kultura

Staff Benda Bilili, głos pozbawionych głosu w Kongo

Artykuł opublikowany 11 stycznia 2010
Artykuł opublikowany 11 stycznia 2010
„Wszyscy jesteśmy niepełnosprawni, czyż nie?”, głosi ich komentarz na Myspace. W czasie trwającego ponad miesiąc tournee po Europie ta grupa paraplegicznych muzyków ulicznych z Kinszasy wprawiła w euforię i zdumienie tłumy.
Stało się to już rok po wydaniu jej debiutanckiego albumu Très Très Fort, powstałego dzięki wsparciu producenta Vincenta Kenisa, którego dziełem jest słynna seria „Congotronics”. Już od siedmiu lat kręcony jest francuski film dokumentalny o grupie.

Piosenkarze Ricky Likabu, Theo Nsituvuidi, Kabose Kabamba, Djunana Tanga i główny kompozytor utworów Coco Ngambali dorastali z polio w jednym z najbardziej zubożałych i nędznych krajów na świecie. Ze względu na ich fizyczne upośledzenia, żaden z muzyków ze stolicy Demokratycznej Republiki Konga nie zgodził się z nimi grać. W rezultacie Ricky’ego, Theo, Coco, Kabose’a i Djuanę w 2004 połączyło wspólne doświadczenie dyskryminacji i niepełnosprawności.

Dzisiaj grupa głęboko wierzy w to, że upośledzenia istnieją w umyśle, a nie w ciele. Z tym przekonaniem rozgrzewają publikę na całym świecie swoimi wprawiającymi biodra w ruch występami, za co w 2009 zdobyli Artist Award na berlińskim festiwalu Womex (World Music Expo). Nazwa grupy, Staff Benda Bilili, która w języku Lingala oznacza „zobacz co kryje się pod powierzchnią” (au-delà des apparences) jest jedynie przedsmakiem przejmujących tekstów, które wyrażają szczerą frustrację i demaskują ogromne problemy Konga. Kawałki takie jak „Polio” – nawołujące rodziców, by zaszczepili swoje dzieci – oraz „Tonkara” wyrażają rozczarowanie i ubolewanie, zarówno poprzez tekst, jak też przez smętne, głębokie, pobudzające wyobraźnię wokale. W utworach „Moto Moindo” i „Marguerite” Roger Landu, najmłodszy – czyli 18-letni – członek zespołu Benda Bilili, przeplata hipnotyczne solówki z dźwiękami satonge, instrumentu muzycznego przez niego skonstruowanego z pustej puszki po rybach, struny i kawałka drewna.

 ('Very Very Strong' or 'Very Very Loud', Crammed Discs, 2009) Od klasycznych kongijskich rytmów soukous i rumby, poprzez reggae, old-school R&B, afro-latynoskie dźwięki, po funk, dźwięki, które muzycy tworzą są wybuchowe. Wobec podnoszących adrenalinę bitów, zawodzenia Rogera, gry na satonge Hendrixa, zaraźliwej witalności Kabamby, czy też ciągłego kontaktu, który utrzymują z publicznością, nie można stać spokojnie. Bez cienia wątpliwości, Staff Benda Bilili ma na celu rozweselenie, wyluzowanie i wyciągnięcie ludzi na parkiet. Z drugiej jednak strony mają też nadzieję obudzić wyobraźnię i dociekliwość odbiorcy. „Pomimo istniejących barier językowych, chcemy, by po usłyszeniu naszych utworów ludzie poszli do domu i dowiedzieli się czegoś więcej o naszym przekazie”, mówi Ricky.

Benda Bilili są głosem pozbawionych głosu w Kongo – kraju, który od lat cierpi z powodu wojen domowych, korupcji i bezustannego poczucia niestabilności. Niezaspokojona miłość grupy do rytmu, wnikliwa krytyka społeczna oraz niewyczerpany zapał i energia zafascynowały tłumy, wznieciły rewolucje taneczne na całym świecie, a także otworzyły możliwości dialogu. Można śmiało rzec, że ich oszałamiający debiut na światowej scenie sprawił, że każdy ma chrapkę na więcej.

Très Très Fort („Bardzo Bardzo Mocno” ... lub „Bardzo Bardzo Głośno”, Crammed Discs, 2009)

zdjęcia:  Sofia Verzbolovskis; film: Na Lingui Yo by ©Florent de la Tullaye, połowa francuskiego duetu rezyserskiego, który filmuje zespół/ Youtube