kultura

Piergiorgio Rosetti: pokój jako narzędzie polityki

Artykuł opublikowany 30 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 30 stycznia 2006
Kiedy w Autonomii Palestyńskiej narastało napięcie związane ze zbliżającymi się styczniowymi wyborami parlamentarnymi, Piergiorgio Rosetti, wolontariusz na terytoriach okupowanych, zwracał uwagę na znaczenie utworzenia europejskich sił cywilnych na rzecz pokoju.

Trzydziestojednoletni Piergiorgio Rosetti od dwóch lat mieszka w Palestynie, pozostając w ścisłym kontakcie z miejscową ludnością. Wróciwszy do Włoch na święta Bożego Narodzenia, wraz ze swoją dziewczyną Kristine i bratem Riccardo, zgodził się przyjąć Café Babel u siebie, a casa, by porozmawiać przy smakowitych daniach włoskiej kuchni.

Strach i gościnność

– Kiedy przyjechałem do Palestyny w 2003 roku, bardzo się bałem – wspomina Piergiorgio Rosetti. – Myślałem, że poderżną mi tam gardło, ale tak się nie stało. Szybko zorientowałem się, że nawet członkowie najbardziej ekstremistycznych ugrupowań różnią się od wyobrażeń, jakie miałem na ich temat, a pierwszą rzeczą, z którą spotyka się tam obcokrajowiec, jest gościnne przyjęcie. Rosetti jest wolontariuszem włoskiej organizacji na rzecz pokoju "Operazione Coulomba", która działa w różnych strefach konfliktów od Kosowa przez Izrael i Palestynę, aż po Chiapas. W roli "białych hełmów", wolontariusze z "Operazione Colomba" zajmują się pomocą dla ludności cywilnej, zbierają dokumentację i informacje dotyczące codziennego życia na terytoriach okupowanych. Co więcej, jak podkreśla Rosetti, we wszystkich wojnach obecność pracowników cywilnych z różnych krajów pozwala ograniczyć przemoc, zmuszając wojskowych do zachowywania się w sposób bardziej ludzki. W opowiadaniu Rosettiego nie brakuje epizodów świadczących o stosowaniu przemocy wobec Palestyńczyków. Pogróżki, pobicia, drobne utrudnienia i upokorzenia należą do banalnej codzienności. – Niestety żołnierze izraelscy, którzy powinni zapewnić bezpieczeństwo wszystkim mieszkańcom Zachodniego Brzegu – osadnikom, Palestyńczykom i personelowi cywilnemu misji – często nie spełniają swojej roli – zwraca uwagę Rosetti. Sytuacji nie poprawia rozpoczęta jakiś czas temu budowa muru zwanego "ścianą wstydu", którego linia wkracza w wielu miejscach na terytoria palestyńskie. Zdaniem Rosettiego, odbierając ziemie Palestyńczykom i przyczyniając się do wycinania drzew oliwkowych, dodatkowo pogarsza i tak trudne warunki ich życia.

Odrębne światy, próby porozumienia

Rosetti jest z natury spokojny, ale widać przejęcie na jego twarzy, gdy zaczyna opowiadać o sytuacji w Autonomii. Odkąd znowu trwa Druga Intifada, warunki życia są coraz trudniejsze: osadnicy i Palestyńczycy żyją w dwóch zupełnie odrębnych światach. Izraelskie osiedla są zamknięte i Palestyńczycy nie mają tam wstępu, tak jak osadnikom zakazane jest zapuszczanie się na terytoria palestyńskie. – Oczywiście istnieje jeszcze nielegalny rynek pracy, który pozwala społecznościom utrzymać minimum kontaktu, ale właściwie każdy żyje własnym życiem – wyjaśnia Rosetti z goryczą. Niektórzy starają się mimo wszystko nawiązać dialog odwołując się do wspólnego cierpienia. Historia stowarzyszenia "Parent’s circle" jest dla włoskiego wolontariusza szczególnie ważna. Do "Parent’s circle" należy ponad pięćset rodzin izraelskich i palestyńskich, które połączyła wspólna tragedia – strata bliskiej osoby podczas konfliktu. Ich działaniu przyświeca także wspólny piękny cel: pragną zapomnieć o dzielącej ich społeczności nienawiści, pracować na rzecz dialogu i porozumienia.

