kultura

Obywatelstwo: nieokreślone

Artykuł opublikowany 12 września 2007
Artykuł opublikowany 12 września 2007
Nowoczesny, postępowy kraj członkowski UE, podzielony pod względem językowym, kulturowym i edukacyjnym pomiędzy Estończyków oraz mniejszość rosyjską

Niemal każdy sprzedawca uliczny i taksówkarz w centrum Tallinu mówi po rosyjsku. Obok, turyści mrowią się na brukowanych uliczkach i zalewają dziesiątki kafejek. W ciągu dwóch dekad od pierestrojki i "śpiewającej rewolucji", Estonia wyrosła na dobrze prosperujący, patrzący w przyszłość kraj Unii Europejskiej. Jest bardzo dumna ze swojej tożsamości i niepodległości. Ale na ile brak znajomości języka estońskiego może komuś utrudnić życie tym ostatnio niespokojnym społeczeństwie?

Po dwóch miesiącach, miejsce, skąd pomnik Brązowego Żołnierza został przeniesiony z centrum na cmentarz wojskowy, tchnie spokojem. Niewiele jest śladów rozruchów, które ogarnęły Tallin, spowodowały spór dyplomatyczny z Moskwą, protesty w odwecie, jeden przypadek śmiertelny, 135 rannych i 800 aresztowań. Jaka jest właściwie w niepodległej Estonii pozycja rdzennej mniejszości rosyjskiej - około jednej czwartej społeczeństwa - w obliczu prowadzonej przez rząd estoński promocji języka estońskiego w szkołach średnich? W miarę oddalania się od pocztówkowych widoków starówki, historia najnowsza Estonii staje się coraz bardziej zauważalna - słodka gotycka architektura zmienia się w toporne kamienice w sowieckim stylu, pozostałość po minionym okresie okupacji.

Zderzenie kultur – kwestia inegracji?

Napięcia pomiędzy obiema społecznościami zrodziły się prawdopodobnie z niechęci mniejszości do integracji ze społeczeństwem – temat drażliwy w całej UE. "Teraz to jest Estonia, a oni (społeczność rosyjska) nie chcą się integrować", mówi lokalna grupa w barze na obrzeżach starego miasta. Później, tego samego wieczora, czekając na trolejbus do miasta, dwóch dwudziestoparolatków dyskutuje o niekorzystnej sytuacji tych, którzy nie znają estońskiego. Ale oni również powtarzają opinię, że ich zdaniem, niewielu Rosjan chce się integrować.

Igor i Maja (Photo: CY)Biuro organizacji pozarządowej Unia Młodzieżowa przy głównej arterii, Pärnu Mnt. jest przyozdobione antyrasistowskimi akcesoriami. "Jesteśmy Rosjanami - to nasze korzenie, dziedzictwo, literatura, historia - dlaczego mielibyśmy z tego rezygnować?", mówią 31-letni Igor Iwanow i 42-letnia Maja Meos, którzy walczą o prawa mniejszości rosyjskiej. Podkreślają panujące wśród rosyjskiej mniejszości poczucie, że ich tożsamość jest zagrożona, odkąd Estonia odzyskała niepodległość w 1991 r. To zderzenie kulturalnych punktów odniesienia było widoczne we wrzawie związanej z pomnikiem - co dla jednej grupy jest symbolem bohaterskiej walki z nazistami, dla drugiej reprezentuje posępne lata sowieckiej okupacji.

Ale czy mniejszość rosyjska cierpi jakieś większe niedogodności w bardziej praktycznym aspekcie życia codziennego? - Na przykład, popieranie przez estoński rząd dyskryminowania wyklucza lub co najmniej utrudnia znaczącej mniejszości dostęp do uniwersytetów lub posad biurowych. Bezrobocie wśród młodzieży (15-24 lata) wynosi 29,4% dla innych narodowości, a dla Estończyków 9,5%. "Ale można iść do rosyjskojęzycznych zakładów pracy fizycznej", zwraca uwagę Iwanow. Ponadto, bezrobocie jest proporcjonalnie wyższe wśród mniejszości językowej. To z kolei przyczynia się do "społecznego wykluczenia i podatności na inne przypadki nadużywania praw człowieka. W tej grupie wielu nie może w pełni korzystać ze swoich gospodarczych, społecznych i kulturalnych praw", twierdzi Amnesty International.

Obywatel Kane

Obecnie, w Estonii mieszka na stałe około 110 000 obywateli rosyjskich. Po odzyskaniu niepodległości, wielu imigrantów z czasów sowieckich starało się o obywatelstwo rosyjskie. Jednak, znaczna większość ludności rosyjskojęzycznej albo złożyła wniosek o obywatelstwo estońskie, albo pozostała stałymi rezydentami Estonii, z tak zwanym obywatelstwem "nieokreślonym". Chociaż wielkość tej ostatniej grupy maleje od czasu odzyskania niepodległości, wciąż stanowi ona około 9% ludności.

Mniejszość ta nazywa Estonię domem, dysponuje estońskim paszportem, ale nie może korzystać z wielu praw (takich, jak swoboda przemieszczania się), które są fundamentalne dla członkostwa w Unii Europejskiej. Ta nierówność jest odzwierciedlona również w estońskich dowodach osobistych, w których Estończycy i ludność innej narodowości są określeni innymi literami. W tej sytuacji, powtarzane niczym mantra hasło traktatu unijnego "Jedność w różnorodności", brzmi jak kpina. "Gdyby podział przeprowadzono na bazie koloru skóry, byłoby to nieakceptowalne, ale taka dyskryminacja jestw porządku". "Są mniejszością", przyznaje z żalem koreański uchodźca i były wykładowca uniwersytecki, "ale taką, która się tu urodziła".

Integracja na siłę tylko zaognia sytuację. Żeby integracja była efektywna, musi być organiczna i musi akceptować zarówno przeszłą (nieważne jak drażliwą), jak i przyszłą sytuację społeczną. Czas pokaże, czy podział społeczny może się zabliźnić.