kultura

Prawo (pięści) do rządzenia kobietą

Artykuł opublikowany 6 marca 2007
Artykuł opublikowany 6 marca 2007
Prawa kobiet na Zakaukaziu są często łamane. Raport ze stolicy Gruzji, Tbilisi.

Najpierw byłam niewolnicą mojego męża, teraz jestem swoją własną, Tamuna Gachokidse zmęczonymi oczyma wpatruje się w podłogę. Od dawna już nie potrafi wyrazić ani radości, ani smutku. To co się dzieje w jej wnętrzu ciężko ująć w słowa. W jakimś momencie przestała płakać i odczuwać ból. Przez osiemnaście długich lat była bita, maltretowana, więziona i gwałcona przez męża.

Rozwód jest hańbą

U ponad 50% zamężnych kobiet w Gruzji sytuacja wygląda tak jak u tej 35-latki, mówi Lela Gaprindashvili, sociolożka z uniwersytetu w Tbilisi. One są ofiarami przemocy w swoich rodzinach. Jest wiele przyczyn tego stanu, do najczęstszych należą alkohol, bezrobocie, bieda i tradycyjne role społeczne.

Tamuna Gachokidse, która sama o sobie mówi "wyniszczona kobieta" nigdy nie odważyła się publicznie opowiedzieć o swoim życiu. Aż do wieczoru, gdy jej mąż tak ją pobił, że z połamanymi żebrami i ranami ciętymi trafiła do szpitala. Od roku jest rozwiedziona, ma problemy z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości i znalezieniem pracy. Sama wychowuje dwoje dzieci. Parę rzeczy, które zachowała po rozstaniu sprzedała, aby przeżyć. Rozwód jest hańbą dla kobiety, podczas gdy gruzińscy mężczyźni bez utraty szacunku mogą pozostawiać żony i ponownie się żenić.

Gwałt jest uznawany za drobne wykroczenie

Ustaw, które chronią kobiety jest wystarczająco dużo, ale nie są one wcielane w życie, krytykuje Eliso Amirejibi. Na jej wizytówce jest napisane: „Kierownik regionalny Związku Przeciw Przemocy Wobec Kobiet w Gruzji” oddział w Tbilisi. To brzmi, jakby posiadała dużą władzę. W rzeczywistości jej nie ma.

Policja nie interweniuje, kiedy wobec kobiet jest stosowana przemoc, kontynuuje 40-letnia adwokatka. To należy do naszej tradycji, że nie mieszamy się w prywatne sprawy rodzinne. A więc nikt nie informuje urzędników, jeżeli prawa kobiet są łamane. Gwałt jest uznawany za drobne wykroczenie a według większości Gruzinów mąż ma prawo do rządzenia kobietą.

Żadnej pomocy od państwa

Główne biuro związku znajduje się w starej hali sportowej. Od wilgotnych ścian odpada tynk. Linoleum odkleja się od podłogi a na fasadzie widoczna jest rysa. Tak jak w całym mieście również tutaj trzęsienie ziemi pozostawiło ślady. Na renowację nie ma pieniędzy, poza tym ani miasto ani państwo nie wspierają projektu.

Od państwa kobiety nie mogą za wiele oczekiwać, mówi Eliso Amerijibi. Ojcowie nie mają obowiązku utrzymywać pozamałżeńskich dzieci. Również w przypadku rozwodu kobieta nie ma prawa zgłaszać roszczeń wobec mężczyzny. Nona Aldomova-Dshapharidse jest przykładem kobiety robiącej karierę. Zarabia na utrzymanie męża i dzieci. 39-letnia ginekolożka pochodzi z rodziny intelektualistów. Urodziła się w dolinie Pankisi, zmieniła wyznanie z muzułmańskiego na protestantyzm i wcześnie przeniosła się do Tbilisi, by tam studiować, pomimo macierzyństwa. Przed pięcioma laty założyła organizację niosącą pomoc kobietom. Po upaku ZSRR sytuacja gospodarcza w Gruzji bardzo się pogorszyła. Wiele miejsc pracy zostało zlikwidowanych a to spowodowało wzrost przemocy w dotkniętych biedą rodzinach, mówi 39-letnia kobieta. Wielu mężczyzn nie jest w stanie zarobić na utrzymanie kobiety i dziecka. Rozczarowanie i frustrację rozładowują poprzez bicie.

Nadzieja w Europie

Dla prawników zajmujących się prawami kobiet nie ma w zasadzie pomocy z zagranicy. Jedynie Amerykanie wspierają ich inicjatywę. Za granicą wielu jeszcze wierzy w oficjalną komunistyczną propagandę, która kobietę wyemancypowaną promuje jako część nowego społeczeństwa, uwolnionego od kapitalistycznego wykorzystania, krytykowały niezależnie od siebie Dshapharidse i Amirejibi.

Pomocy ze strony Europy chciałaby również Eliso Amirejibi. Prowadzimy jedyny tego rodzaju dom wspierający kobiety na terenie całej Gruzji. Koszty utrzymania są wysokie, opowiada. Schody są z czystego betonu, tapet już od dawna nie ma a od poręczy odpadają kawałki farby. W biurze dzwoni telefon alarmowy. Słychać zapłakany głos kobiecy. Amirejibi przechodzi do pokoju obok.

Na materacu pod ścianą siedzi Lela, która ze strachu nie ujawnia nazwiska. Ma 16 lat, jest jedną z kobiet, które obecnie mieszkają w domu pomocy. Jej historia jest tragiczna. Własna matka pogardzała nią, gdyż była nieślubnym dzieckiem. Dlatego została wychowana przez ciotkę, dopiero mając 12 lat mogła zamieszkać z matką.

Za kilka dni będzie musiała opuścić dom. Każda potrzebująca pomocy kobieta może maksymalnie przez trzy miesiące zamieszkiwać w domu wsparcia, potem musi odejść. Lela nie może wrócić do swojej rodziny. Przed czteroma miesiącami potajemnie spotkała się ze swoim chłopakiem i wskutek tego zaszła w ciążę. Kiedy ginekolog stwierdził, że za późno na aborcję, matka bez słowa i bez pieniędzy wygoniła ją z domu. Lela wiele dni spędziła w kościele w centrum stolicy, aż policja zaalarmowana przez kapłana zawiozła ja do Eliso Amirejibi.

W pokoju wiszą plakaty amerykańskich gwiazd filmowych. Ponurą ścianę nad łóżkiem zdobią kolorowe gwiazdki.