Kiedy zaś jest mowa o obecności Unii Europejskiej na terenach okupowanych, Rosetti podkreśla brak zainteresowania jej przedsięwzięciami widoczny u miejscowej ludności. – Osadnicy, oprócz tych o najbardziej skrajnych poglądach, którzy stanowią mniejszość, postrzegają Unię jako znaczący rynek zbytu dla izraelskich produktów rolniczych, podczas gdy Palestyńczycy zdają sobie sprawę, że UE jest dla nich podstawowym źródłem pomocy ekonomicznej. Jednak poza wymiarem ekonomicznym działań Dwudziestki Piątki, zauważa się, jak mówi Rosetti, brak strategii geopolitycznej w regionie, konkretnej koncepcji [Unii Europejskiej].

Europejskie cywilne siły pokojowe

Często krytykuje się obecność pacyfistów na terytorium konfliktu, a motywy ich działania są podawane w wątpliwość. Uważa się ich zazwyczaj za nierozważnych awanturników uciekających od społeczeństwa, w którym czują się źle. Co zatem skłoniło Rosettiego do wyjazdu? – Motywy moralne stanowiły ważny impuls. Jednak wszystko ograniczyłoby się do chwilowego odruchu solidarności, gdybym nie zdał sobie sprawy, że konieczna jest rewolucja kulturowa. Poza wojną i dyplomacją powinno się przewidzieć pokojową interwencję na terenach konfliktów. Dlatego też, zdaniem Rosettiego europejskie cywilne siły pokojowe muszą stać się instrumentem polityki zagranicznej. Sądzi on, że siły te potrafią przystosować się do bardzo różnych sytuacji, między innymi, by rozwijać lokalne mikroprojekty współpracy. Na terenach walk, pewne zachowania wojskowych w stosunku do miejscowej ludności wydają się niezrozumiałe i nieuzasadnione dla personelu cywilnego. Tymczasem obserwatorzy wojskowi zaczynają przyjmować psychologiczną postawę solidarności i usprawiedliwiają pewne akty, co obraca się przeciw osobom najsłabszym zmuszonym znosić konsekwencje konfliktu.

Przekonania te Rosetti zawdzięcza Alexandrowi Langerowi, politykowi, którego głęboko podziwia. W latach 1991-97 Langer przewodniczył Delegacji Parlamentu Europejskiego ds. stosunków z Albanią, Bułgarią i Rumunią i niezmiennie twierdził, że cywilne siły pokojowe są w stanie skuteczniej ograniczyć rozwój przemocy w konfliktach na tle etniczno-religijnym niż tradycyjne misje pokojowe. – Myśl, że można użyć zawodowych sił cywilnych jako narzędzia polityki zagranicznej zastępującego wojskowych, może bez wątpienia niektórym przeszkadzać – podkreśla Rosetti. Jednak według niego jest to fundamentalny warunek, aby ochrona ludności cywilnej z terenów konfliktów stała się głównym celem prowadzonych działań. Włoski wolontariusz przypomina też, że Parlament Europejski okazał się ostatnio bardziej przewidujący niż w przeszłości, znajdując więcej okazji, by zająć się sprawą sił cywilnych. Rosetti wyraża przy tym nadzieję, że będzie on dalej podążał tą drogą.

Zapada zmierzch, ale nie widać końca naszej rozmowy o cywilnych siłach pokojowych. Znajdująca się w zawieszeniu Konstytucja Europejska przewiduje utworzenie europejskich sił pomocy humanitarnej, złożonych z wolontariuszy. Nikt jednak nie jest dzisiaj w stanie powiedzieć, czy te projekty zostaną kiedykolwiek zrealizowane.