kultura

Ślub w zielonym kolorze czyli strasburska bajka

Artykuł opublikowany 20 lipca 2011
Artykuł opublikowany 20 lipca 2011
Ślub, najpiękniejszy dzień w życiu? Może dla człowieka, ale nie dla środowiska. Wystarczy pomyśleć o górze odpadów tuż po ceremonii. Od niedawna moda prosto z Ameryki przeniosła się do Europy: zielone wesele, gdzie wszystko jest ekologiczne i bio: od ubrania przez żywność, po fryzurę.
Caroline Lindenlaub, kreatorka ekologiczno-etnicznych sukien ślubnych i prekursorka tego trendu mieszka w Strasburgu.

Caroline Lindenlaub przyjmuje mnie w swoim mieszkaniu i zarazem atelier w Souffelweyersheim na przedmieściach Strasburga. Miejsce jest idylliczne. Świeci słońce. Dużo zieleni i żadnego samochodu na horyzoncie. To tu w 2006 roku trzydziestoletnia kreatorka wpadła na pomysł, by wylansować markę ekologiczno-etnicznych sukien ślubnych - Aranel.

Ekologicznych, a to dlaczego?

StrasbourgBo suknie ślubne tworzone są zgodnie z zasadą „sprawiedliwego handlu” i szacunku do środowiska. Kreatorka tworzy z materiałów naturalnych. Często produkty są efektem recyclingu. Zamawia również jedwab w spółdzielni fair trade. Koncept zgodny jest z jej osobowością: stroje ślubne, bo jestem marzycielką, a ekologiczne, bo żyję ekologicznie na co dzień. Caroline Lindenlaub tworzy obecnie około dwudziestu kreacji rocznie, wliczając kilka ubrań (mniej liczne, to prawda) dla potomstwa Pary Młodej i dla Pana Młodego. Swoją popularność zawdzięcza fali ekologicznych ślubów i konkurencji. Współczesny katalog kreatorów zielonego ślubu jest ograniczony. Klienci Pani Lindenlaub pochodzą przede wszystkim ze Strasburga. Niemniej trzeba zaznaczyć, iż ta ważniejsza część jest z regionu paryskiego, a nawet z Rzymu. Sposób na uniknięcie wielkiego miasta? Być może.

Pierwsza lekcja w ciągu tego wywiadu: długo można szukać totalnie zielonego ślubu, nawet w Strasburgu. Zapytałam więc Caroline Lindenlaub, czy jej klientki zorganizowały ekologiczne bankiety. Ona na to, że nie. Przeszłam się po butikach bio malowniczymi uliczkami Strasburga: garmażerka bio, fryzjer bio. I wszędzie ta sama odpowiedź: nie! I nagle iskierka nadziei. Według Pani Lindenlaub, niektórzy z jej klientów o ekologicznym savoir-vivre nalegają, by absolutnie scalić ich filozofię i ślub. W ten sposób ta wrażliwa Pani na kwestie środowiskowe [Caroline Lindenlaub, przyp. tł.], żąda by posiłek weselny był również zielony. Podsumowując: ślub w ciemnozielonym kolorze: nie ma szans, ślub w jasnozielonym: czemu nie.

Czym jest zielony ślub?

Zielone śluby są rzadkie z prostego względu. Wielu ludzi nie ma pojęcia, jak je zorganizować, by były ekologiczne od A do Z. Jedna z klientek Caroline Lindenlaub znalazła jej stronę internetową - Aranel - przez przypadek. Nawet przedstawiciele przemysłu ekologicznego, z którymi rozmawiałam, wydają się być zaskoczeni jej konceptem. Czemu nie zastąpić weselnej limuzyny przez strasburskie Eco’Pouss, rower o trzech miejscach napędzany baterią?

To dopiero serwis godny ślubu!

