kultura

Paul Verhoeven: żegnaj RoboCop!

Artykuł opublikowany 26 stycznia 2007
na stronie głównej
Artykuł opublikowany 26 stycznia 2007
68-letni holenderski reżyser, autor Pamięci absolutnej, RoboCopa i Nagiego Instynktu, wrócił do Europy , aby zrealizować swoją ostatnią pracę.

Uczony Erazm z Rotterdamu, malarz Vincent Van Gogh i piłkarz John Cruyff mogliby być trzema wielkimi i najważniejszymi figurami dla historii Holandii. Niedługo, jeśli sprawy się nie skomplikują, będzie mógł do nich dołączyć Paul Verhoeven. Może jego nazwisko nic wam nie mówi, ale jak dotychczas jest to najważniejszy reżyser jaki kiedykolwiek urodził się w Królestwie Niderlandów i autor najbardziej opłacalnych produkcji kina amerykańskiego. Może przesadzam, ale jego ostatni film, Czarna Księga (2006), wzbudził entuzjazm publiczności na Festiwalu w Sitges i oznacza powrót reżysera do jego kraju pochodzenia po dwudziesty trzech latach w Stanach Zjednoczonych.

Tłum fanów i dziennikarzy zwraca się do niego, zadaje pytania i prosi o uwagę. Na konferencji prasowej w trakcie festiwalu Verhoeven pojawia się sam. Z nie znikającym uśmiechem rozdaje autografy, odpowiada dziennikarzom, wszyscy są zadowoleni. Pan Verhoerven, oprócz tego, że jest utalentowany, jest typem człowieka otwartego, który jest bardzo lubiany.

To, co od razu przyciąga uwagę, to jego wygląd fizyczny. W jego dowodzie osobistym musi być pomyłka. Zgodnie z nim, ma 68 lat, ale nie wygląda na więcej niż pięćdziesiąt. Zgoda, ma białe włosy, ale jego silna, postawna sylwetka i częsty uśmiech oszukałby każdego.

Konflikt wewnętrzny

Zaczynamy rozmawiać w hallu hotelu. Pierwsze pytanie jest nie do uniknięcia. Dlaczego Paul Verhoeven wrócił do Holandii? Po takich sukcesach jak RoboCop (1987) czy Pamięć Absolutna (1990), większość zostałaby w Hollywood. Miałem ochotę wrócić do rzeczywistości. Tutaj mnie mają zaszufladkowanego jako reżysera kina fikcji. Nawet nie przychodzi im do głowy powierzyć mi komedię, ponieważ nie znają mojego pierwszego etapu holenderskiego, w którym realizowałem różne gatunki filmu. Chciałem uciec od tego wszystkiego i zrobić coś bardziej realnego.

Rezultatem tego oczekiwanego powrotu jest "Czarna Księga", superprodukcja europejska rozgrywająca się w czasach II Wojny Światowej. Film, mający swoje korzenie w kinie szpiegowskim, rozwija się na zamkniętym obszarze. To opowiadanie odkrywające prawdę o oporze holenderskim przeciw nazizmowi. Wojna dotykała mnie od małego i od lat 70. prowadziłem badania na ten temat. W moim domu musi być jakieś 700 książek, które o tym mówią. Na potrzeby filmu zebrałem informacje w muzeum w Amsterdamie. Nic, co ukazane jest w filmie, nie jest przerysowane. Oczywiście, wziąłem pod uwagę pewne twórcze licencje w momencie charakteryzowania postaci, tak jak to było w przypadku ról kobiecych, które kumulują cechy trzech kobiet żyjących w tamtej epoce; ale chciałem zrobić film dobrze udokumentowany. Reżyser wreszcie mógł zrobić film, jaki chciał. I widzi się, że jest zadowolony z rezultatów: to film komercyjny, który rozbawia widza i jednocześnie skłania go do refleksji.

