kultura

„Płaczliwe” porady dla Europy w kryzysie

Artykuł opublikowany 31 stycznia 2012
Artykuł opublikowany 31 stycznia 2012
Czytaj i płacz: „tearjerker” (z ang. „wyciskacz łez”) jest rzeczownikiem, który można przetłumaczyć praktycznie na dowolny europejski język. Zwykle używa się go podczas opisywania filmu, książki, sztuki lub piosenki, które potrafią poruszyć do łez. Przemysł rozrywkowy potrafi zdołować przesadnie sentymentalną Europę, lecz perliste łzy mogą również załagodzić wywołaną kryzysem depresję.

Rok 2011 miał smak gazu łzawiącego, który towarzyszył gwałtownym protestom zarówno w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie, jak i podczas gorącego maja w Europie i końcówki roku w Stanach Zjednoczonych. Patrząc wstecz można stwierdzić, że kryzys był najbardziej dokuczliwym wyciskaczem łez dla wszystkich, którzy starali się ze wszystkich sił opanować ten rwący potok słonych wód.

Choć najczęściej to klimat gospodarczy i polityczne gierki doprowadzają nas do płaczu, narodowe wyciskacze łez jednoczą każdego z nas dzięki uwalnianym emocjom. W Polsce „wyciskacz łez” ma zwykle pejoratywny wydźwięk. Jest to z reguły kiepska komedia romantyczna, która wyciska z widza łzy, taka jak np. „Dlaczego nie!” (2004). Twórczość włoskiej piosenkarki Mii Martini („moje serce buntuje się przeciwko Tobie, lecz ciało nie” – fragment jednej z piosenek), mogłaby być określona przez jej rodaków jako „strappalacrime” (z wł. „strappare” oznacza pociągnięcie, szarpnięcie, „lacrime” – łzy), zwłaszcza iż sama artystka zmagała się pod koniec kariery z samotnością i smutkiem. Hiszpańskim odpowiednikiem jest „sentimentaloide”, choć filmy takie jak zdobywca Oskara „Mar Adentro” (2004) reżyserii Alejandro Amenabara określa się jako „lacrimógena” lub „tear-ous” (z hiszp. „lagrimas” oznacza łzy). Wzruszający francuski film lub po prostu „tirelarme” (w wolnym tłumaczeniu - „pociągający za sobą łzy”) można przyrównać do „wody różanej” (po fr. „à l’eau de rose”) ze względu na swoją ckliwość.

Uważamy, że porządne wylanie łez może nieść za sobą oczyszczający efekt i ogólnie wpłynąć na aktualny nastrój. Brytyjczycy są szczególnie podatni na wyciskające łzy piosenki. Chociażby utwór „Angels” Robbiego Williamsa będący swoistym potokiem wzruszeń i oddającym zbiorową wyobraźnię z końcówki lat 90-tych. Wydaje się, że we współczesnej Europie Niemcy mają chyba najmniej powodów do płaczu. Brzmiący formalnie zwrot Tränendrüsendrücker (mniej więcej: „pobudzacz kanału łzowego”) jest nacechowany amerykańskimi wpływami. Wystarczy wziąć Kuschelrock – wzorowane na „Now That’s What I Call Music” kompilacje największych hitów lat 90-tych, na których artyści w stylu Jona Bon Jovi czy Phila Collinsa nucą wspólnie piosenki, łamiące niemieckie serca. Jeśli chodzi o sam zwrot „tearjerker”, niektóre źródła podają, że mógł być wykorzystany w literaturze na bazie wyrażenia „soda-jerker” (w wolnym tłumaczeniu: osoba obsługująca automat z gazowanymi napojami) mniej więcej w latach 20-tych XX wieku. Wygląda na to, że różnice w znaczeniu tego słowa odnoszą się do sposobu, w jaki uwalniane są łzy poszczególnych Europejczyków. W Anglii łzy są wręcz „wyszarpywane” gwałtownym i szybkim ruchem, „wyciągane” we Włoszech i Francji oraz „wyciskane” w Polsce. Czy sposób w jaki płaczemy, uwalniamy łzy zdradza stan sentymentalnej duszy danego narodu w uczuciowej Europie?

Fot.: (cc) ★ spunkinator/ Danny/ Flickr; danieljacksondickman.com; w tekście: © Henning Studte