kultura

Show goes on.. w Ameryce?

Artykuł opublikowany 27 maja 2010
Artykuł opublikowany 27 maja 2010
Niewiele jest miejsc, w których Amerykanin może się schronić przed własną kulturą. Pomijając miejsca typu serce Amazonii czy szczyty Tybetu, wszędzie indziej wystarczy włączyć telewizor, aby już po paru minutach znaleźć jakiś Amerykański program. Ameryka jest wszędzie.

Czym się różni polski serial od amerykańskiego? Fragment programu Kuby Wojewódzkiego z Jackiem Braciakiem

Czasami zazdroszczę moim europejskim przyjaciołom, że mogą cieszyć się własną kulturą tylko w granicach swojego kraju. Jeśli Brytyjczyk wybierze się do Francji, może opowiedzieć wszystkim o swoim ulubionym showHollyoaks. Belg pochwali się we Włoszech swoim Flikken. W moim przypadku nie ma sensu, bym opowiadał komuś w Europie o moim ulubionym programie - wszyscy już go znają. Co więcej, przepadają za nim i oglądają regularnie.

Nie słyszałeś nigdy o Zagubionych, Kryminalnych zagadkach Las Vegas czy Herosach?

Najgorsze jest to, że jeśli człowiek urodził się w kraju, który wszędzie eksportuje swoją kulturę, to czuje się tak, jakby nie miał własnej. Jego kultura należy do całego świata. Jeśli Europejczyk wybiera się do Ameryki, może tam zapomnieć całkowicie o swoim kraju. Nie znajdzie żadnych programów po francusku czy niemiecku. Nawet oglądnięcie brytyjskiej czy irlandzkiej emisji graniczy z cudem. Zaledwie 2 % programów nadawanych w amerykańskiej telewizji jest zagranicznej produkcji. Z własnego doświadczenia mogę za to powiedzieć, że około połowa programów nadawanych w angielskiej telewizji pochodzi z Ameryki.

Dlaczego światowa telewizja (zwłaszcza ta w Europie) jest tak bardzo zdominowana przez amerykańską? Oczywistym jest, że problem ten nie dotyczy jedynie telewizji, ale wszystkich aspektów kultury popularnej. Filmy, muzyka, gry i inne produkty medialne - wszystko pochodzi z Ameryki. Wynika to przede wszystkim z faktu, że rynek amerykański był jednym z najwcześniejszych, na którym rozwinął się przemysł filmowy, co więcej chodzi o ogromny kraj, w którym mówi się w tym samym języku. To od licznej publiczności zależą krociowe zyski amerykańskich producentów telewizyjnych, którzy mogą pozwolić sobie na ryzyko inwestowania olbrzymich sum. Więcej pieniędzy oznacza lepszą jakość, lepsza jakość przyciąga więcej publiczności, a im większa publiczność, tym większe zyski - tak to właśnie działa.

Czy teraz, kiedy rynek europejski jest znacznie większy niż amerykański, będzie można zobaczyć więcej europejskich programów w telewizji? Mało prawdopodobne. Relatywnie niewielka populacja władająca jednym językiem, a więc i mała nadzieja na międzynarodowy sukces odstręczają inwestorów. Nawet angielski producent telewizyjny wątpi w to, że jego serial przyjmie się wśród amerykańskiej publiczności. Z tego właśnie powodu większość wysokiej jakości produkcji będzie nadal pochodzić z Ameryki, która święci sukcesy nie tylko dzięki swojej rodzimej publiczności, ale również fanom na całym świecie.

Moda na Europę w USA - Reality show

Pierwszy serial, który otwarcie podjął tematykę homoseksulnościZ Europy do Ameryki w ciągu ostatniej dekady napłynęła moda na reality show. I chociaż Amerykanie nie oglądają zagranicznych emisji, to ich programy wzorowane są na europejskich odpowiednikach. Dotyczy to także takich produkcji jak: American Idol (odpowiednik angielskiego Pop Idol ), Survivor (bazujący na szwedzkim Expedition Robinson) czy Big Brother (kalka holenderskiego pomysłu). Przykłady amerykańskich seriali czerpiących z europejskich odpowiedników są nieliczne i co więcej ograniczają się prawie wyłącznie do angielskich produkcji. Do tych wyjątków zaliczają się: The Office, Dear John, Three’s Company, All in the Family, Queer as Folk. Co więcej Amerykanie przerabiają wszystkie produkcje na własną modłę tak, że daleko im do oryginałów. Obecnie tylko jedna z produkcji, która wzorowana jest na europejskim odpowiedniku, nadawana jest w Ameryce.

Jak Europa może przeciwstawić się dominującemu wpływowi USA? Na dobry sposób wpadł przemysł muzyczny. Europejscy producenci muzyczni nagrywają płyty wyłącznie po angielsku. Przykładem może być niemiecka piosenkarka Sarah Connor, która jest praktycznie nieznana poza Europą, a swoją popularność zawdzięcza temu, że śpiewa właśnie po angielsku. Stacja radiowa we Francji puści piosenkę po angielsku, ale nie po niemiecku. Może tą sama strategię mogliby zastosować europejscy producenci telewizyjni. Jeśli chcieliby nakręcić program o policji w Berlinie, może dobrze by było gdyby mówiono w nim po angielsku, a nie po niemiecku. I choć może wydawać się to nieco poniżające, to jednak język stanowi największą barierę w wysoko budżetowych rodzimych produkcjach. Jeśli Europejczycy martwią się o rosnącą amerykanizację swojej kultury, to może tworzenie programów w języku angielskim, i to z myślą o szerokiej publiczności, okaże się drogą do sukcesu w przyszłości.

Więcej analiz na filmowym blogu Dave'a

Zdj.: Sarah Connor ©SpreePiX - Berlin/flickr