kultura

Sprawa dla policji: skąd biorą się nazwy afer?

Artykuł opublikowany 8 lutego 2012
Artykuł opublikowany 8 lutego 2012
Na nadanie nazwy policyjnemu śledztwu są trzy sposoby: angielski - tradycyjny i dyplomatyczny; francuski, polski i niemiecki - po prostu nudny; i hiszpański - który pokazuje, że korupcją można się też bawić.

Anglicy, kierując się maksymą „Po co zmieniać to, co dobrze funkcjonuje" posługują się przyrostkiem „gate” (użytym po raz pierwszy do nazwania afery Watergate). I to zarówno w odniesieniu do skandali naprawdę poważnych, jak i czysto medialnych, np. „boobgate” (kiedy Justin Timberlake odkrył pierś Janet Jackson), „Camillagate” (kiedy wyszedł na jaw romans księcia Karola z Camillą), „cablegate” (dotyczący przecieku z WikiLeaks) - chociaż niekiedy używają też, podobnie jak Niemcy, Polacy i Francuzi, oklepanego co prawda, ale poprawnego określenia „afera” (po ang. „affair” ) - np. „Profumo Affair” („Afera Profumo” - seks-skandal, w który zamieszany był brytyjski sekretarz stanu ds. wojny, John Profumo).

I to wszystko? Tak bo Anglicy stosują tu kalkę z języka francuskiego: „affaire de/du + nazwisko osoby lub nazwa instytucji, której ta afera dotyczy. I w rezultacie mamy „Affaire ELF” (Aferę ELF), „Affaire Grégory” (Aferę Gregory'ego - dotyczącą zaginięcia chłopca o tym imieniu) oraz przypadek, którym Anglicy najbardziej się zainspirowali: „Affaire Va-OM” (Afera Va-OM, dotycząca francuskiego klubu piłkarskiego Olympique de Marseille; nazwa powstała po przegranej meczu z klubem Valenciennes).

Dobrze obeznani w temacie afer są też Niemcy, którzy jednak nie używają określenia „affaire” lecz „affäre” jak np. „Spiegel-Affäre”, „Guillaume-Affäre” (Afera Guillaume'a wykazała że sekretarz kanclerza Willy'ego Brandta jest wschodnioniemieckim szpiegiem, co się przyczyniło do upadku rządu) czy „Amigo-Affäre” (tu zaznacza się „egzotyka lingwistyczna”). Polacy używają bardzo podobnego słowa „afera” - tak jak „Afera Rywina”, w której głównym oskarżonym był polski producent filmowy Lew Rywin.

Nagroda za pomysłowość wędruje jednak do Hiszpanii, gdzie policjanci są poetami: jeden z nich, posługujący się biegle językiem niemieckim (tak, tak, są w Hiszpanii tacy którzy mówią po niemiecku) przetłumaczył na niemiecki nazwisko głównego oskarżonego w sprawie (z hiszp. „correa” oznacza „pas”) w wyniku czego wyszedł niemiecki odpowiednik słowa „correa”, czyli „Gürtel ”. Inne ekscytujące nazwy to „Operacja Sudoku” (dotycząca Chińczyków produkujących pirackie kopie filmów na DVD), „Operacja Goryl” (nazwa wzięła się od masywności sylwetki i siły jednego z oskarżonych; nie mylić z „Kryptonimem Goryl” dotyczącym korupcji na Słowacji) czy „Operacją Smerf” (dotyczącą szajki złodziei okradających stanowiska archeologiczne, której dowódca był raczej niskiego wzrostu). Taki poziom korupcji nie tylko wyostrza zmysły śledcze, lecz również pomysłowość. Wszystko jest kwestią wyobraźni. A może raczej aferą wyobraźni?

Fot.: główna (cc) caliorg/flickr