kultura

Paco de Lucía, sześć strun geniuszu

Artykuł opublikowany 27 lutego 2014
Artykuł opublikowany 27 lutego 2014

Paco de Lucia, nie­kwe­stio­wa­ny mistrz gi­ta­ry muzyki fla­men­co, zmarł wczo­raj w Can­cun na atak serca. Muzyk, uro­dzo­ny 21 grud­nia 1947 w hisz­pań­skim Al­ge­si­ras od­szedł tak, jak żył – na plaży, w to­wa­rzy­stwie swo­ich dzie­ci, do końca cie­sząc się ma­ły­mi przy­jem­no­ścia­mi.

Pio­sen­ki Paco de Lucia ko­ja­rzą się nie­zmien­nie z nie­dziel­nym sło­necz­nym po­po­łu­dniem i piwem z przy­ja­ciół­mi. O ta­kich przy­jem­no­ściach miło słu­chać za­rów­no w Ma­dry­cie, jak w Al­ge­si­ras, czy w Nowym Or­le­anie. Swoją mie­szan­ką fla­men­co i jazzu de Lucia udo­wad­niał, że mu­zy­ka nie zna gra­nic i że po­tra­fi chwy­tać słu­cha­czy za serce za­wsze wy­wo­łu­jąc emo­cjo­nal­ną re­ak­cję. Za po­mo­cą sze­ściu strun Paco two­rzył inny świat. „Mó­wi­cie mi, że je­stem le­gen­dą gi­ta­ry, ale nie macie o ni­czym po­ję­cia. Na świe­cie jest być może dwóch lub trzech gi­ta­rzy­stów, któ­rzy za­słu­gu­ją na ten tytuł – pierw­szym z nich z pew­no­ścią jest Paco de Lucia” – po­wie­dział kie­dyś Keith Ri­chards. Amen. 

Paco de Lucia całe swoje życie po­świę­cił mu­zy­ce. Łatwo by­ło­by uło­żyć listę jego osią­gnięć i spi­sać wszyst­ko to, co zro­bił dla fla­men­co. To dzię­ki niemu Hisz­pa­nia od­zy­ska­ła na­leż­ne jej miej­sce na mu­zycz­nej mapie Eu­ro­py. Ale czy na­praw­dę ge­niu­sza ta­kiej miary można pod­su­mo­wać ładną laur­ką?

Ja wolę dać się po­nieść jego mu­zy­ce i za­my­ka­jąc oczy, wy­bi­jać rytm. Myślę, że on też wo­lał­by to od laur­ki. Poza tym dzi­siaj je­ste­śmy tro­chę bar­dziej sa­mot­ni, a świat jest ­dla nas trochę mniej dobry. Dla­te­go mu­si­my pa­mię­tać o Paco przy każ­dym nie­spo­dzie­wa­nym pro­mie­niu słoń­ca w nie­dziel­ne po­po­łu­dnie – bo praw­dzi­wie dobre rze­czy nie umie­ra­ją nigdy.