kultura

"Places" Lou Doillon: opakowanie bez (za)wartości?

Artykuł opublikowany 17 grudnia 2012
Artykuł opublikowany 17 grudnia 2012
"Places" to album francuskiej wytwórni. Nazywana It Girl, aktorka i modelka Lou Doillon, została ostatnio piosenkarką i kompozytorką, by wydać swoje pierwsze dzieło, równie krytykowane, co oklaskiwane. Uważana za arogancką, besztana za bycie ''córką tych…” (Jane Birkin i Jacques’a Doillon), Lou nic sobie z tego nie robi i pozostaje bezlitosna dla tych, którzy ją krytykują.
Wszystko to, nie zniechęciło pewnej Niemki, umiarkowanej fanki oraz sceptycznego Włocha, by podzielić się swoimi wrażeniami.

Federico: Nie masz dosyć tych córeczek tatusiów, które całymi dniami nie mają co robić i nagle postanawiają zacząć śpiewać, dokładnie tak, jakby decydowały się na zakup nowej pary butów?

Katharina: To znaczy, że córka Jane Birkin nie ma prawa robić kariery muzycznej i powinna wyrzec się swojego talentu, by zająć się domem? Dlaczego w ogóle ciągle rozmawiamy o jej życiu, rozmawiajmy o muzyce. Jej pierwszy album (''Places'', Barclay, wrzesień 2012) nieźle mnie zaskoczył. Przesłuchałam go wielokrotnie i niektóre piosenki, takie jak “I.C.U.” czy “Devil or Angel” bardzo mi się podobały.

F: Właściwie, myślę że nawet Jane Birkin nie miała prawa kaleczyć naszych uszu swoim fatalnym głosem. Mam wrażenie, że stary dobry Serge (Gainsbourg, przyp. red.) kazał nam zapłacić wysoką cenę za swój talent… wystawiając kolejne swoje konkubiny, których jedyną zasługą było życie w jego cieniu: od Brigitte Bardot po ''Lemon incest”, którą nagrał ze swoją córką Charlotte – z cytryny nie zostało nic prócz goryczy niedojrzałego głosu – który w ostatnim roku musiał przyprawić biednego Becka o chorobę! A wracając do albumu Lou Doillon, myślę, że jest on strasznie nudny. Co nowego ma nam do zaoferowania?

K: Słuchaj, być może rytm zwalnia przy końcu – a tytułowa piosenka (“Places”) ma w sobie coś depresyjnego. Doillon roztacza jednak pewien urok na tej folkowo melancholijnej płycie: przede wszystkim ten śliczny tembr głosu, chropowatego i zmysłowego zarazem, który przypomina Patti Smith, trochę Winehouse

F: ...ostatecznie, aby odnieść sukces, trzeba być pięknym. A ja chcę dobrej muzyki, mocnych historii...

F: Tak, tak… inspiruje się Amy Winehouse, która inspirowała się Sarą Vaughan, która inspiruje się Niną Simone, która z kolei inspiruje się Ellą Fitzgerald. Jest w niej coś oryginalnego?

K: Bez przesady, sztuka jest pełna odniesień… Poza tym, nie zapominaj, że sama napisała teksty do tej płyty, a muzykę komponuje od lat.

F: Wcale mnie to nie dziwi, że sama je napisała. Nie można wszak odmówić oryginalności tytułom takim jak ''Jealousy'', czy wprost zakochać się w poruszającym refrenie pierwszej piosenki ''And I see you in every cab that goes by, in the strangers at every cross roads, in every bar”. Ach! I pomyśleć, że to ta sama wytwórnia płytowa, która wydała Leo Ferre, co za wstyd!

K: Ach tak? Innego dnia, kiedy jej słuchaliśmy, powiedziałeś jednak, że właśnie ta piosenka bardzo ci się podoba. Zawsze musisz uprawiać ten sam intelektulalny onanizm, jak większość Francuzów, którzy uczą się tylko, jak zniszczyć wszelką spontaniczność artystyczną. Ta dziewczyna umiała jednak połączyć dwie rzeczy : swoje oblicze France Gall, małej modnej Francuzki z językiem angielskim, który ma tę zaletę, że uwodzi rynek międzynarodowy. Muzyka nie kończy się na Leo Ferre.

F: Ok, tę piosenkę uważam za niezłą, ale wielu dobrych muzyków zdolnych skomponować dobre piosenki, takie jak ta, nie ma pieniędzy, by wyprodukować płytę. Ostatecznie, aby odnieść sukces, trzeba być pięknym. A ja chcę dobrej muzyki, mocnych historii, a nie takich jak “Places”, zimnych i dobrze zaprojektowanych przez wytwórnie, które zachowują się jak architekci pustki… (sic)

Okładka albumuK: Jak w takim razie wyjaśnisz to, że prawie cała francuska krytyka przyjęła ten album – nie bez zaskoczenia – pozytywnie (''tembr głosu o wyszczerbionej elegancji”, ''zniewalająca”, ''najpiękniejsza muzyczna niespodzianka”)? To dobrze zapowiadająca się kariera, w odniesieniu do pozostałych gwiazd-odstępców (Melanie Laurent, Christophe Hondelatte, itd.). Lista jest długa…

F: Myślę tylko o tym, co przyświeca takim debiutom – i uważam, że to, co uwiodło krytyków, to okładka płyty. Świetnie zaprojektowana, z pięknym zdjęciem, bardzo ładnie wydana… To właśnie prawdziwe podsumowanie tego dzieła, opakowanie bez zawartości.

Fot.: Główne (cc) Katharina Kloss i Federico Iarlori ; tekst : dzięki uprzejmości oficjalnej strony internetowej oraz strony Lou Doillon na Facebooku ; video (cc) UniversalMusicFrance/YouTube