kultura

Rysując miasto: Natalia Smolentceva i jej Berliner Alphabet

Artykuł opublikowany 17 maja 2017
Artykuł opublikowany 17 maja 2017

Dzięki niepowtarzalnej, pobudzającej kreatywność kulturalnej atmosferze Berlin przyciąga artystów i artystki z całego świata. Jedną z nich jest Natalia Smolentceva. Rysowniczka z Rosji opowiada cafébabel o swoim romansie z niemiecką stolicą i o nowym projekcie: „Berliner Alphabet”.

Wychodząc z labiryntu tunelów metra jestem już piętnaście minut spóźniona na spotkanie z Natalią. Po wejściu do małej kawiarni, w której mamy się spotkać, zastaję ją rysującą coś na kartce. Kolorowe mazaki leżą rozrzucone w nieładzie po kawiarnianym stoliku.

– Zawsze rysuję, gdy na kogoś czekam – uśmiecha się przewrotnie, szkicując kontury szklanej lady po drugiej stronie lokalu zastawionej pysznie wyglądającymi babeczkami. – Dlatego moi znajomi lubią się spóźniać. Wiedzą, że po przyjściu będzie na nich czekał wdzięczny obrazek.

Powrót do korzeni

Szkicowanie to niejedyna technika opanowana przez pochodzącą z Petersburga Natalię. Po zdobyciu wykształcenia plastycznego poważnie rozważała karierę w branży designu i komunikacji wizualnej. Ostatecznie jednak wybrała dziennikarstwo. Pisała dla St. Petersburg Times i pracowała jako redaktor w Prospekt Magazine. – Przez długi czas rysowanie było tylko sposobem na spędzanie wolnego czasu – mówi Natalia z nie dającym się ukryć sentymentem. – Ale po latach pracy jako dziennikarka, postanowiłam wrócić do korzeni i zacząć rysować na poważnie.

Natalia przyznaje, że zaczęła szkicować różne rzeczy na kartkach trochę przez przypadek. – Jakiś rok temu dostałam w prezencie szkicownik i pomyślałam, „dlaczego by nie spróbować jeszcze raz?”. Więc zaczęłam rysować i eksperymentować, ale nie tak jak uczono mnie w szkole. Bawiłam się, starałam się wyrazić samą siebie jako artystkę. Rysowanie stało się dla mnie bardzo osobistym przeżyciem i poczułam ochotę, aby przenosić to na coraz wyższy poziom.

Powrót do rysowania zbiegł się z przeprowadzką do Berlina na studia magisterskie na kierunku „komunikacja globalna i dziennikarstwo międzynarodowe”. Nowy dom zapewnił wiele barwnych wrażeń, które Natalia nieustannie przelewa na papier w formie szkiców i obrazów akwarelowych. – Żyłam między dwoma miastami, podróżowałam po Europie i czułam potrzebę uchwycenia w jakiś sposób tego, co doświadczam. Ponieważ nigdy nie przepadałam za pisaniem dzienników, zaczęłam rysować swoje wspomnienia w szkicowniku.

Berliner Alphabet

Ciekawość się opłaciła, gdyż jak do tej pory stolica Niemiec jest niewyczerpanym źródłem inspiracji do pierwszego dużego projektu. – Znajomi ciągle pytają mnie o miasto: co warto zobaczyć, gdzie iść... Postanowiłam upiec dwie pieczenie na jednym ogniu – opowiedzieć znajomym o Berlinie za pomocą rysunków i uczynić z tej opowieści mój pierwszy poważny projekt w branży!

Berliner Alphabet to ilustrowany przewodnik, w którym każdej literze alfabetu przypisane jest konkretne miejsce w Berlinie, dodatkowo opatrzone krótką notką. Przewodnik jest bardzo osobistą opowieścią, ponieważ miejsca są wybierane ze względu na doświadczenia samej autorki. – Za każdym miejscem kryje się pewna historia – wyjaśnia Natalia. – Czasem trudno jest mi powstrzymać się przed ujawnianiem zbyt osobistych szczegółów.

Na przykład literze „E” przypisany jest Sowjetische Ehrenmal, czyli Pomnik Żołnierzy Radzieckich w parku Treptower. W parku znajduje się również opuszczone wesołe miasteczko. Mimo, że jego teren jest niedostępny dla zwiedzających, Natalia kilka razy przeskakiwała przez płot ze znajomymi, aż w końcu przyłapał ich strażnik miejski.

Natasza podaje mi cały plik szkiców mających trafić do przewodnika. Gdy je przeglądam, uderza mnie fala nostalgii; przypomina mi się moja pierwsza wizyta w Berlinie. W międzyczasie Natalia opisuje proces zamiany ręcznie wykonanego rysunku na format cyfrowy, ale ja słucham tylko jednym uchem. Wyobrażam sobie, że stoję na środku Turmstrasse i po raz pierwszy jem Halloumi-Brot (grillowana kanapka z serem). Po chwili jestem znów w kawiarni na Rosenthaler Platz i zadaję pytanie, które nie daje mi spokoju: – Co zrobisz z literami z umlautem?

– Zapomniałaś jeszcze zapytać o „ß” – śmieje się Natalia. – Nie martw się, mam pewien pomysł.

Berlin jest jak zuchwały, zaczepiający cię facet

Pytam Natalię, dlaczego akurat Berlin. – Ani Berlin, ani ogólnie Niemcy nie były moim głównym celem jeśli chodzi o studia. Ale byłam tu kiedyś jako turystka. Mój mąż pochodzi z Hiszpanii i musieliśmy się gdzieś spotkać, a Berlin jest akurat w połowie drogi między Rosją a Hiszpanią. Miasto naprawdę mi się spodobało i pomyślałam wtedy, że byłoby super kiedyś tu zamieszkać. Nie wiedziałam, że nastąpi to tak szybko!

Natalia mieszka w Berlinie już od ponad roku i określa swoje relacje z miastem jako „ciepłe i przyjazne". – Dla mnie Berlin jest jak nieznajomy facet zuchwale zapraszający cię na piwo. Miasto nie zawsze jest dla ciebie miłe, ale też na wiele pozwala – mówi, gdy pytam ją o osobiste wrażenia. – Co ważniejsze, nie zaniedbuje cię ani nie zostawia samej, a to bardzo ważne dla kogoś, kto przyjechał tu z innego kraju.