kultura

Po syryjskiej stronie Paryża

Artykuł opublikowany 24 czerwca 2014
Artykuł opublikowany 24 czerwca 2014

Przedstawiamy Wam portret syryjskiego artysty malarza, który 10 lat temu opuścił swój kraj i zamieszkał we Francji. Od tamtego czasu prowadzi w Paryżu bistro, które jest centrum syryjskiej myśli rewolucyjnej. To portret, w którym za jedną twarzą rozpoznać można wiele historii syryjskich imigrantów. 

Według danych ONZ ponad 200 milionów osób, lub 3% wszystkich mieszkańców naszego globu, mieszka obecnie poza granicami swego kraju. I choć decyzja o wyjeździe łączy wielu, każdy z emigrantów wybiera inny kraj, do którego się udaje. Istnieją jednak mniej i bardziej popularne „drugie ojczyzny”. To tej drugiej kategorii zdecydowanie zaliczają się kraje sąsiadujące z ojczyzną emigranta.

Świat w żywych kolorach

Emigranci zazwyczaj decydują się na wyjazd do obcego kraju w pogoni za lepszym życiem. Niektórzy z nich wracają pozbawieni mitów na temat swej nowej ojczyzny, których pełne byłe ich głowy przed wyjazdem. Bohater mojego reportażu – Firas – przybył do Paryża z jednego prostego powodu – by studiować sztuki piękne w kolorze. W Damaszku, gdzie uczył się uprzednio, musiał posługiwać się podręcznikiem, w którym wszystkie ilustracje dzieł sztuki były czarno-białe. Dziś Firas jest głównodowodzącym w paryskim Bistro Syrien (Syryjskie Bistro, red.) przy bulwarze Bonne Nouvelle.

Nie każdy może przyjechać na studia do Francji. Spośród setki kandydatów jedynie kilkoro dostaje wizy. „Moje pierwsze dni w Paryżu upłynęły na procesjach od jednego muzeum do drugiego. Obrazy, które znałem jedynie z czarno-białych fotografii, mogłem teraz podziwiać w kolorach. Zacząłem wtedy odkrywać zupełnie nowy świat i ten świat zachwycił mnie swoim pięknem. To było tak, jak gdyby z moich oczu zdjęto filtr, który wcześniej nie pozwalał mi widzieć świata takim, jaki on naprawdę jest” – wspomina Firas.

Po kilku dniach zachwytu, nasz syryjski przyjaciel po raz pierwszy konfrontuje się z problemami, które niesie ze sobą życie w Paryżu. Wygląda na to, że życie nie szczędziło Firasowi przeszkód. „W 2010 roku, gdy byłem jeszcze studentem, miałem wypadek na skuterze i byłem unieruchomiony przez 3 miesiące. Niby nic takiego, ale akurat wtedy miałem złożyć moją pracę dyplomową i musiałem przesunąć termin obrony na następny rok. Wtedy okazało się jednak, że administracja nie zgadza się na przedłużenie mojego dokumentu pobytu i że niedługo dostanę wezwanie do opuszczenia terytorium francuskiego” – opowiada Firas.

Firas był zmuszony do skorzystania z usług adwokata, ale przede wszystkim musiał na pewien czas zaprzestać wykonywania zawodu. To jedenaście miesięcy to wieczność w mieście, w którym koszty utrzymania należą do jednych z najwyższych w Europie. „Dlaczego aż 11 miesięcy?” – pyta ze mnie głośno Firas. Aż tyle trwają sprawy administracyjne i tyle trzeba czekać na odpowiedź z trybunału. „Po tym czasie wysłali mi  roczny dokument pobytu dla studentów. Okazało się, że to wszystko było czystą formalnością. Widzieli, że miałem dobre oceny na studiach  i nie było problemu z przedłużeniem pobytu. Przez chwilę miałem jednak niemałego stracha” – mówi mój rozmówca.

Kawiarnia rewolucjonistów

Firas  w końcu otrzyma swój dyplom, niebagatelną kartę  przetargową dla tych, którzy starają się uzyskać długoterminowy dokument pobytu. To, że jego historia zakończyła się happy endem nie oznacza jednak, że Firas zapomniał o swym kraju i swych rodakach, zwłaszcza w obliczu tego, co teraz dzieje się w jego kraju. „Mnóstwo architektów i lekarzy było zmuszonych opuścić kraj targany wojną w poszukiwaniu lepszego życia” – tłumaczy. 

Bistro Syryjskie, w którym pracuje, jest również znane jako centrum syryjskiej myśli rewolucyjnej i azyl emigrantów, którzy zgodnie z tym, co mówi Firas: „tłumnie odwiedzają to miejsce”. Zbierają się tu, by śpiewać rewolucyjne pieśni wypisane również na ścianach przekształconych w ogromne tablice łupkowe służące wszystkim, którzy chcą coś na nich pozostawić.

Ten artykuł jest częścią projektu Euromed Reporter Prowadzonego we współpracy z I Watch i Search for common ground i wsparciem fundacji anny Lindh