Co więcej, Verhoeven wie jak zadowolić publiczność i krytykę. Czasami ma potknięcia, jak było ze słabym filmem Showgirls (1995) i The Invisible Man (2000), ale kiedy robi coś dobrze, rezultat jest jednoznaczny. Wystarczy tylko przypomnieć boom Nagiego Instynktu (1992 ). Co ma takiego wyjątkowego ten holenderski reżyser? Oprócz poczucia rytmu do pozazdroszczenia, ma też wieloznaczną wizję człowieka, co pozwoliło mu nawiązać więź z każdym rodzajem publiczności i jednocześnie otrzymać różnorodne krytyki. Broni się. Byłoby nieprawdą mówić, że życie pełne jest osób moralnych, jako że my, ludzie, jesteśmy jacy jesteśmy, prawie wszyscy kłamiemy. W życiu nie ma dobrych, ani złych ludzi. I to samo jest w przypadku nazistów w moim ostatnim filmie. Wraz z latami, wytworzył się stereotyp żołnierza niemieckiego, który tylko zajmował się zabijaniem, zabijaniem i zabijaniem. Ale to nie była rzeczywistość. Również byli ludzie czyści, którzy byli z dala od tego wszystkiego. Nie przestaje na mnie patrzeć mówiąc to wszystko. Mówi bardzo szybko. Ton jego głosu, mieszanka powagi i sarkazmu, jest właściwa komuś kto wierzy w to co mówi. Jest przekonujący.

Seks i przemoc: magiczna formuła

Poza prowokacją, kiedy przeanalizujemy jego filmografię, zdamy sobie sprawę, że sukces Verhoevena nie leży w jego różnorodnym dyskursie o moralności. W Hollywood brakuje czegoś wiecej, aby zinteresować widownię. I holenderski reżyser znalazł to. W każdych filmach Verhoevena jest szczypta seksu i przemocy, dwa kontrowersyjne elementy. Pytam go dlaczego. Najpierw mówi mi o seksie ze szczerym uśmiechem. Jak ktoś nie może poświęcać mu uwagi? Bez seksu nie możemy przyjść na świat. Życie jest przepełnione seksem. Jest naturalny i pojawia się w momentach najważniejszych naszego życia. Uwielbiam seks i dlatego umieszczam go w swoich filmach. Tak prosto i tak sugestywnie. Kto nie pamieta o skrzyżowaniu nóg Sharon Stone w Nagim Instynkcie? Lub też o trzech piersiach obcej w Pamięci Absolutnej? Nie mówiąc już o pierwszym etapie holenderskim Verhoevena z takimi hitami erotycznymi jak Turks fruit (1973).

Kiedy mówimy o przemocy, reżyser również ma odpowiedź. Dlaczego jej używa? A więc dlatego, że jej nienawidzę. Interesuje mnie odzwierciedlanie ludzkich zachowań. I jeśli przyjrzymy się wiekowi XX, zdamy sobie sprawę, że jesteśmy rodzajem najbardziej agresywnym na tej planecie. Zabiliśmy ponad 50 milionów ludzi. Myślę o Ugandzie, Wietnamie i dwóch wielkich wojnach światowych. I teraz Amerykanie bez sensu zabijają w Iraku. Verhoeven gestykuluje rękoma, wyraźnie podniecony zamyka litanię wojen ironiczną uwagą: Ma miejsce to, co w jednej ze scen Starship Troopers (1997) gdzie żołnierze nie przestawali krzyczeć "Kill'em all, kill'em all" ("zabić ich wszystkich") w odpowiedzi na każdy problem. Chociaż będą ludzie, którzy się oburzą niektórymi scenami w RoboCopie, świat jest pełen przemocy i Verhoeven nie próbuje tego ukryć.

Mój czas dobiega końca i pytam o przyszłość. Patrzy na mnie tajemniczo i zapewnia, że będzie nadal robił filmy dramatyczne w Holandii. Wydaje się być zdecydowanym zaniechać filmów fikcji, gatunku, który pozwolił mu triumfować. Doceniam takie filmy jak Władca Pierścieni lub Harry Potter, ale nigdy nie zrobiłbym czegoś takiego. Szkoda. Dla wielbicieli kina fantasy oczywiście.