kultura

„Serbski film”. Krwawy prysznic budzący sumienia

Artykuł opublikowany 28 lutego 2011
Artykuł opublikowany 28 lutego 2011
W Belgradzie kultura i kreatywność artystyczna wydają się być zagrożone przez konformizm i dyktaturę politycznej poprawności. Dla wielu osób wstąpienie Serbii do Unii Europejskiej może oznaczać pogorszenie sytuacji. Rozmawiamy na ten temat ze scenarzystą Aleksandrem Radivojevicem, którego szeroko dyskutowany „Serbski film” („Srpski film”, 2009).
  stworzył dla serbskiej publiczności idealną metaforę przeraźliwie krzyczącej sztuki, pragnącej wolności i niezależności.

Serbia jest coraz bliższa Zjednoczonej Europie. Czy jest z tego zadowolona? Nie bardzo. Zachód uważany jest za zagrożenie dla tradycji politycznych i religijnych w kraju, zarówno przez organizacje nacjonalistyczne jak i przez awangardowe ruchy artystyczne, które czują, że mają coraz mniejsze pole manewru. Z drugiej strony, w kraju, w którym najwięcej czasu spędza się przed telewizorem (średnio 5 godzin dziennie, więcej niż w USA), istnieje duże ryzyko uproszczenia i standaryzacji kultury. Zdaniem Aleksandra Radivojevicza, wychowanego na chlebie i Cronenbergu, Serbia potrzebuje zimnego prysznica. Zimnego i krwawego, dodałbym ze swej strony, biorąc pod uwagę, że jego film pokazuje szczyty przemocy, tortur i pornografii, które punkt kulminacyjny osiągają w scenie, gdy główny bohater uprawia seks najpierw z rodząca kobietą, a potem z noworodkiem.

Kiedy spotykam się z reżyserem, w jego domu w Belgradzie, zdezorientowany jego postawą, dwuznacznym uśmiechem i zdecydowanym tonem głosu, zrozumiałem, że trafiłem na osobę o oryginalnym i ekstremalnym sposobie bycia. „Obcokrajowcom wszystko wydaje się tu piękne - mówi Aleksander, nalewając mi serbskiego piwa i proponując papierosa - można tu pić i palić wszędzie... każdy czuje się wolny”. „Ale jeśli tu mieszkasz – dodaje - wszystko się zmienia. Na poziomie artystycznym i kreatywnym wszystko jest stłumione, znieczulone, jałowe. Złość i przemoc obecne w naszym filmie, zrodziły się z potrzeby powiedzenia narodowi serbskiemu: Obudźcie się! Niestety, żeby tu pracować, potrzebujesz rządowych pieniędzy albo funduszy europejskich, ale dostają je tylko „tak zwani artyści” do realizowania projektów dla masowej i bezkrytycznej publiczności. Komedyjki romantyczne lub melodramaty kostiumowe, bazujące na litości i płaczących sierotach. A „Serbski Film” jest również metaforą tych filmów, które prezentują się jako pornografia i prostytucja naszych nieszczęść.

Niewolnicy politycznej poprawności

(cc) lucbyhet/flickrFilm, zaprezentowany w Cannes, jest całkowicie niezależny i wzbudził powszechną dyskusję, zwłaszcza w Serbii, gdzie nie można znaleźć osoby, która określiłaby go inaczej niż „niesmaczny”. Rząd próbował go nawet ocenzurować. „Politycy nie chcą oglądać tego, co może im przeszkadzać. Interesuje ich jedynie kreowanie pięknego i szczęśliwego wizerunku kraju. Interesuje ich tylko fotel i popularność w oczach najgorszej części społeczeństwa”. A kultura? „To ostatni z priorytetów” - odpowiada zirytowany. W ten sposób młodzi i ich kreatywność płacą za to wysoką cenę. „Jesteśmy niewolnikami poprawności politycznej, która też jest formą przemocy, poddaństwa: promuje wolność, tłumiąc jednocześnie tych, którzy chcą robić coś innego, przeciwnego establishmentowi. Wraz ze zbliżaniem się do Europy, filmy stają się do siebie podobne, tłumi się kreatywność, a wszystko wokół to hipokryzja. W tym kraju jest zapotrzebowanie na ludzi, którzy będą wspierać system i najlepiej, żeby były to osoby bez najmniejszego talentu”.

„Młodzi Serbowie są tymi, którzy ocaleli przed aborcją”

Odbierasz mi przyszłość i udajesz, że to nic takiego? To ja cię porządnie stłukę na ulicy. Tak to wygląda? „Młodzi, którzy rozrabiają dzisiaj na ulicach i stadionach, wzrastali w piekle wojny, nie mając nikogo, kto by się nimi zaopiekował” - wyjaśnia mi Aleksander. „Są nieszczęśliwi i rozczarowani, są ofiarami depresji i represji. Co więcej, większość z nich to analfabeci, czyli nie umieją ani pisać ani czytać. Rozumiesz? Z drugiej strony, osoby, które nie są analfabetami, są źle opłacane: na przykład profesorowie, których zadaniem powinno być rozbudzanie w młodzieży pasji, nie robią tego, bo mają swoje przyziemne problemy do rozwiązania. Młodzi Serbowie to dzieci, które uniknęły aborcji. Oni pierwsi dowiadują się, że rodzice pozbyliby się ich, gdyby tylko mieli pieniądze”. Czy jest w tym wszystkim jakieś światełko w tunelu? „Trudno jest być optymistą - podsumowuje Aleksander - ostatniego wartościowego człowieka zabiliśmy”.

Fot. główne: klatka ze zwiastunu/Youtube; Aleksandar Radivojevic, (cc)  lucbyhet/flickr; wideo: youtube