Brak ekologicznych ślubów tłumaczy się również brakiem ekologicznego nastawienia. Pary, które wybierają ekologiczne śluby, nie są jeszcze ekologami z przekonania. Ich zielona strona jest często drugoplanowa. Pani Lindenlaub mówi: Moje zaangażowanie ekologiczno-etniczne jest często plusem, a nie główną racją bytu. Często klientki nie są usatysfakcjonowane tym, co znajdują w normalnych sklepach. Trzeba zaznaczyć, że kreacje Pani Lindenlaub są oryginalne i szyte na miarę. Podobny fenomen u fryzjera, w instytutach piękności czy restauracjach. Klienci organizują ślub, więc tak czy siak potrzebują pomocy. To, że usługi są bio, często odkrywają po fakcie.

Inny czynnik: wszystko co jest zielone, ma wygórowaną cenę. Zadziwiające, ale nie zawsze tak jest. Oprócz sukien pani Lindenlaub również fryzjerzy czy makijażyści „stroją” Panie Młode w tej samej cenie, co ich koledzy nie-bio. Niestety usługi ekologiczne nie zawsze mają ceny niższe niż ceny rynkowe. Caroline Lindenlaub tłumaczy, że aktualne taryfy nie pokrywają ani kosztów pracy, ani wygórowanych kosztów materiału pierwotnego, ale są potrzebne, bo grupa klientów, w którą celuje (póki co) ma ograniczony budżet. Na razie, by połączyć koniec z końcem, Caroline Lindenlaub pracuje dodatkowo. Bruno Alberto, który posiada prestiżowy salon fryzjerski D’Alberto na placu Kléber, w samym tętniącym i tryskającym sercu miasta, wyjaśnia inaczej. Używa niewielu materiałów. Najważniejsze dla niego są praca i doświadczenie. Potwierdzenie idei znajdujemy w branży spożywczej. Yoan Abitbol z restauracji Poêles de Carottes i Arnaud Neyton ze sklepu bio La Marmotte, oboje zajmujący się garmażerką, przygotowują bufet 100% bio, który kosztuje od 20 do 30% drożej niż inne. W swoim małym, sympatycznym butiku (z logiem świstaka, bo to nazwa restauracji) Arnaud Neyton tłumaczy, że kontaktowały się z nim pary, które później wycofały się ze względu na cenę.

Bardziej zielony niż zielony

Poszukując idealnego ekologicznego ślubu, wątpię coraz bardziej w podstawę jego konceptu. Ślub ma tyle obliczy co celebracja 100% bio (albo prawie)? Czy to jest jednak możliwe? Pani Lindenlaub unika pytania: Możemy stworzyć suknię, która wyrazi szacunek wobec środowiska. Opuszczam Strasburg zmieszana. Z jednej strony, rynek zielonego ślubu wydaje się rozwijać. Z drugiej strony wiele usług pojawia się ze względów komercyjnych. Wracając do terminu użytego przez Panią Lindenlaub: jest wiele marek, które surfują po rynku nie wierząc tak naprawdę w ekologię. To może dlatego uważam, że ślub ekologiczny jest konceptem stworzonym przez media. Jaki jest cel w tym, by być zieleńszym niż zielony czy ultra zielony? Jasnozielony to też dobry początek.

Pierwsza lekcja w ciągu tego wywiadu: długo można szukać totalnie zielonego ślubu nawet w Strasburgu. Zapytałam więc Caroline Lindenlaub czy jej klientki zorganizowały ekologiczne bankiety. Ona na to, że nie. Przeszłam się po butikach bio malowniczymi uliczkami Strasburga: garmażerka bio, fryzjer bio. I wszędzie ta sama odpowiedź: nie! I nagle iskierka nadziei. Według Pani Lindenlaub, niektórzy z jej klientów o ekologicznym savoir - vivre nalegają, by absolutnie scalić ich filozofię i ślub. W ten sposób ta wrażliwa Pani na kwestie środowiskowe (Caroline Lindenlaub, przyp. tł.), żąda by posiłek weselny był również zielony. Podsumowując: ślub w ciemnozielonym kolorze: nie ma szans, ślub w jasnozielonym: czemu nie.

Fot. (cc) corypina/ Flickr; Sarah i Peter ©Aranel; Cupcake (cc) coreyann/ Flickr