy innych, ale oni są po prostu tylko ludźmi.”

Szacunek

Vanessa podziela zdanie koleżanek. ”Nie chcemy ich naśladować, ani przypisywać specyficznych cech - nadajemy im tylko lekki akcent, bo inaczej wydawałoby się, że wszyscy pochodzą z Croydon i ze środkowej Walii, tak jak my. Nie możemy zmieniać tych ludzi w karykatury z kamienia i papieru. Dobrze ich znamy, a wielu z nich uraczyło nas posiłkiem!”, przytakuje Ellen. ”Spędziliśmy razem wiele chwil i nie chcemy fałszować tego, czego byłyśmy świadkami. Ludzie nam zaufali”. Po czym Aimee dodaje: ”czasami ludzie wyjawiają coś, kiedy czują się niepewnie albo zdają sobie sprawę z tego, że coś im się wymsknęło i nagle milkną lub szybko zmieniają temat. Trzeba było bardzo uważnie słuchać, aby dowiedzieć się, co jest dla nich naprawdę ważne. Nazwa sztuki, »Now.Here«, ma z tym wiele wspólnego. W dużej części chodziło o nauczenie się jak być tu i teraz”.

”Uświadomiłam sobie, że słuchając tych opowiadań popadamy w pewien schemat ” – kontynuuje Vanessa. ”Słuchasz i nagle zagłębiasz się w tę historię, staje się ona dla Ciebie równie ważna jak dla nich”. Przerywa, żeby znaleźć odpowiednie słowo. ”To było coś chwilowego, ulotnego. Nie wiem, czy przechodziło się jakąś granicę i historia stawała się czymś osobistym, czy zwyczajnie zdawałam sobie sprawę z tego, jak ważna jest ona dla nich. O to chodzi w słuchaniu, prawda? Dać komuś czas, miejsce i dzielić z nim obecną chwilę”. Zbieranie historii nie zawsze było łatwe. ”Niektórzy twierdzą, że nie mają nic do opowiedzenia”, mówi Aimee, ”i wtedy ty musisz im powiedzieć, że to nieprawda, że całe ich życie jest historią”.

”Czasami, poznając kogoś, wymyślałyśmy jakąś historię, żeby zainspirować go do opowiedzenia innej”, zdradza Vanessa. ”Mówiąc komuś, że znam osobę, która farbuje wełnę, mogłam otrzymać odpowiedź: ”a, tak! Ja dla rozrywki tkałam gobeliny, tak naprawdę zaczęłam to robić kiedy…” i już masz gotową historię. ”Poznaliśmy pewną panią, która farbowała owce, to znaczy wełnę! Bardzo polubiłam, tę kobietę. Bardzo inspirowały mnie opowiadane przez nią historie. Czasami, dla żartu, mówię ludziom, że karmiła owce różnymi roślinami, które służą do farbowania, żeby wełna zwierząt od razu rosła kolorowa, a potem pokazywałyśmy im dowód. Zawsze na końcu przyznawałam się, że to tylko żart. Ale to właśnie kocham, podróżowanie jak Guliwer”.

Fot.: główna  (cc) Aimee Corbett Facebook, w tekście: (cc) dzięki uprzejmości Drawn to Stars; (cc) dzięki uprzejmości Drawn Stars na Facebooku.